niedziela, 14 grudnia 2008

Pratchettowski chleb krasnoludów.


Zbliżają się święta, wiele zajęć i spotkań, a tu w środę widzę taki ciekawy chlebek w zapowiedzi Weekendowej Piekarni u Margot. Jest to chlebek na zakwasie, a mi właśnie udało się swój pierwszy zakwas wyhodować, więc wiedziałam że muszę podjąć to wyzwanie.
W pierwszej chwili bałam się, że nie uda mi się go upiec, tyle miałam zaplanowanych na ten weekend prac, ale wszystko się da zrobić, przy odpowiednim planowaniu. Już w piątek późnym wieczorem przygotowałam namaczankę, a o 6 rano w sobotę byłam w kuchni mieszając wszystkie składniki.

Jestem ogromną nowicjuszką. Nie wiem jeszcze jak powinno wyglądać ciasto przed wyrastaniem, ale przed dolaniem całej wody coś mnie powstrzymało. Użyłam jedynie około połowy przepisanej ilości. Niestety nawet mimo to ciasto było dosyć płynne. Jeśli chodzi o jego lepkość, to nie była przerażająca z początku, ale po całym okresie wyrastania stało się tak lepkie, że trudno było mi go dotknąć i odczepić od niego rękę.

Mimo tych wszystkich obaw i wątpliwości, zgodnie z przepisem postarałam się uformować okrągły bochenek i ułożyłam go na blasze wyłożonej pergaminem na ostatnie wyrastanie. Ciasto strasznie rozlało się po blasze, ale myślałam, że może po prostu trzeba mu zaufać. Tak też zrobiłam i po podrośnięciu włożyłam do piekarnika.

Z pieca wyjęłam ... chleb krasnoludów z pratchettowskiego Świata Dysku. Razem z mężem dawno się tak nie obśmialiśmy z czegoś co narodziło się w mojej kuchni. Dla tych którzy nie czytali książek T. Pratchetta o Świecie Dysku, już tłumaczę porównanie do zaczepno-obronnego krasnoludzkiego chleba. Otóż ten chleb, tak samo jak mój, był niczym płaski kamień - niski (w najwyższym miejscu ma 6 cm) i do tego twardy tak, że tylko najtwardsze zęby krasnoludów mogły go jeść. I tak samo jak krasnoludzki chleb, tak i ten zapowiadał swoim smakiem, że byłby wspaniały, gdyby tylko nie miał niejadalnej twardości.

Z pewnością upiekę ten chleb jeszcze raz za kilka dni, ale tym razem w foremce, tak jak zrobiły to bardziej doświadczone uczestniczki Weekendowej Piekarni. Pomimo tych problemów chlebek smakował nam bardzo, jednak żeby był użyteczny bezwzględnie musi być upieczony w formie. I tak niedługo mam nadzieję, że dorzucę tutaj zdjęcie tego zdrowego, bo pełnoziarnistego i ciekawego, gdyż z dodatkiem polenty, chlebka w kształcie bardziej zdatnym do jedzenia. A tymczasem mogę pokazać mój dotychczasowy wypiek, który tyle nam śmiechu spowodował.

Przepis podaje za Margot.

Chleb pełnoziarnisty pszenny z polentą (kaszką kukurydzianą)
Jeden bochenek 1500g

Soaker- namaczanka
200 g polenty (kaszki kukurydzianej )
200 g mąki pszennej pełnoziarnistej (typ 2000)
300 g wody

Ciasto
200g mąki pszennej pełnoziarnistej
50g wody
16g soli
550 g pszennego zakwasu z pełnoziarnistej mąki -100% hydracji
[mój zakwas był młody, wiec dodałam 1 łyżeczkę drożdży instant]
cały soaker –namaczanka
80g melasy

Wykonanie
1. W misce połączyć wszystkie składniki soakera –namaczanki ,nakryć i zostawić na 8 godzin.
2. Tym samym czasie warto przygotować potrzebny do pieczenia tego chleba zakwas o hydracji 100%. Tu można poczytać o hydracji .Czyli do tego chleba będzie nam potrzebne
275 g maki pszennej pełnoziarnistej typ 2000 i 275 g wody ,oraz 1-2 łyżki zakwasu, wymieszać –nakryte zostawić na ok. 8 godzin
3 .Połączyć wszystkie składniki ciasta ręcznie ,aż dobrze się połączą. Ilość wody dostosować do konsystencji ciasta..
4 Wyrabiać ciasto ok. 10 minut ,ciasto będzie lepkie i raczej mało elastyczne.
5. Przełożyć ciasto do miski ,włożyć do foliowej torebki i odstawić do rośnięcia na 1 godzinę i 45 minut –złożyć raz ciasto po 50 minutach. Ciasto powinno powiększyć objętość o około 50 %.
6. Z wyrośniętego ciasta zrobić kulę ,nakryć i odstawić na odpoczynek na 25 minut.
7. Ukształtować okrągły bochenek i ułożyć go złączeniem do spodu na blasze wyłożonej papierem do pieczenia . Naciąć raz chleb przez środek ostrym nożem czy żyletką
8. Zostawić nakryty lub włożony do torebki foliowej do rośnięcia na 45 minut
9. Tymczasem rozgrzać piekarnik z kamieniem do pieczenia do temperatury 220 stopni C.
10. Wyrośnięty chleb piec z para 10 minut ,a kolejne 45 bez pary . Następnie wyłączyć piekarni i pozostawić chleb w lekko uchylonym piekarniku na 15 minut.
11. Wyjąc i wystudzić na kratce

A tutaj można zobaczyć jak wyszedł po kilku dniach i dopracowaniu szczegółów.


Smacznego.

WeekendowaPiekarnia

10 komentarzy:

margot pisze...

Oj ,nie wygląda najgorzej....

majana pisze...

Fajny jest Tili! :)) Na pewno pyszniutki :)) Ja trochę sie boje zakwasu i cały czas zwlekam z wyprobowaniem jakiegokolwiek przepisu na chleb na zakwasie.
No, może kiedys. Po za tym czasu mi brakuje i dlatego się nie zabieram za taki chlebek.
Podoba mi się Twój chlebuś i wcale nie jest taki niski! :)))
Pozdrówka ciepłe
Majana:*

Tilianara pisze...

Margot, hihihi - wygląda szczerze mówiąc gorzej niż na zdjęciu, ale smaczny miał miąższ, dlatego nie poddaję się i upiekę go w foremce :) Tak czy siak bardzo fajny przepis znalazłaś, tylko chyba jest w nim jakiś haczyk albo w jego wykonaniu albo w składnikach, albo może - co najbardziej pewnie prawdopodobne - jeszcze we wciąż młodziutkim moim zakwasie :)

Majanko, ja tez się bałam zakwasu, ale tak pokochałam pieczenie chleba, że się nie daję tym obawom. Jak przyjedziemy do Ciebie to może Ci mojego jakiegoś zakwasowca przywiozę :)
Buziaki cieplutkie z gorącej kuchni w której chleb i pizza powstają :* i Twoje Chrześnice Cię cmokają w policzki :*

Małgosia.dz pisze...

Oj Tili, trochę się uśmiałam z tego krasnoludzkiego dysku. Przypomniała mi się moja dawana historia z chlebem płaskim jak talerz, haha! A poza tym...Ty naprawdę o szóstej rano już w kuchni stoisz?! No podziwiam, podziwiam! Ja o tej porze to na drugi bok się przewracam...(ale za to przed północą raczej pod kołderkę nie wchodzę) ;-)

kasiac pisze...

Mi też się chlebek rozlał w foremce przy wyrastaniu i stwierdziłam, że nie dam rady go upiec bez foremki bo mi z niej zjedzie. Łyżką go ładowałam do keksówki! A Twój chleb wcale nie jest taki zły!

aga-aa pisze...

o zakwas się udał, super!
widzę , że ostro chlebujesz ;)

zemfiroczka pisze...

Wieszczyłam, że się uda! Co tam wygląd, ważne, że smakował :)

A ja wybieram się po krupczatkę ;) Chyba wiesz, co to oznacza ;))

buziaki

atina pisze...

Tilli ale on całkiem dobrze wygląda. początki są ciężkie. ja dopiero drugi raz piekłam na zakwasie i tym razem jestem bardzo zadowolona, ale ja mimo, że przygotowałam sobie wodę, to jej nie dodała. Faktycznie ciasto strasznie sie kleiło. Mój pierwszy zakwasowiec nie był płaski, ale za to był dość twardy. Ale co tam pierwsze koty za płoty - następny na pewno Ci sie uda:) Pozdrawiam serdecznie.

Notme pisze...

Chleb ufo :)) A ufoludki tez masz hi hi? ;))

Pozdrawiam! :)

Tilianara pisze...

Małgosiu, dla tego chlebka specjalnie na 6 rano wstawałam, bo potem imieniny taty, a niedziela też cała zajęta to nie byłoby kiedy, a strasznie go chciałam upiec :)))

Kasiu, no ja właśnie żałuję, że go pomimo takiego przeczucia do keksówki nie przełożyłam, ale nic straconego, upiekę w keksówce następnym razem :)

Aga, udał i chyba nawet już zaczął pracować, ale pełnię sukcesu ogłoszę jak już chlebek na nim upieczony zniknie tak jak dotychczasowe chlebki drożdżowe :)))

Oczko, no to czekam teraz na pierwszy chlebek na kuchennych historiach i kosie :)))) Już nie mogę się doczekać :)))

Atinko, ja dodałam większość wody i myślę, że trzeba by dodać do niego całość i piec w formie. Choć jak widziałam u Ciebie, to dzięki temu że nie dodałaś wody, nie rozlał Ci sie aż tak jak mi :)))

Notme, też miałam takie skojarzenie, że to latający spodek :))) Ale ufoludków jeszcze nie widziałam :)

Pozdrawiam wszystkich :)))

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...