Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotujemy_po_polsku_2008. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gotujemy_po_polsku_2008. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 9 listopada 2008

Pierogi na zakończenie i ... dobry początek.


Dziś kończy się akcja "Gotuj po polsku" i postanowiłam zakończyć ją z rozmachem. Nie przygotowałam jednak żadnej pieczeni czy pasztetu jak początkowo planowałam, na stole nie pojawił się też bażant ani sarnina, a nasze swojskie, proste pierogi. Czy jednak na pewno takie proste?

Już od rana (tzn. od jakiejś 10.00) w mojej kuchni zaczęła się praca. Walczyłam z mikserem by wyrobić ciasto na oliwkowy chlebek, a w czasie gdy on wyrastał, ja przygotowałam wszystko do żmudnej, ale jak się okazało przyjemnej pierogowej pracy.

Pierogi to jedyne danie, którego nie robiłam z lenistwa. Nie przerażają mnie żadne, nawet najbardziej zawiłe przepisy, ale pierogi ... one były tylko na święta i to też tylko dlatego, że nigdzie nie można było kupić takich z samymi grzybami, bez kapusty. Dziś jednak postanowiłam zwalczyć swoje lenistwo. Wybrałam wariant z farszem, którego nigdy jeszcze nie jadłam, a zaciekawił mnie ogromnie - kasza gryczana i biały ser i na talerzu mamy pierogi lubelskie, albo inaczej zwane wiejskimi.

Ciasto odpoczęło swoje w zacisznym kątku, w czasie gdy ja gotowałam na sypko kaszę gryczaną na mleku. Potem zostało już tylko wałkowanie i lepienie. Pierwsze pierogi wychodziły trochę koślawe - to za cienkie ciasto, to za dużo farszu. Foremka do wycinania i zlepiania nie zdała zupełnie egzaminu i pozostało zlepianie łapkami.

Coś w tym lepieniu było jednak magicznego, a może zadziałało tak moje wspaniałe towarzystwo. Gdy razem z mężem staliśmy przy blacie lepiąc kolejne półksiężyce, czas mijał tak szybko, iż nawet nie zorientowaliśmy się, kiedy minął przepisowy czas pieczenia oliwkowego chlebka. Z błogiego lepienia, rozmyślań i rozmów wyrwał nas dźwięk minutnika z piekarnika, a za nami na stole leżały już dwie płachty ślicznie zlepionych pierożków.

Pierożki były tym smaczniejsze, że mogliśmy je pałaszować z bliskimi - bratem, jego żoną oraz w towarzystwie ich maleństwa - trzymiesięcznej Zosi. Pierogi znikały z półmiska, polewane sosem miętowo-jogurtowym, zagryzane kiszonym ogóreczkiem i buraczkami. Prawdziwie polskie danie, prawdziwie ciepłe spotkanie. Pierogi okazały się hitem tego polskiego gotowania i na pewno będą teraz częstszym gościem na naszym stole. Może przyszedł też czas na ulubione przez mojego męża pierogi pieczone?


Pierogi lubelskie (wiejskie)

Ciasto:
4 szklanki mąki
1-2 łyżeczek soli
1 łyżka oliwy/oleju
2 jajka, roztrzepane
ok. 2 szklanek wody

Farsz:
3 szklanki kaszy gryczanej
6 szklanek mleka
1 łyżeczka soli
1 łyżeczka cukru
70 dag białego sera
opcjonalnie: zeszklona cebulka, skwarki z boczku lub słoniny, słodka papryka;

Przygotowanie: Zagrzałam mleko w garnku i wrzuciłam przepłukaną kaszę z cukrem i solą. Gotowałam aż kasza wchłonęła płyn. Przestudziłam. W tym czasie zagniotłam ciasto. Z mąki uformowałam kopczyk, do którego wsypałam sól, wlałam oliwę i jajka. Najpierw mieszałam widelcem, stopniowo dodając ciepłą wodę, potem wyrobiłam ciasto rękami, aż stało się elastyczne i miękkie. Odłożyłam ciasto przykryte serwetką by odpoczęło ok. 30 minut. W tym czasie rozkruszyłam ser do przestudzonej kaszy. Doprawiłam farsz do smaku solą i pieprzem, ewentualnie miętą. Farsz powinien mieć delikatnie kleistą, niezbyt sypką konsystencję. Ciasto rozwałkowywałam na cienkie płaty i wykrawałam krążki, z których lepiłam pierogi. Po ulepieniu wszystkich zagotowałam wodę w dużym garnku, osoliłam i gotowałam pierogi partiami po ok. 3 minuty.

Doskonałe z dodatkiem kwaśnej śmietany i skwarek, na ciepło i na zimno. Ja podawałam je w lżejszej wersji z jogurtowym sosem z miętą, buraczkami na zimno i ogórkiem kiszonym. Delicje!

Smacznego.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

sobota, 8 listopada 2008

Znów na Kaszubach.


Kolejna propozycja z okazji akcji "Gotuj po polsku" i znów wyprawiam się na Kaszuby. Pyszne, ciężkie ciasto o silnym korzennym aromacie i delikatnie wilgotnej konsystencji, podobno pieczone tradycyjnie przez kaszubki na Boże Narodzenie, a ja upiekłam je na rodzinne spotkanie urodzinowe. Smakowało i z czystym sumieniem je polecam, szczególnie na jesienne wieczory z kubeczkiem herbaty.

Piernik z marchwi

Składniki:

50 dag mąki
3 szklanki startej marchewki
4 jajka
100 g masła
1 szklanka cukru (użyłam 3/4 szklanki)
1 łyżka miodu
korzenna przyprawa do piernika
garść grubo posiekanych orzechów włoskich
2 łyżki karmelu (łyżka cukru stopionego na patelni i zagotowana z łyżką wody)
2 łyżeczki proszku do pieczenia
masło i bułka tarta do formy

Przygotowanie: Wymieszałam wszystkie składniki w podanej kolejności, aż powstało ciasto konsystencji gęstej śmietany. Wlałam do keksówki natłuszczonej i wysypanej bułką tartą i piekłam przez ok. 1 godzinę w 180 stopniach Celsiusa, aż patyczek wbity w ciasto był suchy. Ciasto można oprószyć cukrem pudrem lub polukrować.

Smacznego.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

czwartek, 6 listopada 2008

Czerwony promyk szczęścia ... z bryndzą.


Kilka lat temu przeżyłam wypadek, po którym leżałam w szpitalu. Każdy dzień był szary i smutny, a przygnębienie odchodziło tylko na krótkie momenty. Wtedy właśnie moja babcia przyniosła mi w termosie promyk szczęścia ... czerwony barszcz z uszkami. Kiedy uśmiechnięta powiedziała, że przyniosła moją ulubioną zupę, to już żadne szpitalne klęski nie były takie straszne. I chociaż uszka zdążyły się zupełnie rozgotować i rozpaść w zupie, ja po siedmiu latach od tamtych wydarzeń pamiętam tą zupę jakbym jadła ją wczoraj.

Później jadłam jeszcze wiele różnych czerwonych barszczy, ale ten babciny, najlepiej z wiórkami z buraków pozostawionymi w zupie, jest na szczycie mojej listy ulubionych zup. Kiedy wczoraj kupiłam buraki, postanowiłam ugotować babciny barszcz, jednak nie byłabym sobą, gdybym nie poszukała możliwości poeksperymentowania i dodania czegoś od siebie.

Barszcz obowiązkowo musiał mieć starte na grubej tarce buraczki, ale postanowiłam dodać do niego moje ulubione jesienno-zimowe smaki - śliwki i grzyby. I tak, dzięki tej inspiracji, odnalazłam przepis Piotra Adamczewskiego na barszcz ze śliwkami. Spodobał się mi tam pomysł dodania miodu, ale zabrakło mi ulubionego majeranku. Zmiksowałam więc przepis babci i pomysły Piotra Adamczewskiego i dostałam pyszny barszczyk.


Zupie akompaniowały podhalańskie gołąbki, podpatrzone znów u "Wigilijnych Babeczek" na kuchnitv. Trochę pracochłonne danie, ale warte zachodu. Wyrazisty smak bryndzy, łagodzony przez ziemniaki i dodatek tymianku jest wspaniałym dodatkiem do barszczu. Idealny sposób na zastąpienie uszek czy pasztecików, aby dodać swoim posiłkom trochę różnorodności.

Barszcz ze śliwkami

Składniki:
1 l przegotowanej wody
70 dag buraków
10 dag suszonych śliwek
suszone grzybki (ilość do smaku)
1/4 łyżeczki mielonych goździków
skórka otarta z cytryny
1 łyżeczka soku z cytryny
2-3 listki laurowe
5 ziarenek pieprzu
3-5 ziarenek ziela angielskiego
3 łyżki miodu
1/2 łyżeczki suszonego majeranku
sól
2 szklanki soku z buraków i jabłek
utarty ząbek czosnku

Przygotowanie: Buraki umyłam, wysmarowałam oliwą i upiekłam do miękkości w piekarniku rozgrzanym do 180 stopni Celsiusa przez 1,5 godziny. W tym czasie namoczyłam śliwki i grzybki w 2 szklankach przegotowanej wody z dodatkiem mielonych goździków i skórką otartą z cytryny. Upieczone i trochę przestudzone buraki obrałam ze skóry i starłam na grubej tarce. Zalałam je gorącą wodą z sokiem z cytryny i gotowałam z listkami laurowymi oraz ziarenkami pieprzu i ziela na małym ogniu przez kwadrans. Zupę przecedziłam i do czystego płynu dodałam przecedzony wywar z moczenia śliwek i grzybów, miód, majeranek, sól i pieprz. Zagotowałam, zgasiłam ogień i dodałam sok z buraków i jabłek oraz utarty ząbek czosnku.

Ugotowane buraczki, z posiekanymi grzybkami dodałam do barszczu. Można je zużyć do farszu, czy do sałatki.

Ważne: barszczu nie powinno się doprowadzać do wrzenia, gdyż może stracić kolor.

Podhalańskie gołąbki

Składniki:
80 dag kapusty włoskiej
20 dag bryndzy
5 ziemniaków
2 cebule
1 łyżka posiekanego świeżego tymianku
1 jajko
1 łyżka oliwy (ew. masła)
2 szklanki bulionu (warzywnego)
sól i pieprz

Przygotowanie: Główkę kapusty oczyściłam i po wykrojeniu głąba ugotowałam na pół miękko w osolonej wodzie. Oderwałam liście i wyprostowałam je. Ugotowane ziemniaki utarłam z podsmażoną na oliwie cebulą, bryndzą, tymiankiem i jajkiem. Farsz kładłam na liściach kapusty i zawijałam w kopertę. Gołąbki ułożyłam w brytfance wyłożonej liśćmi kapusty, podlałam bulionem i przykryłam warstwą liści. Dusiłam w piekarniku przez 40 minut.

Smacznego.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

środa, 5 listopada 2008

Słodkie smaki dzieciństwa cz. 3.



Chociaż już nie jestem dzieckiem, wciąż przepadam za biało-różowymi cukierkami sprzedawanymi pod cmentarzem w okresie Wszystkich Świętych. Kto jest z Warszawy wie o czym "mówię" - pańska skórka.

Niegdyś, jeszcze przed wojną cukierki te sprzedawane były na kaszel i nazywały się panieńską skórką. Po wojnie zniknęły na pewien czas, powracając jakoś w latach 60'tych, znów jako odpustowe słodycze. Przepis na pańską skórkę, jest owiany tajemnicą i wystarczy poczytać internetowe fora, by zorientować się, iż budzi czasem bardzo silne emocje.

Jest wiele przypuszczeń co do składu tych biało-różowych mordoklejek - dawać czy nie dawać żelatynę, syrop różany czy malinowy, a może jeszcze jakiś inny oraz zapewne wiele innych kontrowersji. Ja jednak postanowiłam wypróbować pierwszy jaki znalazłam tutaj. Niestety dostałam masę, która za nic nie chciała się ściąć (chyba za dużo wody) i przypomina raczej galaretkowate lizaki. Chociaż jest całkiem smaczna, to strasznie trudno toto jeść.

Nie polecam tego przepisu, ale zamieszczam go tutaj raczej ku przestrodze i nauce. Może to ja coś zrobiłam w niej nie tak, a komuś innemu wyjdzie :)


Nic jednak straconego. Z zachowanych żółtek zrobiłam pyszny creme brulee z dynią. Kiedyś się nim z Wam podzielę.

Pańska skórka

Składniki:
0,5 kg cukru
250 ml wody
100 ml syropu różanego (ja dałam poziomkowy)
4 białka
1/2 łyżeczki soli
opakowanie galaretki truskawkowej
60 g mąki ziemniaczanej

Przygotowanie: Wodę cukrem i syropem gotowałam do uzyskania bardzo gęstego syropu (chyba się mi za bardzo zbrązowiła). Białka ubiłam z solą i gdy były prawie sztywne dodałam wymieszaną mąkę z galaretką (w tym momencie masa wyglądała prawie jak ta różowa część z pańskiej skórki). Powoli dolewałam cienkim strumieniem syrop, stale mieszając. Mieszałam na wolnych obrotach, aż do przestudzenia masy i przelałam ją na blachę wyłożoną papierem pergaminowym. Teoretycznie po wystudzeniu powinno się ją kroić nożem. Moja się ciągnie :)

Smacznego i powodzenia.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

Słodkie smaki dzieciństwa cz. 2.



Czekolada, kakao, bakalie ... i ręka babci krojąca zwarty czekoladowy blok ... rozmarzyłam się. Postanowiłam przywołać w swoim domu ten zapach i smak, powstały w czasach PRL'u i kartek na czekoladę. Przepis mojej babci to mleko, kakao, masło, cukier i bakalie - gęsty tak, że zdolny byłby wygiąć łyżkę w czasie mieszania i przekładania do formy. Już miałam się za niego wziąć, gdy na stronie kuchnitv znalazłam trochę zmienioną wersję - mleko kokosowe i wiórki, ale zasada wciąż ta sama - megasłodycz.

Ponieważ ten przepis zrobiłam zainspirowana akcją "Gotuj po polsku" poniżej zamieszczam oba przepisy - tradycyjny i kokosowy. Oba są pyszne i warte przygotowania, tym bardziej że są proste do przygotowania i długo można przechowywać blok w zamrażalce. Prawie jak czekoladowe lody.


Blok czekoladowy tradycyjny

Składniki:
1 kostka masła (250 g)
1 szklanka cukru (albo mniej)
5 łyżek kakao gorzkiego
1/2 szklanki wody
1 opakowanie (50 dag) mleka w proszku (to musi być takie zwykłe, tzw. niebieskie, pełne mleko)
bakalie
ciasteczka/wafelki

Przygotowanie: Rozpuścić masło, dodać cukier i wodę. Mleko w proszku wymieszać z kakao i dodać do garnka. Wymieszać, by uzyskać gładką masę. Potem możliwie szybko dodać bakalie (ilość w zależności od upodobań, ja uwielbiam z rodzynkami, śliwkami, morelami, orzechami) i pokruszone ciasteczka/wafelki (moja babcia nie dodawała ich). Przełożyć do formy wyłożonej folią aluminiową/spożywczą i po ostudzeniu schłodzić w zamrażalniku.

Blok czekoladowy z kokosem

Składniki:
1 puszka mleka kokosowego
2-3 łyżki mleka skondensowanego kakaowego
100 ml wody
8 łyżek kakao
50 g cukru
200 g gorzkiej czekolady (ja użyłam mieszanki połowa 70%, po równo 90% i 60%)
2 garści rodzynek, namoczonych w 50 ml brandy
1 szklanka wiórków kokosowych
1 szklanka orzechów włoskich
1 szklanka suszonych śliwek
1 szklanka pokruszonych ciasteczek
opcjonalnie: można zmieniać zarówno ilości jak i rodzaje bakalii

Przygotowanie: W garnku wymieszałam wodę, kakao, cukier, mleko kokosowe i skondensowane. Podgrzewałam na średnim ogniu. W tym czasie namoczyłam rodzynki w brandy, pokruszyłam czekoladę i wymieszałam pozostałe bakalie i ciasteczka. Do zagrzanego mleka z dodatkami dodałam czekoladę i wymieszałam aż sie rozpuściła. Zdjęłam z ognia. Dodałam bakalie i ciasteczka (odsączyłam rodzynki). Przelałam masę do wyłożonej folią spożywczą keksówki, odstawiłam do ostygnięcia i włożyłam do zamrażalnika.

Moja uwaga: Blok kokosowy jest trudniejszy przy przewożeniu, gdyż szybciej się roztapia, niż długo utrzymujący formę blok tradycyjny. Blok kokosowy jest bardziej jak lody, a blok tradycyjny jak mrożone czekoladowe ciasto.


Smacznego.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

Słodkie smaki dzieciństwa cz. 1.



Jako mała dziewczynka byłam ogromnym łasuchem - krówki, czekoladki, wafelki, blok czekoladowy mojej babci, no i oczywiście pańska skórka na Wszystkich Świętych. Nadal mi takie łasuchowanie zostało, chociaż teraz trzymam je na wodzy, by w bioderkach nie przybywały niechciane kilogramy. Pomyślałam sobie jednak, że skoro trwa akcja "Gotuj po polsku" może spróbuję odnaleźć słodkie smaki dzieciństwa w mojej własnej kuchni, obdzielając osoby wokół mnie moimi słodkimi eksperymentami.

Wyszukałam kilka przepisów i na pierwszy ogień poszły ... krówki. Uwielbiane ciągutki czy zabawniej nazywane mordoklejki, ale również te kruche, o różnych smakach - tradycyjne mleczne, kakaowe czy o innych aromatach, jakie tylko mogą przyjść do głowy ... każde z nich uwielbiane przez małe łasuchy, a w dorosłych budzące nasze małe dzieci.


Krówki

Składniki:
1/2 szklanki mleka skondensowanego (ja wzięłam kakaowe)
1 szklanka brązowego cukru
1 szklanka białego cukru
200 g masła
1/4 łyżeczki soli
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
50 ml szklanki likieru kawowego (albo rumu lub aromat kawowy/rumowy)
2 szklanki cukru pudru (ja wzięłam słodzik w pudrze)

Przygotowanie: Wyłożyłam folią spożywczą formę o boku 30x20. W garnku (nie powinien być niski, ja użyłam 2,5 l.) wymieszałam mleko skondensowane, cukry, masło i sól i podgrzewałam na średnim ogniu, bardzo często mieszając. Powinna była podgrzewać do temperatury 115 stopni Celsiusa, ale ponieważ nie mam termometru cukierniczego, odliczyłam 7 minut od momentu zagotowania się masy. Zdjęłam garnek z ognia i ostrożnie dolałam likier kawowy. Odczekałam aż alkohol się wygotował (tylko dzięki gorącu mieszaniny) i dodałam ekstrakt waniliowy. Mieszaninę przelałam do miski i miksowałam stopniowo dodając puder. Masę przełożyłam do foremki i przykryłam ją szczelnie folią aluminiową. Odstawiłam do ostygnięcia, by dała się pokroić.

Uwaga: Ja w ostatniej chwili zorientowałam się, że nie mam cukru pudru, więc zastąpiłam go słodzikiem w pudrze i to był chyba błąd. Krówki wyszły trochę trzeszczące. I jeszcze jedna uwaga - następnym razem dodałabym dużo mniej cukru (przynajmniej o połowę), gdyż krówki wyszły trochę za słodkie. Ale i tak miały ten tradycyjny posmak kakaowych krówek, nawet jeśli nie ciągutek.

Smacznego.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

wtorek, 4 listopada 2008

Staropolska zupa chrzanowa.



Na fali mojej chrzanowej inspiracji myślałam nad jakimś ciekawym przepisem na akcję "Gotuj po Polsku". Myślałam, myślałam i nic mi nie przychodziło do głowy. Nawet książki kucharskie nie pomagały. Postanowiłam poszperać w necie. Jakiś czas temu na kanale KuchniaTV oglądałam bardzo ciekawy program "Babeczki Wielkanocne", w którym Hanna Szymanderska i Małgorzata Polańczyk prezentowały swoje pomysły na świąteczne dania.

Tam właśnie zobaczyłam tą ZUPĘ. Rzadko zdarza się, żebym poprzestała tylko na takim daniu na obiad, ale w tym przypadku trudno byłoby jeszcze zjeść cokolwiek po tej sycącej zupie. Mam nadzieję, że i Wam posmakuje.


Staropolska zupa chrzanowa

Składniki:
500 g białej kiełbasy
200 g wędzonki (boczek, bekon i baleron)
mała cebula
2-3 ząbki czosnku
listek laurowy
po 3-5 ziarenek angielskiego ziela i pieprzu
6-7 szklanek wody
sól
150 g tartego chrzanu
2 łyżki wiórków chrzanowych
łyżeczka soku cytrynowego
2 surowe żółtka
szklanka gęstej śmietany
100 g różnych pieczonych mięs
4 jajka na twardo
ugotowane ziemniaki, pokrojone w kosteczkę

Przygotowanie: Do garnka włożyłam białą kiełbasę, wędzonkę, ziele, pieprz, listek laurowy, obraną cebulę i czosnek. Zalałam gorącą wodą, doprowadziłam do wrzenia, a potem gotowałam na małym ogniu ok. 20 minut. Przecedziłam przez sito. W garnku rozkłóciłam śmietanę z żółtkami, powoli wlewałam przecedzony wywar, stale mieszając. Mocno podgrzałam, dodałam starty chrzan, wymieszałam i doprawiłam solą. Zestrugane wiórki chrzanu ułożyłam na sicie, przelałam wrzątkiem, potem sokiem z cytryny. Mięsa pokroiłam drobno (wielkość kęsa) i włożyłam do garnka z wiórkami chrzanowymi. Podgrzałam i podałam z ćwiartkami jajek ugotowanych na twardo oraz ziemniakami.

Smacznego.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

poniedziałek, 3 listopada 2008

Polskie ryby.


Zastanawiałam się ostatnio, dzięki akcji "Gotuj po polsku", co mi kojarzy się z kuchnią polską. Pożyczyłam od babci jej książki kucharskie, przeszukiwałam net i starałam się w moich skromnych wspomnieniach smaków odnaleźć właściwe receptury. Okazało się, że to co dla mnie jest tradycyjnym daniem to głównie takie potrawy, które witają na świątecznych stołach.

Karp - w moim słowniku ta ryba mogłaby nazywać się rybą wigilijną, gdyż do tej pory jadłam ją tylko na święta Bożego Narodzenia. Moja babcia robi karpia w galarecie, a mama mojego męża robi wersję smażoną. Duża porcja mojego ulubionego chrzanu i mogę zajadać oba dania w ilościach niemalże hurtowych.


Właśnie chrzan stał się moją inspiracją. Piękne filety karpia obłożyłam chrzanową pierzynką i zapiekłam w piekarniku. Pieczenie oraz dodatek śmietany złagodziły ostrość chrzanu, przenikając do mięsa ryby. Kiedy jedliśmy obiad, mój nieprzepadający za rybami mąż powiedział, że takiego karpia chętnie będzie jadł nie tylko na wigilię. Prawdziwa pochwała dla kucharki.


Karpiowi poza buraczkami miały jeszcze towarzyszyć ziemniaczki z wody. Postanowiłam jednak trochę zmienić tradycyjny układ na talerzu. Ziemniaczki rozgotowane w warzywnym bulionie z ziołami stały się przepyszną, gęstą kartoflanką. Jeszcze dodatek wędzonego węgorza oraz kleks ze śmietany i na talerzach mieliśmy kaszubską kartoflankę.

Okazało się, że kuchnia polska może całkiem zaskoczyć i przynieść dużo przyjemności. Teraz myślę nad kolejnym polskim przepisem, może też z chrzanem. Zobaczymy.

Karp po chrzanową pierzynką

Składniki:
40 dag filetów karpia (bez skóry)
4-5 łyżek chrzanu
2-3 łyżki śmietany (gęstej)
3 łyżki bułki tartej (ja dałam razowej)
sól, pieprz
2 łyżeczki tłuszczu (oliwy/ghee/klarowanego masła/oleju)

Przygotowanie: Karpia doprawić solą i pieprzem i ułożyć w wysmarowanej tłuszczem foremce. W małej miseczce zmieszać chrzan, śmietanę i bułkę tartą i tą mieszaninę położyć na filetach. Piec w 180 stopniach Celsiusa, aż ryba będzie gotowa, a pierzynka się zrumieni. Podawać z buraczkami, które idealnie harmonizują smak tłustej ryby.

Kaszubska kartoflanka z węgorzem

Składniki:
1,5 litra bulionu warzywnego (ew. rybnego)
70 dag ziemniaków, pokrojonych w kosteczkę
majeranek
tymianek
20 dag wędzonego węgorza
natka pietruszki
śmietana

Przygotowanie: Ziemniaki ugotować w czystym bulionie do miękkości. Zmiksować na krem. Ewentualnie dodać trochę płynu, by rozrzedzić zupę. Dodać majeranek i tymianek (po 1 łyżce drobno posiekanych). Podawać z kawałkami wędzonej ryby i kleksem ze śmietany, przybrane natką pietruszki.

Smacznego.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

sobota, 1 listopada 2008

Liptauer - małopolski serek



To moja pierwsza propozycja z okazji akcji "Gotujemy po polsku!". Chociaż tę przystawkę zrobiłam już jakiś czas temu, wciąż nie miałam okazji do zamieszczenia notki na blogu. Pastę tą podałam z blinami i krakersami, ale jeszcze przez kilka następnych dni zajadaliśmy się nią rozsmarowując ją na chlebku.

Przepis zaczerpnęłam z programu Agnieszki Kręglickiej "Para w kuchni 2". Różni się on od innych, które znalazłam (np. z "Nowej Kuchni Polskiej. Spotkanie Małopolskie" dodatek do Gazety Wyborczej) między innymi dodatkiem masła zamiast śmietany i większą liczbą dodatków. Zmiany takie są jednak dopuszczalne w ramach tradycyjnego przepisu. Czy jednak jest coś takiego jak tylko jeden prawdziwy przepis? ... Nie! i dlatego gotowanie jest takie zabawne.

Liptauer

Składniki:

200 g bryndzy
200g miękkiego twarogu
200 g miękkiego masła (ja dodałam 100 g)
2 białe cebule, pokrojone w kosteczkę
8 posiekanych anchois
2 łyżki kaparów (małe lub posiekane)
1 łyżeczka słodkiej papryki
1 łyżeczka mielonego kminku
posiekany szczypiorek

Przygotowanie: Utarłam sery z masłem, dodałam przyprawy i pozostałe dodatki. Pasta powinna być ostra. Doskonała do chleba i rzodkiewek. Smaczna również do blinów i krakersów, a nawet frytek czy pieczonych ziemniaków.

Smacznego.

Gotujemy po polsku - 24.10. - 09.11.2008r.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...