Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kluski. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kluski. Pokaż wszystkie posty

środa, 4 maja 2011

Skarby przeszłości i dzisiejsza Tili.


Ostatnio kilka razy dostałam zaproszenia do zabawy,
by zdradzić kilka tajemnic, coś o sobie powiedzieć.
I choć jestem straszliwą gadułą, to pisać tylko o sobie nie umiem.
Jednak jeśli chcecie poznać choć trochę dzisiejszą Tili,
zapraszam do wywiadu w portalu We Dwoje,
gdzie odsłaniam trochę zaplecza mojej Kuchni Szczęścia :-)



Lubię marzyć, ale i myśleć o tym co tu i teraz, lubię też wspominać. Przeszłość, teraźniejszość i przyszłość ma dla nas wiele skarbów, których odkrywanie przynosi wiele szczęścia. Dlatego zawsze chętnie wracam do dawno odkrytych receptur szczególnie, gdy pojawiały się na początku mojej kulinarnej drogi. Odkryć je na nowo, zmodyfikować, czasem poprawić. To jak spojrzenie na siebie z dystansu. Czas mija, uczę się, zmieniam i wraz ze mną przekształcają się dania, które gotuję.

Pierogi serowo-szpinakowe ... pod tą nazwą pierwszy raz ugotowałam te smakowite kluski. Wtedy jeszcze nie doceniałam wyważonego połączenia szpinaku i gałki, za to pieprz królował w mojej kuchni. Kiedy jakiś czas temu zobaczyłam u Liski gnudi, nie mogłam oprzeć się chęci ponownego ich przyrządzenia.


Z początku chciałam zrobić ich polską wersję, ale ponieważ w lodówce czekały 2 pojemniczki niewykorzystanej ricotty, nie mogłam pozwolić im się zmarnować. Ale prawda jest taka, że gnudi czy serowe pierogi to nic innego jak trochę inna wersja naszych dobrych znajomych ... leniwych.
W tym wydaniu ozdobionych zielenią szpinaku, doprawionych gałką i szczodrą porcją ziół, a formowanych dwoma łyżeczkami, by nadać im urokliwy kształt.

Można oczywiście zjeść te kluseczki z ziołowym masłem, można podać je do śmietanowych sosów, można wreszcie zjeść je najprościej, z masłem i gruboziarnistą solą. Smakują wybornie, gdy są ciepłe, a pachnące masło roztapia się na nich. Nikt się im wtedy nie oprze. Spróbujcie jednak dodać ich mniejszą wersję do sałatki z rukolą i parmezanem, a zachwyci i na pikniku i w drodze na urlop.

Ta receptura to jeden z tych wszechstronnych przypadków, jakie czekają tylko na naszą fantazję. Szpinak zamieniony na szczaw lub młode liście pokrzywy, a może nawet i mniszka, ricotta zastąpiona przez zmielony i odciśnięty twaróg, przyprawy pojawiające się jak w kalejdoskopie, a nasza wyobraźnia ma pole do popisu i podróży.

Bo któż zabroni nam zrobić paneer, a do szpinaku dodać garam masalę, by Indie poczuć we własnej kuchni. A może i utarta feta pozwoli nam przenieść się do Grecji. Tym razem byłam w słonecznej Italii, ale gdy po wczorajszym śniegu z deszczem słońce wyszło zza chmur, ja już marzę o leniwych z pokrzywami zajadanych nad mazurskimi jeziorami.


Gnudi (czytaj: Nudi)

Składniki:
750 g szpinaku (użyłam mrożonego w liściach)
oliwa
1 cebula, bardzo drobno posiekana
sól i pieprz
gałka muszkatołowa (do smaku, ja starłam ok. 1/4 gałki)

400 g ricotty
50 g świeżo startego parmezanu
duża garść ziół (np. bazylii i pietruszki, ja dodałam jeszcze koperku)
2 jajka
sól, pieprz
gałka muszkatołowa (do smaku, ja starłam ok. 1/4 gałki)
ok. 3/4-1 szklanki mąki pszennej

zimne masło i płatki soli lub sól gruboziarnista, lekko utłuczona w moździerzu


Przygotowanie: Szpinak najpierw lekko poddusić na zeszklonej cebulce, doprawić solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Lekko przestudzić i drobno posiekać. Ja użyłam mrożonego szpinaku, który bez rozmrażania wrzuciłam na zeszkloną cebulkę. Po rozmrożeniu i podduszeniu wyłożyłam go na sitko, by jak najdokładniej odcisnąć. Świeży też należy odcisnąć, wtedy mniej użyjemy mąki.
Ricottę w czasie szykowania szpinaku wyłożyłam na sitko, by odciekła (nie należy jej zbyt mocno dociskać!).
W misce połączyłam posiekany szpinak z cebulką, ricottę, parmezan, jajka, sól, pieprz, dodatkową porcję gałki i stopniowo wyrabiając ręką dodawałam mąkę. Gdy ciasto było już spoiste (będzie lepkie), włożyłam je do lodówki na min. 1 godzinę (dobrze jest zrobić to rano, a wyjąć przed obiadem).

W dużym garnku zagotowałam wodę, masę serowo-szpinakową formowałam dwoma łyżkami i obtaczałam delikatnie w mące. Wrzucałam do wrzątku i gdy wypłynęły gotowałam jeszcze ok. 1-2 minuty. Podałam z masłem i płatkami soli.

Źródło: Inspiracje z książki Arthura Agatsona "Dieta South Beach. Książka kucharska" oraz u Liski

Smacznego.

czwartek, 10 marca 2011

Szczęśliwe Łabędzie.


Uwielbiam tańczyć, kręcić się i wirować, czuć jak wszystkie mięśnie zgodnie ze sobą współpracują, jak oddech przyspiesza, by dogonić serce uradowane ruchem. Lubię też oglądać tańczących, a szczególnie balet, podziwiać jego lekkość i siłę wyrazu. Wtedy też moje serce bije mocniej, na policzkach pojawiają się rumieńce. Niestety od czasu, gdy chore kolano na zawsze odebrało mi możliwość tańca, muszę szukać zastępstw.


I tak znalazłam już ich wiele, a pośród nich najbardziej za serce chwytają zawijańce. Te na talerzu, oczywiście. Mięso zawinięte i faszerowane, po pokrojeniu pięknie prezentujące się na talerzu, w swoim wnętrzu ukrywające wyborny farsz. Można się zakochać, prawda?

W ostatnich dniach dałam się porwać temu uwielbieniu. Po ostatnich drobiowych roladkach chodziły za mną kolejne. Zachciało mi się czegoś kolorowego, z nutą słodyczy przełamaną wędzonym smakiem boczku. Do tego silna obecność tymianek, którego lekką ziemistość wprost uwielbiam w połączeniu z wieprzowiną.


Wybór padł na wieprzowe polędwiczki, które aż uśmiechały się do mnie w sklepie. A ponieważ zgrabna dynia czekała na blacie by z niej gnocchi dyniowe zrobić i bez niej sos nie mógł się obejść. Potem była już czysta improwizacja. Dżem morelowy zmiksowany z suszonymi morelami, doprawiony tymiankiem i kapką wermutu, zakwaszony cytryną, jedwabiste podłoże dla roladek stanowił.

Słodycz i wytrawność przeplatały się ze sobą, jak w tańcu, tworząc smaczny spektakl, którego uzupełnieniem była sałatka z rukwi wodnej. Gdy talerze pojawiły się na stole, skojarzenia same przyszły ... to było prawie jak Jezioro Łabędzie. Tylko, że tym razem żaden Zły Duch nie miał do nas dostępu, a koniec tej baśni zakończył się nader szczęśliwie.


Zawijane polędwiczki z morelą

Składniki:
2 polędwiczki wieprzowe (średnie)
6 plasterków boczku wędzonego
3 łyżki dżemu morelowego (najlepiej mało słodkiego, ale można go zakwasić sokiem z cytryny)
10 suszonych moreli
kilka gałązek tymianku
chlust wermutu (do smaku)
sok z cytryny
1 białko, lekko roztrzepane

Przygotowanie: W małym rondelku wymieszałam dżem morelowy (tym razem nie domowy, ale ekologiczny, nie bardzo słodki) z chlustem wermutu, posiekanymi drobno suszonymi morelami, listkami z tymianku (u mnie była to czubata łyżka) i sokiem z cytryny. Doprawiam sol i pieprzem. Zmiksowałam na gładką, gęstą masę. Ostudziłam. 1 łyżkę tej mieszaniny możemy zostawić do sosu dyniowego (przepis poniżej).

Piekarnik nagrzałam do 150 stopni Celsjusza. Polędwiczki rozcięłam wzdłuż najpierw w 1/3 wysokości, a potem grubszą część rozcięłam od środka w połowie jej wysokości, tak by uzyskać długi płat cienkiego mięsa. Rozbiłam delikatnie dłonią (jeśli używacie czegokolwiek twardszego od dłoni, trzeba rozbijać bardzo delikatnie, by nie rozerwać mięsa.) Rozbity płat mięsa ułożyłam na folii aluminiowej. Doprawiłam solą i pieprzem. Ułożyłam plasterki boczku na prawie całej powierzchni, zostawiając z jednego długiego boku trochę pustego miejsca, by rolada się później skleiła. Na boczku rozsmarowałam delikatnie cienką warstwę ostudzonej mieszaniny morelowej. Mięso zawinęłam, pomagając sobie folią aluminiową.

W niskiej temperaturze piec takie roladki trzeba ok. 1,5 godziny, ale przyznam, że nie spojrzałam dokładnie na zegarek, gdyż piekłam z termometrem do wewnętrznej temperatury mięsa 71 stopni Celsjusza.

Po tym czasie, roladki można przechować w lodówce lub od razu podać, podsmażając wcześniej na maśle z oliwą (lub klarowanym maśle lub czym dusza zapragnie), by nabrały ładnego złotego koloru. Jeśli przechowujemy je w lodówce, przed podaniem podgrzewamy w piekaniku lub na parze, wciąż zawinięte w folię aluminiową.

Jedna uwaga: Do farszu, dobrze jest dodać 1 białko i odrobiną białka posmarować również długi bok mięsa, pozostawiony pusty. Dzięki temu roladki na pewno nam się nie rozkleją podczas podsmażania czy krojenia. Ja tym razem o tym zapomniałam, ale ponieważ uważam to za niemal konieczny element, dlatego dopisałam do składników. Białko dodajemy do ostudzonego farszu. Można też dodać chlust gęstej śmietany, dla lekkości i by nadać kremowej konsystencji nadzieniu.

Roladki po podsmażeniu, odkładamy na deskę i kroimy w grube plastry. Podajemy z sosem, gnocchi i sałatką lub z czym mamy ochotę.

Sos dyniowo-morelowy

Składniki:
1 szklanka puree dyniowego
1 czubata łyżka mieszaniny morelowej, z przepisu powyżej
świeży lub suszony tymianek (do smaku)
sok z cytryny (do smaku)
sól, pieprz
płyn (woda/bulion)
płatek masła (ok. 1 łyżeczki do 1 łyżki)

Przygotowanie: Wszystkie składniki umieszczamy w garnuszku i podgrzewamy. Jeśli dynia jest bardzo sucha, dodajemy wody/bulionu. Gdy składniki się zagotują, miksujemy, przecieramy przez sitko (można pominąć ten etap), doprawiamy solą i pieprzem i ew. jeszcze płynem, dla odpowiedniej konsystencji. Na koniec dodajemy płatek masła. Mieszamy i podajemy.

Przepis na dyniowo-ziemniaczane gnocchi znajdziecie tutaj (wybaczcie te koszmarne zdjęcia ;D )

Smacznego.

czwartek, 5 lutego 2009

Ciepło i spokój.


Kończy się Tydzień Kuchni Czeskiej i postanowiłam uczcić go tradycyjnym czeskim obiadem, a raczej jednym z jego wariantów. Zupa już była, więc teraz czas przyszedł na drugie danie, by później móc się cieszyć deserem.

Zawiesisty i gęsty sos, aromatyczny i ciemny dzięki porterowi, doprawiony kminkiem i papryką, z rozpływającymi się kawałkami mięsa, miękką cebulką i słodką papryką. Pierwszy moment rozpłynięcia się smaku na języku i podniebieniu sprawia wrażenie twardości, oschłości i dystansu. Po chwili jednak ciężki smak piwa zrównoważony zostaje smakiem przypraw i zagęszczającego sos chleba oraz wyborną słodyczą cebuli i papryki, które delikatnie pieszczą język, przygotowując na doznania płynące z każdym kęsem.



Uzupełnione smakiem i konsystencją pampuchów, które wprawdzie prawie nie mają swojego smaku, za to idealnie chłoną wszystko w czym zostaną zanurzone. Doskonałe z każdym sosem, bo stają się podstawą, bazą dla smaku, dodając jedynie odrobinę swojego drożdżowego, lekko słonego posmaku. Tak więc zarówno z piwnym sosem gulaszu, jak i pieczarkowym sosem do ryby, czy maczane w podgrzanych powidłach na śniadanie ze szklanką jogurtu lub maślanki, uniwersalnie wpasowują się do każdego towarzystwa. A ile zabawy z ich gotowaniem i zabawnym topieniem we wrzątku.

Lubię takie dni, gdy na malutkim gazie leniwie pyrkocze w garnku gulasz, a ja bawię się zatapianiem pampuchów w wielkim garnku, niczym dziecko zatapiające gumowe zabawki w wannie. Lubię ciepło i spokój, które unoszą się pod sufitem w takie właśnie dni.

Gulasz piwny

Składniki:
1 łyżka oliwy
2 duże cebule
50 dag szynki wieprzowej
1 łyżka czerwonej papryki
opcjonalnie: ok. 1 papryki, pociętej w dużą kostkę
1 łyżeczka kminku
1 butelka (0,5 l.) piwa (dałam ciemne tyskie - porter)
1 gruba kromka chleba (piwnego)
sól
czarny pieprz

Przygotowanie: Cebule pokroiłam w gruba kostkę i wrzuciłam na rozgrzaną oliwę, żeby ją przysmażyć na złoto. W tym czasie umyte i osuszone mięso pokroiłam w grubą kostkę i szczodrze oprószyłam papryką. Kiedy cebule się przysmażyły wrzuciłam mięso i obsmażyłam przez ok. 10 minut, tak by zamknąć pory z każdej strony. Ponieważ miałam w lodówce kilka kawałków papryki, to pokroiłam ją w kostkę i dodałam do gulaszu, kilka minut po wrzuceniu mięsa. Posypałam kminkiem (dałam czubatą łyżeczkę) i wlałam połowę piwa. Garnek przykryłam i dusiłam wszystko na najmniejszym możliwym ogniu przez ok. 45 minut. Pokruszyłam chleb (bez skórki) i wsypałam do gulaszu. Wlałam resztę piwa i gotowałam jeszcze na małym ogniu przez ok. 15 minut. Podałam z pampuchami.

Źródło: Robert Sowa

Pampuchy (kluski drożdżowe)

Składniki:
1 bułka kajzerka
4 dag masła
2 dag drożdży
1 łyżeczka cukru
40-45 dag mąki
szczypta soli
3 jajka
125 ml mleka

Przygotowanie: Bułkę pokroiłam w malutką kosteczkę i przysmażyłam na maśle, aż wchłonęła całe masło, ale nie zbrązowiała się zanadto. Odstawiłam do ostudzenia. Drożdże utarłam z cukrem i wlałam do mąki i soli. Dodałam jajka i mleko, dokładnie wyrobiłam. Musiałam sporo podsypać mąką w stosunku do oryginalnego przepisu (zeszło mi ok 45 dag, a nie 40 dag mąki ogółem). Odstawiłam ciasto na godzinę do wyrośnięcia. Po tym czasie dodałam ostudzoną, przesmażoną bułkę i zagniotłam ciasto. Uformowałam owalne knedle (ja uformowałam bardzo duże knedle i wyszło mi ich 6 szt.) i odstawiłam do wyrośnięcia na 15 minut. W tym czasie zagotowałam wodę i osoliłam ją. Knedle kładłam do wrzącej wody i gdy woda ponownie zawrzała, zmniejszyłam ogień i gotowałam jeszcze 15 minut, aż zaczęły puchnąć. W połowie gotowania obróciłam knedle, trochę je podtapiając przez chwilę. Podałam pokrojone na kromeczki z gulaszem.

Źródło: Pascal Brodnicki

Smacznego.



wtorek, 28 października 2008

Dyniowe gnocchi.



Kolejny dzień Festiwalu Dyni i kolejny dzień mojej anginy. Na takie chorobowe dni najlepiej zrobić coś co można wyjąć z zamrażalnika, dodać szybki sos z tego co jest w lodówce i wracać do łóżeczka ... albo zjeść w łóżeczku.


Dziś na talerzu wylądowały dyniowe gnocchi. Robi się je bardzo podobnie jak zwykle ziemniaczane kluseczki. Trzeba jednak uważnie dobrać dynię (powinna być możliwie sucha) i niestety dodać więcej mąki. Na szczęście biorąc pod uwagę, że miąższ dyni jest dosyć lekki i wilgotny, to i gnocchi nie wychodzą ciężkie. Doskonałe z dowolnym sosem, duszonymi grzybami czy po prostu z masłem.


Dyniowe gnocchi

Składniki:

30 dag miąższu dyni (podpieczona w 200 stopniach przez 20 minut dynia z tymiankiem, rozmarynem, solą i pieprzem)
70 dag miąższu z ziemniaków (upieczone w 200 stopniach przez 1 godzinę nieobrane ziemniaki, z przyprawami jak wyżej, zawinięte w folię aluminiową)
20 dag mąki, plus 10 dag w czasie formowania
4 łyżki mąki ziemniaczanej
1 żółtko
tarty parmezan
sól, pieprz
gałka muszkatołowa

Przygotowanie: Połączyłam miąższ dyni (zmiksowany) z miąższem z ziemniaków (przeciśniętym przez praskę). Dosypałam mąkę i mąkę ziemniaczaną, tarty parmezan, żółtko, sól, pieprz i gałkę. Wymieszałam tak by powstało zwarte ciasto. Podsypując mąką, formowałam wałeczki o średnicy ok. 1,5 cm, które kroiłam na 2-3 cm kawałki, widelcem nadając im kształt. Układałam na blasze wysypanej mąką. Wrzucałam partiami do osolonej, gotującej się wody i wyławiałam jak tylko wypłynęły. Przepłukałam pod zimną wodą.

Musztardowy sos porowo-pomidory

Składniki:

1 duża czerwona cebula
2 ząbki czosnku
1 szklanka pokrojonego w półplasterki pora (biała część)
oliwa, woda
1 duży pomidor
sól, pieprz
przyprawa „grzyby z pietruszką” (lub np. zioła prowansalskie)
1 łyżka musztardy z ziarnami gorczycy
1 łyżka śmietany

Przygotowanie: Cebulę, pora i czosnek podsmażać na oliwie (posolić, by puściło sok), po ok. 1-2 minutach dodać odrobinę wody, by warzywa dusiły się i zmiękły. Po kilku minutach dodać pokrojonego w dużą kostkę pomidora. Podgrzać jeszcze kilka minut, doprawić przyprawami. Dodać musztardę i śmietanę. Podgrzać i podawać z gnocchi, przybrane parmezanem lub ziołami.

Smacznego



piątek, 17 października 2008

Kulinarne odkrycia



Wczorajszy dzień obfitował w kulinarne odkrycia. Upiekłam chleb, doskonały na podwieczorek lub słodkie śniadanie. Nie skończyły się jednak moje pieczeniowo-pieczywowe dokonania na chlebku. Ponowiłam próbę upieczenia pszennych bułeczek Liski (przepis tutaj) i tym razem wyglądały już dużo lepiej. Smak był wyborny, a satysfakcja jeszcze większa.


Coraz częściej myślę o kupnie maszyny do pieczenia chleba. Myślę, że i ja się w końcu zaraziłam bakcylem pieczeniowym i miłością do domowego pieczywa. Kiedy dziś rano obejrzałam piękne szafranowe brioszki na blogu Bei, w duszy już poczułam te zapachy rozchodzące się po mieszkaniu. Dodatkowo, moja kicia, Briczolla, przekonuje mnie do pieczenia. Tak słodko wygląda, gdy wygrzewa się pod stolem kuchennym, niedaleko nagrzanego piekarnika.

Nie tylko jednak pieczywo królowało wczoraj w mojej kuchni. Już od kilku dni trwa Tydzień Bawarski, a ponieważ już od jakiegoś czasu myślałam o zrobieniu spatzli, tym razem nie miałam już wymówki. Kluseczki okazały się wyborne w smaku i prościutkie w wykonaniu (no, może poza ich formowaniem nad garnkiem) oraz jako idealny dodatek do pieczonej szynki po bawarski, czyli tradycyjnie w piwie.


Cały obiad okazał się pomimo moich obaw szybki i prosty w wykonaniu, choć oczywiście czas pieczenia wystawiał na próbę cierpliwość naszych żołądków. Do tej pory pieczenie w piwie, ograniczało się do wołowiny w porterze, ale szynka wieprzowa w jasnym, ale wyrazistym piwie okazała się bardzo ciekawym połączeniem, które pewnie będzie powracać na nasz stół. W zależności od użytego zestawu warzyw i ziół oraz rodzaju piwa, danie to może mieć wiele twarzy. Warto poeksperymentować :)


Pieczeń po bawarsku

Składniki:
smalec
1 kg szynki wieprzowej
sól
pieprz
tymianek
2 pory, średnie
3 marchewki, średnie
1 seler, mały
2 cebule, duże
czosnek (wedle uznania, ja użyłam 5 ząbków)
0,5 l. jasnego piwa
listki laurowe
ziele angielskie
świeży tymianek

Przygotowanie: Mięso przyparawiłam solą, pieprzem i tymiankiem. Obsmażyłam na smalcu. Następnie na tej samej patelni obsmarzyłam warzywa, z odrobiną soli, pieprzu i tymianku. Do wysmarowanej smalcem brytfanki przełożyłam warzywa i mięso, świeży tymianek, liście laurowe, ziele angielskie i wlać piwo. W piekarniku nagrzanym do 180 stopni piekłam przez 80 minut.

P.S. Przyznaję się, że w trosce o moją figurę i cholesterol męża użyłam zamiast smalcu oleju z czerwonej palmy i kanoli. W przepisie podaję jednak tradycyjne, bawarskie składniki.

Spatzle

Składniki:
200 g mąki
2 jajka
sól
100 ml. wody

Przygotowanie: Do miksera wsypałam mąkę, sól, jaja i mieszałam intensywnie, powoli dolewając wodę. Dobrze wyrobione ciasto powinno mieć pęcherzyki powietrza. W dużym garnku zagotowałam wodę. Niewielką deskę do krojenia zanurzyłam we wrzątku i wlałam na nią trochę ciasta. Nożem zgarniałam nieduże kluseczki do osolonej wody, od czasu do czasu wkładając nóż do wrzątku. W podanych proporcji wyszło mi kluseczek na dwa obiady dla mnie i dla męża.

Świetna zabawa we dwoje, gdy śmialiśmy się do rozpuku z klapciowatych pierwszych klusek. Następne jednak już wychodziły całkiem zgrabnie.

Smacznego.




niedziela, 12 października 2008

Gnocchi z kaczką


Jeszcze jedna propozycja na Ziemniaczany Tydzień. Tym razem gnocchi, ale to nie one przysporzyły mi kłopotów, tylko kaczka-dziwaczka. Choć wyszła smacznie, ale brakowało jej tego czegoś. Nie zamierzam się jednak poddawać i spróbuję pewnie jeszcze nie raz.


Gnocchi

Składniki:
1 kg. ziemniaków, ugotowanych w mundurkach, obranych i przeciśniętych przez praskę
25 dag mąki uniwersalnej
2 łyżki mąki ziemniaczanej
2 jajka
sól
gałka muszkatołowa

Przygotowanie: Ziemniaki łączę z mąkami, jajkiem, solą i gałką. Mąkę uniwersalną dosypuję w miarę potrzeb, tak by uzyskać lekkie, luźne ciasto. Formuję ciasto w wałki i kroję na niewielkie kluseczki, dociskając widelcem, by uzyskać wzorek. Wrzucam do gotującej, osolonej wody i wyjmuję gdy wypłyną.
Część można zamrozić po ostudzeniu i wystygnięciu. Doskonałe z różnymi sosami, szałwią, albo z kaczką w musztardowo-śmietanowym sosie.


Kaczka w musztardowo-śmietanowym sosie

Składniki
2 piersi kaczki
łyżka jasnego sosu sojowego
2-3 łyżki musztardy ziarnistej
1 łyżka tymianku
2 łyżki śmietany 15%

Przygotowanie: Kaczkę oczyszczam ze skóry i tłuszczu i kroję na kawałki wielkości kęsa. Łączę składniki marynaty: sos sojowy, musztardę i tymianek (ja dałam 1 łyżkę) i odstawiam na 30 min. Na niewielkiej patelni podsmażam ok. 5 minut kaczkę na średnim ogniu i gdy z sosu sojowego i musztardy powstała emulsja, a kaczka się usmażyła, dodaję śmietanę i gotuję jeszcze kilka minut, by uzyskać gładki sos. Podaję przybrane szczypiorkiem.

Smacznego.

Ziemniaczany Tydzień część II 3-12.X.2008

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...