Remont powoli się kończy, ale jeśli myślałam że teraz to już tylko z górki, to ogromnie się przeliczyłam. Czyszczenie mieszkania po gładzeniu ścian, mycie kafelków, szafek i mebli, szorowanie talerzy i garnków, zakurzonych od półtoramiesięcznego leżenia w piwnicy, pranie ubrań i wszystkiego co się tylko nawinie ...
A wszystko to jeszcze nie koniec, a nawet nie połowa czekających nas prac. Na swoją kolej czeka przemalowanie pokoju z farb, po których pozostają paskudne smugi na gładkie, szorowalne i jedwabiste. Nie zapominam też o dokonywanym co kilka dni olejowaniu pięknych, dębowych blatów, by zaimpregnować je i przygotować do długiego i wyczerpującego służenia mi, gdy już będę mogła wyrabiać chleby, nadziewać słodkie bułeczki, faszerować pieczenie i lepić pierogi.
W chwilach zmęczenia, pomiędzy rozpakowywanym kartonem a mytym oknem, wyobrażam sobie jak wspaniale będzie za dwa tygodnie, gdy skończymy już wszystkie prace, a w mojej kuchni znów pachnieć będzie bułeczkami, a aromaty przypraw gromadzić się będą w odnowionych wnętrzach.
Jednak na razie daję tylko szybki znak, że żyję i że wrócę. A przy okazji chcę Wam ogromnie mocno podziękować za zaglądanie do mnie, zostawianie miłych i ciepłych słów. Ta pamięć o mnie, wasze komentarze były dla mnie wielce miłą niespodzianką, ogrzewającą serduszko i tym mocniej zagrzewają mnie teraz do pracy, by jak najszybciej wrócić do naszego smacznego, blogowego hobby. Gorące dzięki :*
A tymczasem znikam ... tym razem na krócej ... obiecuję :-)







































