środa, 3 grudnia 2008

Słoneczny gorący kubek i bułeczki na obolałe plecki.


Czasem przychodzą takie dni, gdy nad moją głową wisi katastrofa. Od wczorajszego ranka chodziłam ostrożnie, prawie jak na paluszkach, przeczuwając zbliżający się ból ... rwa kulszowa. Kiedy kilka miesięcy temu dopadła mnie, przez blisko trzy miesiące nie mogłam normalnie żyć - chodzenie sprawiało ból, siedzenie powodowało, że przez całą nogę przechodził prąd paraliżu. Z każdym dniem było coraz ciężej walczyć zarówno z chorobą jak i pogarszającym się nastrojem. Ten stan nie tylko uprzykrzał mi życie, gdyż proste wyjście do sklepu było ogromnym wyzwaniem, ale i nie pozwalał kontynuować rehabilitacji kolana, które po operacji wciąż nie chciało dojść do siebie.

Mając to wszystko w pamięci, wczorajszego wieczoru czułam się jak struta i zadzwoniłam po pomoc do rehabilitanta. Kiedy przyjechał dzisiejszego ranka nadzieja walczyła we mnie z niepewnością. Na szczęście miała też wsparcie ogromnej ufności oraz zdolności rehabilitanta, więc nie okazała się matką głupich. Teraz znów swobodniej się poruszam, choć wciąż pamiętam o troskliwym opiekowaniu się moim kręgosłupem.

Dlatego nie mogłam powrócić do moich pierniczkowych planów ani też wymyślić czegoś skomplikowanego na obiad, jednak żołądek domagał się czegoś smacznego. Z lodówki wywędrowała więc zapiekanka, a dokładnie pyszny bulion jaki z niej powstał. Przelałam go do garnuszka, delikatnie rozrzedziłam wodą i zagotowałam. Tuż przed podaniem dałam łyżeczkę gęstej śmietany. Potrzebowałam też czegoś treściwego. Już wcześniej wiedziałam, że będę potrzebowała jakiegoś lunchu, więc zawczasu się przygotowałam.

Na szczęście w nieszczęściu od czasu gdy zaczęłam sama piec pieczywo, nie mogę przełknąć bez skrzywienia chleba z pobliskiej piekarni czy supermarketu. Potrzebowałam więc czegoś co przygotować będzie można w maszynie lub mikserze. W książce-pamiątce po Ziemniaczanej Zabawie już jakiś czas temu znalazłam przepis, który mnie zaciekawił. "Chrupiące bułeczki z batatów" - wszystkie składniki były w domu i przygotowaniem za mnie mógł się zająć mikser, więc nie miałam już wymówki.

Bułeczki wyszły pyszne, choć w moim wykonaniu trochę się rozlały. Jest to jednak moja wina, gdyż będąc oszczędna dodałam całość puree z batatów, jakie powstało mi z 2 sztuk pomimo, że powinnam dodać z 1,5 sztuki. Nic się jednak nie stało. W czasie formowania bułeczek - jedynym w praktyce etapie, w którym musiałam siebie zaprząc do roboty - posmarowałam dłonie olejem i uformowałam kulki z ciasta. Bułeczki wyszły smaczne i chrupiące, choć troszkę spłaszczone.


A do tego przysiadły na nich takie dwie małe ptaszynki, które uśmiechają się i puszczają oczko do Hirka. To zaciekawione, choć nieśmiałe kruszynki, więc ostrożnie do nich podchodzę by ich nie spłoszyć. Dziewczynki na razie nie mają jeszcze imion, ale z pewnością coś niedługo dla nich wymyślę, a może jakieś inne ptaszyny coś zaćwierkają mi do uszka :)

A to zdjęcie tak dla słonecznego nastroju, bo za oknem szaro :)


Chrupiące bułeczki z batatów
(12 bułeczek)

Składniki:
2 małe bataty (ok. 350 g.)
2 szalotki
350 g mąki i nieco do wyrabiania ciasta
3 łyżki mleka w proszku
2 łyżki brązowego cukru
7 g drożdży instant
1 1/2 łyżeczki soli
120 ml ciepłej wody (40-50 stopni Celsiusa)
2 łyżki oliwy z oliwek
3 łyżki mleka

Przygotowanie: Umyte bataty ugotowałam do miękkości (przez ok. 25-30 minut). Obrałam i trochę odparowałam w suchym garnku, a po przestudzeniu przecisnęłam je przez praskę do miksera. Dodałam posiekaną szalotkę (ja zostawiłam ją w długich piórach). Poczekałam aż masa miała temperaturę ok. 40 stopni Celsiusa. Przesiałam mąkę, dodałam mleko w proszku, sól i cukier oraz drożdże. Wyrabiałam mikserem ciasto dodając powoli wodę oraz oliwę. Oryginalnie powinnam energicznie zagnieść ciasto na oprószonej mąką stolnicy, podsypując mąki gdyby było zbyt kleiste. Po wyrobieniu ciasta przełożyłam je do miski, przykryłam ściereczką i odstawiłam na 45 minut w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (powinno podwoić objętość). Po tym czasie znów przełożyłam do miksera i jeszcze raz wyrabiałam (dodałam sporo mąki, gdyż ciasto było bardzo klejące, ale to dlatego, że użyłam zbyt dużo puree z batatów). Ponownie odłożyłam do wyrośnięcia na 45 minut (oczywiście pod ściereczką). Na blasze wyłożonej pergaminem ułożyłam uformowane bułeczki. Przykryłam ściereczkę i odłożyłam do wyrośnięcia na 15 minut. W tym czasie rozgrzałam piekarnik do 180 stopni Celsiusa. Bułeczki przed włożeniem do piekarnika posmarowałam mlekiem. Piekłam przez 30 minut. Gdy wyjęłam sprawdziłam, czy są gotowe pukając w nie - powinny wydać głuchy odgłos.

Ponieważ użyłam więcej puree z batatów, więc musiałam dodać również więcej mąki. Puree miałam z 500 g batatów, a mąki wzięłam więcej o ok. 1/2 - 2/3 szklanki. Pierwszą część mąki użyłam pszenną typ 550, a tą dodatkową mąkę użyłam pełnoziarnistą z metody Montignaca (T150). Do tego ponieważ nie miałam mleka w proszku, zamiast wody użyłam mleka, a zamiast mleka w proszku dodałam 1 płaską łyżkę mąki.

Źródło:
"Przepyszne ziemniaki. 222 tradycyjne i oryginalne przepisy"
Wydawnictwo Reader's Digest, Warszawa 2008

Smacznego.

29 komentarzy:

zemfiroczka pisze...

Ojej! jakie cuda :) z tych maleństw :)) Hieronim z miejsca się zakocha ;))

A propos ;) --->
http://historie-kuchenne.blog.onet.pl/2,ID329808661,index.html


A te bułeczki i ja mam w planach :) Nawet u kogoś się chwaliłam w komentarzu :))

No to zdrówka Kochana :**

Tilianara pisze...

A nie mówiłam, że się nam Hirek zakocha w tych podlotkach :)

A ta parka to cudo normalnie :)

O bułeczkach u mnie mówiłaś i ja pamiętam i trzymam Cię za słowo, że je zrobisz, tylko uważaj z tym puree. Dobrze je porządnie wcześniej odsączyć :)

zemfiroczka pisze...

U Ciebie? No widzisz już sama nie ogarniam, co komu piszę ;)

Tilianara pisze...

:)

Notme pisze...

Czy te buleczki naprawde lecza ? :)
Ostatnio nei ma kto mnie wymasowac hihi ;))) to moze je upieke? :D

No, no czyzby to Pani Hieronimowa? :) Juz czuje w powietrzu zaloty, ;)) ich bejbiki to chyba na wielkanoc na blogach sie pokaza. :)

zemfiroczka pisze...

Tu taką lekką perwesję czuję, bo to trójkącik będzie ;))

zemfiroczka pisze...

* perwersję - rrrr mi zjadło ;))

Tilianara pisze...

To z tego trójkącika wiele jajeczek na Wielkanoc będzie :) Tylko trzeba upilnować, żeby z nich pisanek ani wydmuszek nikt nie zrobił ;p

Notme, bułeczki banalne w zrobieniu, więc nawet bolące plecy w zrobieniu ich nie przeszkodzą :)))

aga-aa pisze...

znowu bataty! ja też chce!

Tilianara pisze...

Aga, zamówienie przyjęte. Mogą być rosti? :)

kasiac pisze...

Tilianaro, życzę Ci dużo zdrówka i jak najmniej kłopotów z kręgosłupem!
A powiedz mi, czy te bułeczki to wychodzą słodkie? Nigdy nie jadłam batatów i nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak smakują!

Tilianara pisze...

Kasiu, dzięki za życzenia :) na szczęście już kręgosłupik wraca do normalności :) A Bułeczki wcale słodkie nie są, choć nie są tak zupełnie wytrawne. Dziś je z szynką na śniadanie zjadłam i były wyborne :)

kasiac pisze...

Dzięki, może je zrobię, jak kupię składniki, bo jeszcze mleko w proszku, które u mnie w domu jest bardzo rzadkim gościem

Tilianara pisze...

Kasiu, ja zamiast mleka w proszku i wody użyłam zwykłego mleka :)

aga-aa pisze...

rosti?

Tilianara pisze...

Aga, rosti z batatów pewnie będą jutro :)

majana pisze...

Och, jakie sliczności! :)) I bułeczki i te cudne ptaszynki! :))
A wiesz,ze pasuje dla ptaszynki imię Tili ? :))
Pozdrawiam.

Tilianara pisze...

Majanko, wiesz że i ja o tym myślałam, ale wtedy biedny Hirek może mieć problemy - ja Tili i ptaszyna Tili :)

Myślałam nad imieniem Faire (=Duszek) dla tej bardziej nieśmiałej (to ta z tyłu). Nie mam jeszcze pomysłu dla tej odważniejszej :)

Buziaki :)

majana pisze...

Faire brzmi slicznie, to moze niech jedna bedzie Tili - ta odważna. Ty jesteś Tilianara, a ona Tili, albo Tilio ! Slicznie :)) Co myslisz ?

Tilianara pisze...

Majano, stałaś się właśnie Matką Chrzestną moich ptaszyn - jedna będzie Faire (ta nieśmiała), a druga Tilio (ta odważna) :)

Buziak od Twoich ptasich córeczek :*

zemfiroczka pisze...

heh, Siostra szarfy zbiera ;) Najpierw Asytentka, teraz Chrzestna ;)))

majana pisze...

O kurcze, ale mi miło! :)) Jestem Asystentką i Chrzestną :))
Piękne imionka i ciesze sie,ze jestem matką chrzestną ptasich córeczek - Faire i Tilio :))

aga-aa pisze...

i rosti nie było...bo się co niektórym zaspało ;p

zemfiroczka pisze...

Jak dobrze, że ja nie obiecałam, bo ja notorycznie jestem zaspana ;))P

aga-aa pisze...

jak siedzisz po nocach ....
po obiedzie zmywasz dopiero o 21.30, więc co się dziwisz ;p

Tilianara pisze...

Oczko, nas się już o pokrewieństwo pytają :) To chyba przez te zaspania :)))

zemfiroczka pisze...

Tilia, taaa widziałam, coś tam Andrzej przebakiwał ;))

Aga, zapomniałaś jeszcze dodać, że wstaję o 12. Jutro to będzie wyzwanie wstać o 7 ;))

aga-aa pisze...

haha bede budzić :)

zemfiroczka pisze...

A to nie jest zły pomysł ;)P ja poprosze budzenie na 7 ;)P

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...