czwartek, 6 sierpnia 2009

Ćwiczenie czyni mistrza.


Jak to czasem można dobrą lekcję dostać i jak obśmiać się z własnej miny ...

... ale, ale po kolei. Najpierw było ciasto, wspaniałe i aromatyczne, lecz znikające szybciej niż bym chciała. Cóż więc pozostało, jak nie upieczenie kolejnego? A skoro świeżo w pamięci różne cuda mi pozostały, postanowiłam jedno z nich i we własnej kuchni popełnić.


Truskawki na wykończeniu, a mi już tęskno do nich. Pamiętam te pierwsze
zajadane same lub w placku, tak wspaniale zapowiadały letnie smakołyki. A jednak remont i przeprowadzki nie pozwoliły mi rozkoszować się nimi w ilościach jakich moje zmysły pragnęły. Z tęsknotą wspominałam pachnący wanilią, lekko tylko słodki, lekko kwaskowaty od jogurtu makaron z serem i truskawkami. Czyż nie jest to nieśmiertelny smakołyk?

Kiedy więc na straganie zobaczyłam ciekawostkę w postaci truskawek poziomkowych, od razu wiedziałam że muszę je wypróbować. Niewielka łubianka w ręku zapowiada wspaniałą ucztę, pieszcząc mój nos tak intensywnym aromatem poziomek, że z trudem wytrzymywałam, by nie podjadać ich już w drodze do domu.


Wybór padł oczywiście na ciasto z Weekendowej Cukierni, które od pierwszego spojrzenia zawładnęło moją wyobraźnią. Już czekałam na ten kruchy spód i jego starte warstwy, na aromatyczne truskawki i chrupką bezę. Muszę się przyznać, że do tego ostatniego elementu najmniej miałam jakoś serca. Nigdy specjalnie za bezami nie przepadałam, czując w nich głównie cukier, choć lubiąc ich przyjemnie chrupką, lekko ciągnącą konsystencję. Doceniałam je w rozmaitych deserach, ale nigdy nie byłam ich szczególną miłośniczką, dlatego więc nigdy ich jeszcze sama w domu nie piekłam.

Czy macie czasami przebłysk zrozumienia i dostrzeżenia błędu, przychodzący do Was dokładnie w tym samym momencie co samo popełnienie błędu? No cóż, muszę się przyznać, że mi się to czasem zdarza. A jaką zabawną minę wtedy robię - pomieszania szoku, lekkiej irytacji i bezbrzeżnego wręcz rozbawienia, dowiedziałam się zupełnie przypadkiem tego dnia, gdy z piekarnika wyjęłam blachę z pięknie pachnącym, wspaniale wyrośniętym ciastem. Postawiwszy blachę na stołeczku blisko piekarnika, pochyliłam się nad nim by sprawdzić, czy ciasto jest już upieczone i w tym samym momencie, w którym wbiłam w gorącą jeszcze bezę patyczek, wiedziałam już że to był największy błąd. Powoli, stopniowo pięknie wyrośnięta warstwa bezowa wypuściła całe nagromadzone powietrze, zamieniając się w lekko ciągnącą warstwę bardziej przypominającą piankę marshmallows niż bezę właśnie.


Ubawiłam się setnie, gdy spojrzałam w piekarnik, a w jego szybce zobaczyłam swoją zadziwioną minę. Tym bardziej cieszyć się mogłam, gdyż choć ciasto straciło jeden ze swoich walorów, wciąż jeszcze wiele ich zachowało. Chrupką, wcale nie za słodką warstwę ciasta, rozpływające się w ustach poziomkowe truskawki i słodka, ciągnąca "prawie beza". Dymek, czy też pleśniak okazał się doskonałym ciastem, zarówno na popołudniową przekąskę jak i miło przebudzające śniadanie. Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że na drugi dzień ciasto było jeszcze lepsze.

A beza ... pozostaje mi zapamiętać tą smaczną nauczkę i piec, piec i jeszcze raz piec bezy. W końcu ćwiczenie czyni mistrza.

Dymek z pianą i truskawkami
(proporcje dostosowane do tortownicy o średnicy 20 cm)

Składniki:
2 szklanki mąki pszennej
4 żółtka
1 kostka masła (200g)
3 łyżeczki cukru pudru
1 łyżeczka proszku do pieczenia

450 g truskawek
1/2 łyżki kakao

4 białka
szczypta soli
1 szklanka drobnego cukru (ja dałam ok. 3/4 szklanki cukru waniliowego)
2 łyżki mąki ziemniaczanej
1 łyżeczka soku z cytryny

Przygotowanie: Mąkę przesiekałam z masłem, następnie dodałam żółtka, proszek do pieczenia i cukier puder. Zagniotłam ciasto, które podzieliłam na pół. Jedną połówkę podzieliłam jeszcze raz na pół i te dwie ćwiartki na godzinę włożyłam do zamrażalki. Drugą połówkę uformowałam w możliwie równy kwadrat i zawiniętą w folię włożyłam na kilka chwil do zamrażalnika, żeby stężała. Nasmarowałam margaryną foremkę kwadratową o boku 21 cm. Połówkę ciasta rozwałkowałam i wyłożyłam nią delikatnie foremkę. Ponakłuwałam i podpiekłam do lekkiego zarumienienia w piekarniku w 180 stopniach Celsjusza (na grzaniu intensywnym od dołu). Truskawki odszypułkowane i pokrojone na połówki ułożyłam na podpieczonym spodzie i oprószyłam je kakao (ja zapomniałam o kakao i przypomniałam sobie dopiero po pierwszej warstwie startego ciasta, więc to je oprószyłam). Białka ubiłam na sztywną pianę ze szczyptą soli, wciąż ubijając dosypywałam cukier, a pod koniec mąkę ziemniaczaną i sok z cytryny. Na truskawki starłam jedną ćwiartkę ciasta (na tarce o grubych oczkach), następnie na ciasto wyłożyłam pianę z białek i na nie znów starłam ostatnią ćwiartkę ciasta. Piekłam w 180 stopniach Celsjusza przez około 1 godzinę (grzanie góra dół)

Źródło: Blog Polki "Around the kitchen table" oraz blog Edysi "Przy kuchennym stole"

Makaron z serem i truskawkami

Składniki:
makaron
biały ser
jogurt
domowy cukier waniliowy
truskawki

Przygotowanie: Ugotowany, lekko ciepły makaron łączymy z serem, jogurtem, cukrem i pokrojonymi w ćwiartki truskawkami. Ilości należy dobrać do własnego gustu.

Smacznego.



24 komentarze:

majana pisze...

Tili, no pięknie wyszedł Ci dymek! Wspaniale wygląda, a jak smakuje to wiem - jest pyszny!:)
A bezą się nie przejmuj, bo doskonale ją na cieście widać !
Buźka :*** na miły wieczór.

kasiaaaa24 pisze...

Tili człowiek uczy się całe życie :) Teraz jesteś bogatsza o to doświadczenie i nie ma co płakać nad... opadniętą bezą :) No i dla nas to cenna lekcja :) A ciasto i tak wygląda FENOMENALNIE i nie mam wątpliwości co do tego, że tak smakuje :)

Ania pisze...

Tak czy siak, wyglada super. I nie pomyslalabym, ze byly tu jakies bezowe turbulencje :)

Buzka, Tili!

An-na pisze...

Ja dlatego tego ciasta nie piekę, zdarzyło mi się kiedyś to samo, kiedy piekłam pleśniak ;)

kasiac pisze...

Ja przy pieczeniu tego ciasta nie otwierałam piekarnika ani na sekundę, a wygladało po upieczeniu niemal identycznie jak Twoje:)))
Pięknie widać u Ciebie wszystkie warstwy:))) Jakbyś nie napisała o przygodzie z bezą, to nawet bym się nie domyśliła, że miałaś z nią jakieś przeboje:)

aga-aa pisze...

kobieto! 3 ważne kewstie muszę napisać ;)
po pierwsze: pierwsza fota wymiata!!!
po drugie: czy Ty wiesz jak ja kocham poziomki a jak dawno ich nie jadłam?daj trochę no;)
po trzecie: opis sytuacji mnie rozbawił, bo przypomniał sytuację z wybuchowym bakłażanem ;)
( http://eksperymentalnie.blogspot.com/2009/07/wybuchowy-pierwszy-raz.html )

Polka pisze...

Tili Ty to jesteś kochana Kobita! Jak powiedziałaś, tak nadrabiasz. A wiesz co ja nie otwoierałam piekarnika i mi pianka opadła. A gdybyś nie powiedziała, to bym się w życiu nie domyśliła, że coś sie nie udało ;) Ciasto wygląda bosko! Zaraz Kochana wędrujesz na listę Piekarek :)

:*

atina pisze...

Ciasto wyglada rewelacyjnie! przypomniałam sobie właśnie jego smak - pycha. A bezy są kapryśne i nie ma się co nimi przejmować;) Pozdrawiam :)

Gospodarna narzeczona pisze...

A Ja nie lubię bezy, a raczej taką cieniutką wilgotną warstewkę. To chyba więc ciasto dla mnie ;-) Mistrzu.

Tilianara pisze...

Majanko, dziękuję pięknie :) A bezą się nie martwię, tylko zamierzam ją "rozgryźć" w swoim czasie :)))

Kasiu24, dziękuję ślicznie :) To prawda smakuje wspaniale :)

Aniu, hihihi, obre określenie - bezowe turbulencje - nawet pasuje skoro to uciekającego z bezy powietrza dotyczy :)))

Anno, ale warto je piec - z taką piankową warstwą smakuje wybornie :)

Kasiu, zaczynam myśleć, ze może tak być powinno ... no nic, pozostaje mi sprawdzić w praktyce :) Cieszę się, że Ci się podoba :)

Aga, to prawda - zabawnie może być w kuchni :) A poziomki to ja nawet wczoraj zajadałam - choć było ich tylko tak z pół kubeczka, za to z babcinej działeczki :) I muszę przyznać, że choć te truskawki poziomkowe w smaku były doskonałe, to jednak nie ma to jak poziomka :)

Polko, słowo się rzekło, kobyłka u płota, czyż nie :) A co do bezy to mi się zamarzyła taka piękna jak u Ciebie :) Opadła Ci? Nie do wiary - w ogóle nie widać :)

Atinko, dzięki :) A na kaprysy bez ja już coś wynajdę :)

Narzeczono, dzięki :) Zapraszam w takim razie na kawałeczek, bo ostatni ostał się jeszcze na drugie śniadanko :)

cudawianki pisze...

sliczny wyszedl Ci dymek, jak z obrazka :-)

buruuberii pisze...

Tili, wyobrazalam sobie, ze jak juz doczytam do konca, to napiszesz ze polaczenie dojrzalych truskawek i bezy okazalo sie za slodkie :-) A tu prosze, jednak ze beza opadla - a wyglada naprawde tak jak ma wygladac!

edysia79 pisze...

No to ja Cię mogę pocieszyć, bo moja beza która zawsze w piekarniku jest pięknie wyrośnięta, po wyłączeniu piekarnika zawsze opada i to bez żadnego nakłuwania i wygląda dokładnie tak samo jak u Ciebie :)
Tylko raz została wysoka, kiedy to ciasto w tortownicy upiekłam.
Cieszę się że skusiłaś się na zrobienie tego ciasta.

Małgosia.dz pisze...

Tili, to jasne, z każdym dniem stajemy się o jakiś mały, malutki element mądrzejsi. :)
A tak sobie myślę, że gdybym kupiła taki zupełnie ostatni już koszyczek truskawek (i to poziomkowych!) to żadna siła nie zmusiłaby mnie do utopienia ich w jakimkolwiek cieście. :D Zjadłabym na surowo i to chyba z szypułkami w ramach łakomstwa. :D
No ale to ja. :) A Ciebie pochwalę za piękny wypiek. :)

Bea pisze...

Uwielbiam te poziomkowe truskawki! I najczesciej zjadam wlasnie na surowo :) Raz tylko zrobilam z nich dzem, byl przepyszny!
Ciasto w Twoim wykonaniu rowniez bardzo kuszace :)

Pozdrawiam Tili!

Tilianara pisze...

Cudawianki, dziękuję ślicznie :)

Basiu, ale nie, truskawki, te poziomkowe mają takie leśny, lekko wytrawny posmaczek, idealnie skomponowany z ich słodyczą, a bezie odjęłam trochę jej słodyczy, więc w zestawieniu z prawie że wytrawnym ciastem smakowało wybornie :)

Edysiu, a wiesz, że ja tak sobie pomyślałam, że następnym razem upiekę w tortownicy :) Dzięki za wspaniały przepis :)))

Małgosiu, uwierz mi, trzymanie moich rączek na wodzy było nie lada wyzwaniem, inaczej pewnie łubianki nawet do domu bym nie doniosła :)))

Beatko, cieszę się, że podoba się moje ciasto :) A dżem z tych truskawek musiał być obłędny :) Masz go gdzieś na blogu? :)

Bea pisze...

Nie nie Tili, to bylo jeszcze w przedblogowych czasach ;) A byl calkiem 'zwykly' : owoce + skorka cytrynowa i troche soku + cukier i pektyna. Przyznaje, ten smak byl niesamowity... ;)

kass pisze...

Tili ciasto wygląda i smakuje pewno wspaniale, a ta beza..cóż beza nie jest tu najwazniejsza, nawet jej nie widac...:)

.agatka. pisze...

Jeju, co tu za zmiany... wchodzę i nie poznaję :-) i zastanawiam się czy dobrze wybrałam i gdzie jestem :)

Miło, że jesteś z powrotem :)

Tilianara pisze...

Beo, tak czy siak dzięki za pomysł. W tym roku jakoś lenię się z przetworami, ale zapamiętam na przyszły :)

Kass, dzięki :)

Agatko, i ja się cieszę, że jestem :) A skoro i remont był w domku to i na blogu musiało się coś zadziać :)

.agatka. pisze...

Dziś z powrotem po staremu :) Tak mi się wydaje... albo mnie pamięć już myli... :)

Tilianara pisze...

Agatko, szablon inny niż był od początku, choć i tak w swym wyrazie dosyć podobny - lubię takie minimalistyczne w formy szablony :)
A układ prawie ten sam, choć zastanawiam się jakby tu go trochę odchudzić :)

aga-aa pisze...

do babcinej działki mam kilkaset km ;) zresztą, tam i tak poziomek nie ma :( były ale wybyły :(

Tilianara pisze...

Aga, a wiesz że podobno poziomki można doskonale hodować - czy raczej uprawiać - w doniczkach na balkonie i nawet nie muszą mieć specjalnie dużo słońca, tylko raczej mało wiatru. Jeszcze nie próbowałam, ale chyba na przyszłą wiosnę spróbuję :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...