skip to main |
skip to sidebar
Kilka dni minęło od czasu, gdy na kawce gościłam u siebie Mistrzynię Cukiernictwa ... a raczej gościłyśmy, gdyż to razem z Oczkiem, co to właśnie zaczęło bełkotać, piekłyśmy to cytrynowe ciacho, z myślą o naszym bezglutenowym guru, nie zapominając również o smacznych, blogowych zabawach.
Kruchy spód dzięki użyciu mąki bezglutenowej wyszedł raczej dosyć miękki, ale nie płynny czy wilgotny. Powiedziałabym, że był piankowy i bardzo smaczny, o wyczuwalnej nucie wanilii, gdyż to właśnie takiego ekstraktu użyłam, by skleić całą masę na spód. A kiedy po kilku minutach miksowania i kilkunastu pieczenia doszedł jeszcze cytrynowy wierzch całokształt, choć w czasie pieczenia wzbudzał nasze wątpliwości, przerósł nasze oczekiwania wielokrotnie.
Waniliowy spód z żelową warstwą cytrynową smakował wybornie. Zmniejszenie ilości cukru i dodanie skórki cytrynowej wydobyło smakowe i kolorystyczne walory cytryny sprawiając, że balans między słodyczą a kwaskowatością był idealny. Beżowe kwadraciki o wyraźnie odznaczających się kolorystycznie warstwach znikały w oka mgnieniu w czasie cukierniczych (i nie tylko) pogaduszek nad kubkiem kawy czy herbaty.Prawdziwie przyjemna była ta cytrusowa chwilka z Mistrzynią.Kwadraty cytrynoweKruchy spód:200 g mąki bezglutenowej (lub 100g ziemniaczanej, 50g kukurydzianej i 50g mąki ryżowej + łyżka gumy guar lub pszennej)100 g masła50 g cukru pudruekstrakt waniliowy - tyle by złączyć masęWierzch:2 jaja200g cukru (dałyśmy 160 g)3 łyżki mąki ziemniaczanej1/2 łyżeczki proszku do pieczenia (nie miałam bezglutenowego, więc dałam 1/4 łyżeczki cream of tartar)sok wyciśnięty z 2 cytryn + skórka z nich, drobno posiekanaPrzygotowanie: Składniki zmiksowałyśmy w mikserze, dodając ekstraktu waniliowego, by uzyskać grudki ciasta. Zagniotłyśmy ciasto. Lepiej jest je najpierw schłodzić, rozwałkować, znów schłodzić i upiec, ale tym razem nie miałam czasu, więc od razu wylepiłam foremkę, wyłożyłam ciasto pergaminem, wysypałam obciążnikami i w 180 stopniach Celsjusza podpiekłam przez 15 minut, a potem jeszcze 5 minut bez obciążenia.Na wierzch ubiłyśmy jajka z cukrem, dodałyśmy mąkę ziemniaczaną, cream of tartar i zmiksowałyśmy (lepiej jest to po prostu delikatnie wymieszać, jak na biszkopt). Dodałyśmy sok i skórkę z cytryn, wymieszałyśmy i wlałyśmy na podpieczony, przestudzony spód. Piekłyśmy przez 20 minut w 180 stopniach.W czasie pieczenia wierzch się wybrzuszał i momentami wyglądał, jakby miał być totalną katastrofą, ale na koniec wszystko ładnie się wyrównało i zbrązowiło.Źródło: Słodkie i nie tylko wypieki z glutenem i bez.Smacznego.

... stołu. Nie inaczej, a właśnie rozkosze. Odpływamy w zachwycie jedząc te dania i choć nie należą do tych najbardziej fotogenicznych, to nie można o nich zapomnieć, trzymać ich w ukryciu przed światem. Zapraszam więc Was na kolejną zmysłową ucztę pełną korzennych, egzotycznych aromatów.
Najpierw były kofty. Ulubione danie Vikrama Vij, kucharza, restauratora i pasjonata jedzenia - jednego z dwóch moich źródeł inspiracji kuchnią indyjską. Delikatne kotleciki z mielonego mięsa są znacznie lepsze z jagnięciny, niż z mieszanki wieprzowiny i indyka, ale niezależnie od wersji ich mocno aromatyczne, korzenne smaki doskonale smakują zajadane w towarzystwie żółciutkiego od kurkumy i curry sosu jogurtowego, łagodzącego ostrawy smak koft. Gdy dodamy do tego jeszcze ziemniaczaną masalę, kremowe i pełne smaków puree ziemniaczane z naszych myśli długo nie będziemy mogli pozbyć się przyjemnego rozmarzenia i chęci na wypróbowywanie coraz to nowych indyjskich smaków.
Dlatego najszybciej jak to możliwe zabieramy się za kolejne egzotycznie brzmiące danie - jalfrezi z kurczakiem. Przepisów na to (podobnie jak i inne dania z tej kuchni) jest tyle ile kucharzy i kucharek je przygotowujących i o każdym można powiedzieć, że jest autentyczne i niezwykłe. Wszystko to dzięki słodkawemu posmakowi papryki długo duszonej z charakterystycznymi dla każdego curry przyprawami, pomidorami i delikatnym mięsem z kurczaka. Sos zagęszczony mięciutką cebulką przyjemnie oblepia ziarenka ryżu, dopełniony świeżym smakiem nieodzownej kolendry oferuje nam obiad, którego długo nie zapomnimy.
Może w takim razie na chwilę pozostawimy dania mięsne i odpoczniemy przy wegetariańskim specjale, pełnym miękkich, choć wciąż jędrnych warzyw. Kolory i zapachy przyprawiają o zawrót głowy przenosząc nas do Pendżabu. Parujące miseczki w natchnionym niemalże skupieniu podnosimy do twarzy, by wdychać nieziemskie aromaty aloo gobi. Aby stać się pełnoprawnym obiadem, czegoś jednak potrzebowało to danie.Pomyślmy ... miało być wegetariańsko? Dobrze, tak też i będzie. Chrupkie placuszki z cukinii i ziemniaków, ze słoną fetą i ożywczym smakiem mięty wprawdzie nie wywodzą swoich korzeni z dalekich Indii, bliższe będąc raczej śródziemnomorskim klimatom, ale to właśnie dzięki nim tamten obiad stał się smakowitym połączeniem smaków i regionów.
Jak już na dobre wniknęliśmy w zakamarki Indii, nie możemy nie spróbować największego smakołyku. Kurczak tandoori, tradycyjnie pieczony w niemożebnie gorących glinianych piecach, dzięki wysokiej temperaturze i krótkiemu czasowi pieczenia pozostaje wilgotny, ale i zyskuje tak uwielbianą chrupiącą skórkę. Bez obaw jednak. Również z domowego piekarnika możemy wyciągnąć te niezwykłe smakołyki, a potem zanurzać je w łagodzącej rozpalone podniebienie raicie, zagryzając chlebkami naan lub ryżem basmatii oraz kawałkami pomidorów, których sok będzie spływał nam po brodzie. Właśnie wtedy czujecie w pełni tą rozkosz, zachwyty przy stole nie kończą się jeszcze długo, a biesiadnicy jeszcze nie raz proszą o dokładkę.
Powtórkom nie było końca również wtedy, gdy na stole pojawiły się talerze z ostro-słodkim sosem, ukrywającym ugrillowane kawałki kurczaka. Jeszcze raz marynata z jogurtu, tak typowa dla tej kuchni, okazała się doskonała by nadać smak i zabezpieczyć mięso kurczaka przed wysychaniem. Sam kurczak jednak byłby bladym tylko naśladowcą, gdyby zapomnieć o wybornym śmietanowo-pomidorowym sosie. Intensywny posmak ziemistego kminu i ostrej chili, zaokrąglone zostały dzięki dodatkowi cynamonu, jaki wniknął w soczyste kawałki mięsa. Jeszcze tylko niedbale odrywane kawałki chlebka naan, wzbogaconego o wyrazisty posmak czarnuszki i już wkrótce puste talerze pozostały jedynym wspomnieniem obiadu.
Najwspanialsze jednak dzieło na naszym suto zastawionym stole*, pełnym indyjskich rozkoszy ukryło się za najmniej fotogeniczną fasadą. Beżowy od korzennych przypraw sos, pełen był zaskakujących smaków, jakie zyskał chociażby dzięki migdałom, czosnkowo-imbirowej paście czy uprażonej mieszance przypraw. Najbardziej fascynujący był jednak dla mnie sposób przygotowania tego dania. Murg Makhani, gdyż tak właśnie nazywa się to danie, jakie wynalazłam u Meety, mojego drugiego źródła indyjskich inspiracji, smaży się i piecze przez łącznie prawie godzinę, a mimo to niewielkie kawałki kurczaka pozostają wilgotne i niezwykle aromatyczne. Kremowy i maślany sos, o najbogatszym korzennym smaku niezwykle przypadł mi do gustu, na stałe wpisując się w menu mojej Kuchni Szczęścia.
Patrząc na zaserwowane dania można by pomyśleć, że w kuchni tej brak deserów, ciast i ciasteczek. Nic bardziej mylnego. Najróżniejsze małe i duże słodkości zachwycają na samą myśl o nich. Prawdą jest jednak, że po tak niezwykle aromatycznych i bogatych w smaki obiadach prosta kawa lub herbata, czasem doprawiona masalą (dzięki Ptasiu :*) są wystarczającym dopełnieniem rozkoszy podniebienia.Jednemu jednak deserowi nie mogłam się oprzeć zupełnie. Pełen wachlarz korzennych smaków, niezwykła słodycz, łagodzona przez delikatność migdałów i pistacji oraz neutralność mleka, a wszystko zespolone kremowym ryżem, ozdobione złotym smakiem i aromatem szafranu, władcy indyjskich przypraw. Tak, właśnie władcy ... władcy absolutnego. Choć nie jest zbyt często spotykany na codziennym stole, zastępowany raczej zacznie bardziej pospolitą kurkumą, ujawnia pełnię swego władztwa, kiedy na stół podane zostają desery. Tam najpełniej rozwija swoje skrzydła, a biesiadnicy z ciepłymi miseczkami ryżowego puddingu już na zawsze pozostaną w okowach poddańczej miłości i uwielbienia.O tych wszystkich rozkoszach zapomnieć nie sposób. Jeszcze nie raz będę czerpać z tej najbardziej aromatycznej i korzennej kuchni świata, a Was zapraszać na te niebiańskie uczty.* to oczywiście figura stylistyczna. Dania były przygotowywane i jedzone w ciągu kilku dni, ale tak nami zawładnęły, że w jedną wielką ucztę się przeobraziły w naszej pamięci smaków.Kofty z sosem jogurtowymSkładniki: 1/2 kg mielonej jagnięciny lub pół na pół wieprzowiny z indykiem2 jajka1 pęczek posiekanej kolendry1 łyżeczka curry1 łyżeczka kurkumy1 łyżeczka imbiru w proszku (dałam świeży)1 łyżeczka garam masala2 łyżki bułki tartej1 łyżka oliwySos jogurtowy: 1 jogurt grecki (dałam bałkański)1 pęczek posiekanej kolendrysok z 1 cytryny1 łyżka curry1 łyżka kurkumy1 łyżka oliwysól do smakuPrzygotowanie: Najpierw przygotowałam sos jogurtowy, mieszając wszystkie składniki. Schłodziłam go przez kilka godzin w lodówce. Składniki na kofty wymieszałam dokładnie ręką, uformowałam owalne kotleciki. Posmarowałam je oliwą i grillowałam na patelni grillowej przez ok. 10 minut*. Podałam z sosem i ziemniaczaną masalą, udekorowane listkami kolendry.Ważne: Vikram Vij w programie "Półka z książkami Anny i Kristiny ..." na kuchni.tv poradził, by kofty jedynie podgrillować, do nadania im charakterystycznych paseczków, ale dopiec je w rozgrzanym piekarniku przez kilka minut. Jeszcze nie zdążyłam wypróbować tego sposobu, ale wydaje się być bardzo trafny, gdyż samo grillowanie może przesuszyć mięso.Źródło: Serwis "Ugotuj to"Ziemniaczana masalaSkładniki:50 dag ziemniaków1 łyżka oleju z canoli1 łyżeczka ziaren brązowej gorczycy1 łyżeczka kminu rzymskiego1 łyżka ciecierzycy (może być z puszki)1 łyżeczka żółtej soczewicy1 czerwona chili przekrojona na połówkę oczyszczona z nasionlistki curry 2-3 posiekane zielone chilikawałek (5 cm) posiekanego imbiru2 posiekane cebule, drobno pokrojone2 pokrojone pomidory, drobno pokrojone1/2 łyżeczki mielonej kurkumy1 szklanka wody1/2 szklanki ugotowanego groszkusól do smaku1 mały pęczek kolendryPrzygotowanie: Ziemniaki ugotowałam w mundurkach, obrałam i wycisnęłam przez praskę. Rozgrzałam olej, dodałam gorczycę, kmin, ciecierzycę, soczewicę, połówki chili i listki curry. Gdy gorczyca zaczęła pękać, dodałam zielone chili, imbir, cebulę i pomidory. Podgrzałam to przez 2-3 minuty. Dodałam kurkumę, wlałam wodę i przykryłam pokrywką, dusząc wszystko przez 5 minut. Dodałam ziemniaki i groszek. Gotowałam razem przez 2 minut, stale mieszając. Doprawiłam solą. Podałam posypane kolendrą.Źródło: Serwis "Ugotuj to"Jalfrezi z kurczakiemSkładniki:675 g filetów z piersi kurczaka (2 duże), pokrojonych w kawałki wielkości kęsa1 łyżka oleju z canoli1 łyżeczka nasion kminu1 cebula pokrojona w kostkę1 zielona papryka, pokrojona w kostkę1 czerwona papryka, pokrojona w kostkę1 ząbek czosnku, zmiażdżony2 cm korzeń imbiru, starty na tarce1 łyżka czerwonej pasty curryszczypta płatków chili1 łyżeczka mielonej kolendry1 łyżeczka mielonego kminu1 puszka pomidorów, krojonych (400 g)garść listków kolendry, gałązki posiekanesól do smakuPrzygotowanie: W dużej patelni rozgrzałam olej, wsypałam nasiona kminu i smażyłam 1-2 minut. Dodałam cebulę, papryki, czosnek i imbir i smażyłam kilka minut (6-8 minut). Dodałam pastę curry i smażyłam 2 minuty. Dodałam chili, kolendrę, kmin i łyżkę wody. Smażyłam przez ok. 2 minuty. Dodałam kurczaka i smażyłam przez 5 minut. Dodałam pomidory z zalewą, posiekane łodyżki kolendry i dusiłam pod przykryciem przez 15 minut, aż mięso było gotowe i miękkie. Podałam z ryżem i fasolką szparagową, udekorowane kolendrą.Źródło: Kuchnie Świata. Indie. Tajlandia. Indonezja (dodatek do "Kuchni", wyd. Gazeta Wyborcza)Punjabi Aloo GobiSkładniki:olej z canoli2 cm świeżego imbiru, startego na tarce4 ząbki czosnku, drobno posiekane450 g podpieczonych kostek ziemniaczanych2 łyżeczki garam masali1/4 łyżeczki kurkumy450 g kalafiora, podzielonego na małe różyczki1 puszka pomidorów, pokrojonych (400 g)200 g zielonego groszkusólnatka kolendry do dekoracjiPrzygotowanie: W dużym garnku podgrzałam olej z canoli. Dodałam imbir, czosnek i podsmażyłam przez 1 minutę. Zmniejszyłam ogień, dodałam ziemniaki, garam masalę, kurkumę i szczyptę soli i smażyłam ok. 2-3 minuty. Dodałam kalafior, wymieszałam i dodałam pomidory z zalewą. Wymieszałam i gotowałam ok. 30-35 minut, mieszając od czasu do czasu, gotując tylko do momentu aż warzywa były miękkie, ale jędrne. Groszek dodałam na ostatnie 10 minut. Podałam posypane natką kolendry z ciasteczkami z cukinii i ziemniaków.Źródło: What's for Lunch HoneyCukiniowo-ziemniaczane ciasteczka z seremSkładniki:3 średnie cukinie2 średnie ziemniaki20 dag fety2 łyżki świeżej mięty1 duża cebula cukrowajajkosól i pieprzPrzygotowanie: Cukinie starłam na tarce, posypałam solą i odstawiłam na durszlaku na 1 godzinę by odciekło. Potem jeszcze opłukałam z soli, zawinęłam w czystą ściereczkę i mocno odcisnęłam. Ziemniaki obrałam i starłam na tarce. Dodałam pokruszoną fetę, miętę, posiekaną cebulę, sól i pieprz. Dodałam jajko i dokładnie wymieszałam. Uformowałam placuszki i ułożyłam je na blasze wyłożonej pergaminem, smarując z obu stron oliwą. Piekłam w 220 stopniach Celsjusza przez pół godziny, obracając po kwadransie. Podałam udekorowane jogurtem, jako dodatek do punjabii aloo gobi.Źródło: Szkoła Gotowania Delii SmithKurczak tandooriSkładniki1 kg kawałków udek kurczaka z kością3 łyżki soku z cytryny2 łyżki startego świeżego imbiru2 łyżki drobno posiekanego czosnku1 łyżeczka zmielonych nasion kozieradki (lub suszonych liści)5 łyżek oleju z gorczycy (dałam olej z canoli)1 1/2 łyżeczki przyprawy garam masala2 łyżeczki mielonego kminu2 1/2 łyżeczki mielonej kolendry2 łyżeczki czerwonego chilli w proszku (dałam dużą szczyptę chili w płatkach)2-4 łyżeczki tandoori masala lub papryki w proszku1 łyżeczka soli150 g gęstego jogurtunatka kolendry/natki do dekoracjiPrzygotowanie: W misce umieściłam kawałki kurczaka, dodałam sok z cytryny, imbir i czosnek i wymieszałam. Dodałam kozieradkę i olej i znów wymieszałam. Cały czas mieszając, dodałam garam masala, kmin, kolendrę, chilli, tandoori masala i sól. Na koniec dodałam jogurt i dobrze wymieszałam, wmasowując w mięso marynatę. Odstawiłam do marynowania na noc do lodówki (min. 2-3 godziny). Wyjęłam z lodówki na 1 godzinę przed pieczeniem. Piekarnik rozgrzałam do 200 stopni Celsjusza (termoobieg), wyłożyłam kurczaka na blachę (marynatę wylałam) i piekłam w górnej części piekarnika przez ok. 20 minut (zależnie od wielkości - należy uważać by nie przesuszyć mięsa - sok z najgrubszej części musi wypływać czysty, ale musi wypływać!). Podałam z ryżem i natką kolendry w towarzystwie ogórkowej raity (mieszanka dymki, ogórka, pomidorów i jogurtu z kurkumą i czarnuszką).Ważne: W tym programie jeden z prowadzących kładł duży nacisk, by marynatę stopniowo wsmarowywać w kurczaka, na końcu dopiero dodając jogurt, dzięki czemu wniknie najwięcej smaku w mięso. Próbowałam i tak i tak, że przyprawy zamieszałam z jogurtem i dopiero w tym zanurzyłam kurczaka. Nie odczuwałam zbytniej różnicy, ale też za każdym razem mięso marynowałam przez noc. Może ta metoda jest lepsza, gdy krócej marynujemy.Źródło: Nowe Imperium Kulinarne. odc. 6 (program na Kuchni.tv)Kurczak Tikka MasalaSkładniki marynaty:4 piersi z kurczaka bez skóry, pokrojone w kostkę wielkości kęsa250 g jogurtu bałkańskiego1 łyżka świeżego imbiru, startego2 łyżeczki startego kminu rzymskiego1 łyżeczka cynamonuszczypta chili w płatkach2 łyżeczki młotkowanego pieprzuSos pomidorowy:250 g pomidorów z puszki, pokrojonych250 g kremówki2 ząbki czosnku, zmiażdżone1/2 czerwonej chili, drobno posiekanej2 łyżeczki kminu rzymskiego, mielonego2 łyżeczki papryki mielonej1 łyżka ghee/klarowanego masłagarść natki kolendry do dekoracjisól i pieprzPrzygotowanie: Składniki marynaty wymieszałam z misce. Połączyłam z kurczakiem i odstawiłam na noc do lodówki. Następnego dnia podsmażyłam na patelni grillowej kawałki kurczaka, wyjęte z marynaty. Na głębokiej patelni podgrzałam masło, podsmażyłam czosnek i chilli. Oprószyłam przyprawami i podsmażyłam przez 1 minutę, mieszając by składniki zmieniły się w pastę. Dodałam pomidory, mieszając tak by sokiem z pomidorów zdeglasować patelnię. Gotowałam na malutkim ogniu przez ok. 10-15 minut. Potem dodałam kawałki kurczaka i kremówkę. Gotowałam na malutkim gazie ok. 10 minut. Podałam z chlebkami naan, na sałacie z fasolką szparagową.Źródło: What's for Lunch Honey, a przepis tutajChlebki NaanSkładniki:3 szklanki mąki (dałam pół na pół chlebowej i pełnoziarnistej) 200 ml ciepłej wody1 łyżeczka drożdży instant 1 łyżeczka miodu 1 łyżeczka soli 2 łyżki masła (stopionego i ostudzonego) (ja dałam olej z canoli)3 łyżki jogurtu naturalnego1 łyżka czarnuszkiPrzygotowanie: W misce wymieszałam wszystkie składniki poza wodą. Wodę dolewałam stopniowo, tylko do czasu aż zagniotłam miękkie ciasto. Wyrabiałam je aż stało się jednolite i gładkie (ok. 7 minut). Ciasto podzieliłam na 8 części, uformowałam z nich kulki i odstawiłam na blasze wyłożonej pergaminem na 10 minut. Po tym czasie każdą kulkę rozpłaszczyłam na grubość ok 1 cm i znów odstawiłam na 10 minut. Piekłam je w 220 stopniach Celsjusza (hydropieczenie) przez kilka minut (do 10), tylko do lekkiego zrumienienia.Ważne: Znów modyfikacje wprowadziłam na podstawie tego co radził Vikram Vij. By do chlebków naan dodać olej oraz czarnuszkę. Ja dodatkowo użyłam oleju z canoli, który nadał ciastu ładnego, żółciutkiego koloru. Czarnuszka była doskonałym dodatkiem.Źródło: Przy dużym stole.Murg Makhani(Kurczak w kremowo-maślanym sosie)Składniki:1 kg kurczaka bez skóry i kości, pokrojonego na kawałki wielkości kęsaolej arachidowy do smażeniaMarynata:300 g jogurtu1 łyżeczka garam masaliszczypta płatków chili1 łyżka kolendry, świeżo mielonej1 łyżeczka kminu rzymskiego, świeżo mielonego1 łyżeczka suszonych liści kozieradki (ja dałam nasiona)sok z 1 limonkisól i pieprzMieszanka przypraw:6-8 goździków10-15 nasion czarnego pieprzu2 listki laurowe1 łyżeczka nasion kardamonu1 mała kora cynamonuSos maślany:500 ml bulionu z kurczaka20-25 migdałów, blanszowanych i zmiksowanych na pastę3 cebule, pokrojone w piórka2 łyżki pasty imbirowo-czosnkowej (imbir i czosnek starte na tarce w równych ilościach)50 g masła3-4 łyżki kremówkinatka kolendry do dekoracjiPrzygotowanie: Składniki marynaty wymieszałam w misce i dokładnie pokryłam nią kurczaka. Odstawiłam na noc. Na drugi dzień składniki mieszanki przypraw uprażyłam i zmiksowałam w blenderze. Na głębokiej patelni (zdatnej do używania w piekarniku) rozgrzałam olej arachidowy i podsmażyłam cebulę z pastą imbirowo-czosnkową, a następnie kurczaka wyjętego i oczyszczonego z marynaty. Gdy obsmażyłam z każdej strony, dodałam mieszankę przypraw i wymieszałam. Wlałam bulion, przykryłam pokrywką i piekłam przez 30 minut w 200 stopniach Celsjusza. Dodałam marynatę i piekłam przez 15 minut. Zmniejszyłam temperaturę do 150 stopni Celsjusza, dodałam pastę z migdałów, masło i kremówkę i wstawiłam do piekarnika na ostatnie 10 minut. Podałam z ryżem, udekorowane kolendrą.Ważne: najlepiej jest to danie szykować od razu w garnku, który możemy zarówno wkładać do piekarnika jak i stawiać na gaz/kuchenkę.Źródło: What's for Lunch HoneyKesar di Kheer(Szafranowy pudding ryżowy)2 porcjeSkładniki:100 g ryżu arborio50 g brązowego cukru360 ml mlekaszczypta nitek szafranu1-2 łyżki ghee/klarowanego masła3 ziarna kardamonukawałek laski cynamonu (ok. 1/4-1/3)30 g migdałów blanszowanych, posiekanych30 g niesolonych pistacji, posiekanych + kilkanaście do dekoracji20 g złotych rodzynekPrzygotowanie: Mleko podgrzałam, w części rozpuściłam szafran. W garnku podgrzałam masło. Dodałam ryż i podsmażałam, aż stał się lekko przezroczysty (podobnie jak w risotto). Dodałam nasiona kardamonu, lekko ubite w moździerzu, laskę cynamonu i podsmażałam ok. 1 minuty. Połowę mleka wlałam do ryżu i zagotowałam. Zmniejszyłam ogień i gotowałam aż część mleka została wchłonięta przez ryż, mieszając od czasu do czasu. Potem dodałam mleko z szafranem i wymieszałam. Na koniec dodałam cukier, rodzynki, migdały i pistacje. Dolałam resztę mleka i gotowałam na malutkim ogniu, aż ryż był ugotowany (nie rozgotowany), a mleko wyparowało. Mieszałam od czasu do czasu. Podałam ciepłe, udekorowane pistacjami.Źródło: What's for Lunch HoneySmacznego.
Lubię książki kucharskie. Nigdy nie mam ich za wiele. Wszystko jedno jakie by nie były, z obrazkami czy bez, dobre i złe, zawsze stanowią dla mnie inspirację. Czasem po prostu patrzę na ich grzbiety, a w mojej głowie tworzy się przepis, pomysł, czy tylko idea. Tak powstała myśl o indyjskim gotowaniu. Siedziałam na podłodze, z podwiniętymi nogami i wpatrywałam się w książki. Kilka wyjęłam, kilka przełożyłam z miejsca na miejsce, niektóre pogłaskałam opuszkami palców, z pamięci wyciągając ich strony, aż w moich rękach została jedna.
"Kuchnia Żydowska. (...)" Clarissy Hyman, to zgodnie z jej tytułem nie tylko przepisy, ale i opowieści. Nie, wcale nie z tych zapierających dech w piersiach, wcale nie z tych, co to urzekają swoim językiem, za to z tych, które brzmią autentycznie i prawdziwie, jakby autorka siedziała tuż za moimi plecami i opowiadała mi je swoim spokojnym, rzeczowym głosem, w tym samym czasie obierając ziemniaki lub w moździerzu trąc przyprawy.W kuchni mam jedną półkę, gdzie trzymam obowiązkowe, choć nie stricte kulinarne niezbędniki. Jest tam malutka mp4'ka, do której za szafkami ciągną się kabelki od głośniczków, by umilać mi czas w kuchni muzyką bardziej lub mniej ambitną. Jest tam też pudełko z uroczymi obrazkami szczurka z kreskówki "Ratatuj". Utalentowany szczurek pilnuje moich przepisów, które czekają w kolejce na wypróbowanie. Tam też sięgam, gdy potrzebuję przypomnienia sobie jakiś wiadomości, które zgromadziłam ucząc się o pieczeniu chlebów, bułeczek i wszelkiej maści pieczywa. Na półce zaraz obok pudełka są zwykle trzy koszulki, w których trzymam przepisy do szybkiego wypróbowania - jedna z daniami obiadowymi, druga z deserami i trzecia z chlebami. Czasem dochodzi do nich czwarta, tematyczna, jak ostatnio z kuchnią indyjską. Niepozorny, choć najważniejszy z tego wszystkiego jest mój "kuchcik", mały zeszyt w kratkę w którym zapisuję najważniejsze rzeczy, czasem przepis, czasem różne informacje, czasem myśli i pomysły mniej lub bardziej kulinarne. O nim jednak może kiedy indziej.Dziś jest o ostatniej pozycji na mojej podręcznej półeczce. Zawsze, a raczej prawie zawsze jest tam też jakaś książka, czasem gazeta, która szczególnie mnie w danym momencie inspiruje. Od tych kilku miesięcy, gdy mieszkamy w nowym domku plejada najróżniejszych książek zmieniała się tam jak w kalejdoskopie. Jednak ta jedna, szczególna książka ma tam swoje niemalże stałe miejsce. Sięgam po nią tak często, choćby tylko po to, aby była w pobliżu, że zwykle odkładam ją w najbliższym moim otoczeniu. Lubię jej zdjęcia, oblizuję się ze smakiem, gdy w wyobraźni powstają dania w niej przedstawione. I do tego te opowieści ... no, po prostu je lubię.
Gdy przeczytałam opowiastkę o Żydach w Indiach, poprzedzającą przepis na curry z zieloną masalą, zapragnęłam poznać te mało mi znane smaki kuchni dalekich Indii. Zapragnęłam też spróbować dania, którego autorka musi robić je wciąż i wciąż, gdy przyjeżdża do swoich synów. Dania, którego smaki mnie uwiodły zanim jeszcze skończyłam pierwszą miseczkę. Korzenne zapachy roznosiły się w kuchni w czasie gotowania. Nie był to jednak koniec. Długo jeszcze moja skóra i włosy pachniały niezwykłą mieszanką cynamonu, kardamonu i goździków, najsilniej wybijających się aromatów dania. Posmak kurkumy, pieprzu i ziemistego kopru oraz obowiązkowej kolendry i imbiru niezwykle wzmagał apetyt, a z każdym widelcem zmierzającym do ust, dostawałam kolejną porcję wybornych smaków. Ostro i korzennie, z łagodzącym mleczkiem kokosowym zaczęłam poznawanie indyjskich smaków.A książka ... znów jest na półeczce i pewnie nie raz jeszcze będzie moją inspiracją i smakowitym bodźcem.Curry z kurczaka z zieloną masaląSkładniki:3 łyżki oleju (ja dałam 2 łyżki oliwy)1 duża cebula, drobno pokrojona1 duży pomidor500 g kurczaka bez skóry i kościsólmała puszka mleka kokosowego (ok. 140 ml)Masala:25 g liści kolendry2 1/2 cm kawałek imbiru, starty5 ząbków czosnku6-8 małych zielonych papryczek chilli (ja dałam 1 dużą)1 łyżeczka nasion kopru włoskiego2,5 cm kawałek kory cynamonunasiona z 1 strączka kardamonu2 goździki8 ziaren pieprzu1/2 łyżeczki kurkumyPrzygotowanie: Cebulę przesmażyłam na oliwie na złoty kolor. Dodałam pomidora i podsmażałam do odparowania płynu i utworzenia swoistego rodzaju pasty. Składniki masali zmiksowałam w blenderze, najpierw miksując na proszek wszystkie suche składniki, a potem dodając kolendrę, czosnek, imbir oraz papryczkę chilli. Masalę dodałam do pasty cebulowo-pomidorowej i gotowałam, aż kolor zmienił się z jasnego na ciemnozielony, a olej zaczął się oddzielać. Dodałam pokrojonego kurczaka, posoliłam do smaku i gotowałam na średnim ogniu przez 20 minut, mieszając od czasu do czasu. Gdy kurczak się ugotował, wlałam mleko kokosowe i po 1 minucie zdjęłam z ognia. Podałam z białym ryżem.Ważne: Danie można odgrzewać, ale należy uważać by mleko się nie zwarzyło.Źródło: Clarissa Hyman "Kuchnia Żydowska. Przepisy i opowieści z całego świata"Smacznego.
Rankiem czarne chmury zebrały się na niebie, deszcz kapał od niechcenia, dzień zapowiadał się smutny i ponury, gdy nagle ... wczesnym przedpołudniem wyszło słońce.
Jakże mogłoby być inaczej, skoro nasza słodka Truskawkowa Ania obchodzi dziś swoje urodziny. Więc my we trójkę - mój Ukochany, ja i Oczko - rękawy podkasaliśmy i prezencik dla naszej Jubilatki zmontowaliśmy. Ja za przepis się zabrałam, chwila szukania, chwila modyfikacji i już bakalie kroiłam, jako że tym razem jedynie pomocnikiem kuchennym byłam. Szefem kuchni mój Mąż został, topiąc masło, składniki odmierzając, głowiąc się jak tutaj szczyptę odmierzyć, by na koniec śliczne kuleczki toczyć, a z nich słodkie placuszki robić. Oczko piękne kadry ujęła, z poświęceniem zdrowia na zimnym balkonie, podśpiewując radośnie pod noskiem, z aparatem wyginała się nad smakołykami.
Aż przyszła chwila, gdy za zdrowie Aneczki wznieśliśmy toast świeżym mlekiem. Sto lat Nasza Miła, szczęśliwa bądź i jaśniej nam w tym blogowym świecie jak to słoneczko co wyszło zza chmur - życzy Ci cała nasza Trójka :***Ciasteczka Truskawkowej AniSkładniki:1 1/2 szklanki mąki pszennej3/4 szklanki płatków owsianych1/2 szklanki cukru (daliśmy 2/3 i to było za dużo)1/2 łyżeczki cynamonuszczypta goździków mielonych (lub 3 utłuczone)szczypta kardamonu(ode mnie szczypta soli)3/4 szklanki stopionego masła, przestudzonego (to wychodzi niecała 200 g. kostka)1 jajko1 1/2 szklanki bakalii - truskawki kandyzowane, migdały, słonecznik, żurawinaPrzygotowanie: Wszystkie składniki zostały wymieszane w misce, aż do uzyskania gładkiej masy. Z ciasta mój Ukochany najpierw lepił kuleczki, a potem je spłaszczał i układał na blasze wyłożonej pergaminem (wyszły 2 blachy ciasteczek). Piekliśmy* je w 170 stopniach Celsjusza przez ok. 15 minut. Studziliśmy na blasze, dając im ok. 1 godziny by stały się bardziej zwarte, gdyż od razu po wyjęciu z piekarnika są miękkie i delikatne.Źródło inspiracji: Truskawkowa Ania
* napisałam "piekliśmy", gdyż wszyscy kibicowaliśmy ciasteczkom, podpatrując przez szybkę i wdychając korzenne aromaty :)Smacznego.
I znów byłam elastyczna ... to mało powiedziane. Dusza eksperymentatora objawiła się we mnie pełną parą. Francuski chleb wiejski jaki zaproponowała nam Ptasia kusił mnie ogromnie swoim pięknym miąższem. Uwielbiam dziurzaste chleby, lekkie i puszyste, najlepsze do jajka na miękko lub grzanek z serem grubo posmarowanych słodko-kwaśnym chutney'em. Takie właśnie śniadanko zafundowałam sobie dzisiejszego zimnego poranka. W towarzystwie kubka kawy i smakowitych zdjęć z Waszych blogów przyjemnie zaczynałam dzień.
Nie miałam jednak tak lekkiego jak większość z piekących chlebka. Ponieważ od dni kilku choroba trzyma mnie w domku, a całkowity brak mąki pszennej chlebowej nie dawał o sobie zapomnieć, musiałam poeksperymentować. Znów zamiast mąki pszennej użyłam orkiszowej, a by choć trochę dodać mu lekkości zamiast mąki pszennej razowej, użyłam graham. Ciasto jednak najpierw było okrutnie suche, a po dodaniu odrobiny płynu i odstawieniu do autolizy zrobiło się wręcz płynne, zupełnie nie nadające się do formowania. Nawet składanie ciasta mu nie pomogło. Takie jednak potknięcia nie przerażają mnie już zupełnie. Od czego w końcu są foremki. Z grubsza uformowane bochenki wylądowały w keksówkach, by po błyskawicznym wyrastaniu i pieczeniu nęcić nas swoim aromatem.A było czym się zachwycać. Nie tak mocno dziurzaste, ale wciąż puszyste ciasto miało dzięki mieszance mąk niezwykle ciekawy smak, z pewnością jeszcze do powtórzenia. Miękka skórka, mleczna dzięki glazurze i krótkiemu pieczeniu ogromnie mi posmakowała. I tak jeden bochenek pojechał do chorej Babci, a drugi znika po kromeczce tu i tam. A jajko na miękko ... jutro na śniadanie.Francuski chleb wiejski po mojemuZaczyn:40 g aktywnego płynnego zakwasu żytniego80 g wody80 g mąki pszennej chlebowej (ja dałam orkiszową typ 750)Przygotowanie zaczynu: Wszystkie składniki wymieszałam, przykryłam folią i odstawiłam na 12 godzin.Ciasto właściwe:cały zaczyn300 g letniej wody (ja dałam więcej o ok. 30-50 ml)312 g mąki pszennej chlebowej (ja dałam orkiszową)80 g mąki żytniej chlebowej58 g mąki pszennej razowej (ja dałam graham)1/4 - 1/8 łyżeczki drożdży instant1 1/2 łyżeczki soliPrzygotowanie: Zaczyn zmieszałam z wodą. Mąki wymieszałam z drożdżami i oprószyłam nimi zaczyn. Wymieszałam do połączenia i odstawiłam pod przykryciem na 20 minut. Dodałam sól i wyrobiłam ciasto ręcznie. Było bardzo lejące ze względu na moje modyfikacje, powinno być bardzo lepkie, choć elastyczne. Przełożyłam do naoliwionej miski i odstawiłam przykryte folią na 1 1/2 - 2 godziny ( w między czasie 1 raz złożyłam). Gdy urosło, oprószyłam ścianki miski delikatnie mąką i złożyłam ciasto, formując bochenek (ale wciąż w misce, gdyż było zbyt lepkie i luźne). Przykryłam i odstawiłam na 1 godzinę. Po tym czasie wyłożyłam ciasto na mocno omączony blat, podzieliłam na 2 części (nie wyszły mi równe) i uformowałam owalne bochenki, które włożyłam złączeniem w dół do naoliwionych keksówek (małej i średniej). Lepiej by było jakbym włożyła je do jednej średniej keksówki, nie dzieląc na bochenki. Odstawiłam do wyrośnięcia na ok. 1 godzinę. Po tym czasie posmarowałam je mlekiem i włożyłam do nagrzanego do 245 stopni Celsjusza piekarnika (hydropieczenie) i piekłam ok. 5 minut. Po tym czasie zmniejszyłam temperaturę do 230 stopni Celsjusza i piekłam ok. 20-25 minut. Wystudziłam na kratce.Źródło: Coś niecoś u PtasiSmacznego.
Chciałam, słowo daje, chciałam upiec je na Orzechowy Tydzień i móc się pochwalić, że wreszcie o czasie nie tylko upiekłam, ale i zamieściłam notkę z Weekendowej Cukierni. Ale jak to często bywa życie dostarcza nam różnych niespodzianek, zmieniając plany, tworząc nowe. Nic straconego jednak. Co się odwlecze to nie uciecze i tak też wyszło z tym ciastem.
Miodowe, wilgotne, intensywnie morelowe, z podkreślającą smaki wanilią i migdałami chrupiącymi pod zębem - ciasto doskonałe do popołudniowej herbatki albo i ... w zastępstwie drugiego śniadania, gdy trzy Babeczki spotkały się na ploteczkach i gotowaniu. Zastanawialiście się skąd miałyśmy siły i energię na takie kulinarne szaleństwa. Otóż i odpowiedź prosto przed Wami. Kubek kawy, kawałek miodowego ciasta i zbawienna moc miodu zrobiła swoje.Dzięki Iv za smakowitą propozycję :***Dzięki Poleczko za opiekę nad smakowitą zabawą i za przedłużenie tej edycji :***Miodowe ciasto z morelami i migdałamiSkładniki:100g suszonych moreli1 łyżka ekstraktu waniliowego2 średnie jajka180 g lekkiego miodu (dałam 150 g)150 g słodkiego ziemniaka, obranego i startego na drobnej tarce (można zastąpić marchewką lub dynią, a nawet burakiem)skórka starta z 1/2 cytryny (pominęłam)100 g białej mąki ryżowej* (dałam pszenną tortową)100 g mielonych migdałów2 łyżeczki proszku do pieczenia1/4 łyżeczki soli100 g blanszowanych migdałów3 łyżki dżemu morelowego lub 1 łyżka mioduPrzygotowanie: Piekarnik nagrzałam do 180 stopni Celsjusza. Foremkę (o boku 21 cm lub tortownicę o średnicy 23 cm) posmarowałam masłem. Dobrze jest też wyłożyć dno i boki pergaminem, bo ciasto trochę przywiera.Morele namoczyłam we wrzątku i odstawiłam na chwilę. Mąkę, zmielone migdały, proszek do pieczenia i sól zmieszałam w misce. W drugiej misce ubiłam jajka z miodem i ekstraktem wanilii przez ok. 3 minuty. Następnie dodałam startego ziemniaka, a potem partiami dosypywałam mieszaninę mączną. Morele odsączyłam, pokroiłam z grubsza. Część migdałów wrzuciłam do ciasta, część zachowałam do wzorku na cieście. Morele i migdały delikatnie wmieszałam szpatułką. Ciasto przelałam do foremki i wygładziłam. Na wierzchu ułożyłam migdały we wzorek. Piekłam przez ok. 45 minut. Ciasto wyjęłam z piekarnika, posmarowałam miodem (ew. podgrzanym dżemem morelowym) i odstawiłam do przestygnięcia.* przy użyciu mąki ryżowej ciasto jest bezglutenoweŹródło: Ko ko ko.Smacznego. 
Wielka Trójca spotkała się, by Korzenne Gotowanie rozpocząć, by początek ten wielkimi dziełami naznaczony został, by smakoszy podniebienia rozpusty zaznały. Oj, działo się, działo! Nosy co i rusz drażnione przez wspaniałe zapachy, podniebienia łaskotane ciągłym próbowaniem gotowanych dań, popijane w między czasie trunki, plotki i ploteczki ... nie da się tego pokrótce opisać, tego śmiechu, tych zachwytów, tych rozmów, a nawet tej krwi z pociętego paluszka niżej podpisanej ... ale może od początku opowiem, byście i Wy mogli choć przez chwilę towarzyszyć nam w czasie Wielkiej Korzennej Uczty, której degustatorami trzy kuchareczki wraz z moim Ukochanym Mężem byli.
Kimże były te trzy kuchareczki, zapytacie? Już spieszę z odpowiedzią. Niżej podpisana gościła w swojej kuchni, w swoim małym zakątku szczęścia, Oczko i Ptasię. Skoro więc sama Gospodyni zarówno Korzennego Tygodnia jak i Weekendowej Piekarni nam towarzyszyła nie pozostało nam z Oczkiem nic innego, jak podpatrywać jak nam nasza Mistrzyni chleb zagniatała, pachnący daleką Prowansją, pełnym ciepła i domowego nastroju, pomagając jej przy tym z całych sił swych. Czyż nie pisałam ostatnio o konieczności elastyczności? Pisałam! Więc i tym razem do tej elastyczności się odwołałyśmy, chlebek zamiast tylko pszennego, również i orkiszowy piekąc, oraz aromatycznym tymiankiem go wzbogacając, co już od samego początku naszego spotkania wprowadziło nas w rozkoszną niecierpliwość.
Nie zapomniałyśmy jednak i o korzennych nutach, wręcz obowiązkowo pojawiających się na zimowych stołach. Soczyste pomarańcze, egzotyczne przyprawy, zagadkowe nazwy - to był nasz główny punkt programu. Khoresht, perski gulasz, nie tylko przeniósł nas w słodkie i odległe tereny, ale i nasze Oczko mięśnie zdeprawował (na co dowód dostarczam poniżej). Kto w kuchni lubi sobie pogrzeszyć, pofolgować sympatiom i smakom, ten prawdziwie szczęśliwy będzie, kiedy parujący półmisek pełen kruchych kawałeczków jagnięciny, okraszonej słodziutkimi pomarańczami i marchewkami, chrupkimi pistacjami i orzeźwiającą mięta, oblany złotym, aromatycznym sosem pojawia się na stole. Niemalże jak bogactwo stołu pasz i sułtanów, tak i nasz stół zastawiony był najróżniejszymi skarbami.Skoro więc przy stole tak smakowicie grzeszyliśmy, najpierw łez tysiące popłynęły gdy cebuli niezliczone ilości pokrojone zostały. Również krwi kropel kilka na ostrzu się pojawiły, gdy niżej podpisana wielkie pomarańcze obierała. Oparzenia czy do od pary, czy od nagrzanej w piekarniku blachy dopełniły naszej odpustowej listy, czyste sumienie na kulinarne przewiny pozostawiając.
Gdy więc czas Uczty nadszedł, a czwórka smakoszy do stołu zasiadła, bez żadnych wyrzutów pozwoliliśmy korzennej sałatce apetyty nasze wyostrzać. Chrupkie piórka cebuli, mięciutkie kawałeczki pomarańczy, mięsiste oliwki wszystko skąpane w dressingu tak niezwykłym, jak można by się spodziewać po tym dniu. Tam imbir z kardamonem toczyły swoje ostro-słodkie boje. W asyście cynamonu i miodu słodycz wygrała, choć i ostrość i kwaskowatość swoje miejsce w tle palety smaków zajęły. Dowodem wyborności smaków, prawdziwym uznaniem dla starań naszych, talerze do czysta wycierane kromeczkami chleba były.W towarzystwie win uprzyjemniających Ucztę, niespieszne, pełne radości rozmowy się toczyły, a ciche brzęki kieliszków dawały melodyjne tło naszym śmiechom i głosom. Białe wino wprost z australijskich winnic Deakin Estate, szczepem Sauvignon Blanc dzieliło się z nami przyjemnym orzeźwieniem, w czasie gdy sałatka wraz z chlebem królowały na stole. Jagnięcina jednak czerwonych kolorów się domagała i w zależności od gustów chilijskie Alto Vuelo, z ekologicznej uprawy dopełniało rozkoszy stołu. Malbec dla lubiących mocniejsze, treściwsze wina, a szczepy Cabernet Sauvignon wraz z Carmenere dla delikatniejszych podniebień doskonale się sprawdziły.
Niestety Ptasia, nasza miła towarzyszka do swoich zajęć musiała się udać, deser pozostawiając tylko naszej degustacji. Popijając więc zdrowie nieobecnej, łyżeczki w mięciutkich babeczkach zatopiliśmy, by i zaległej Weekendowej Cukierni zadośćuczynić. Oj, smakowite było to zajęcie. Smakowite, choć pełne wstrzymywanego oddechu, gdy babeczki na talerzykach kształt kapelusików przybrały, upust swojej kapryśności dając. Żadne jednak smuteczki nie miały do nas dostępu. Białym złotem oblane, brązowe słodkości zakończyły nasze wyborne biesiadowanie. Mięciutkie babeczki, lekko pękające na języku, z ostrawym imbirem przełamującym słodycz nie pozwoliły myśleć o ich formie, na wybornym smaku karząc się koncentrować, ciesząc się z tak wybornie kończonej Uczty.Takie to było Wielkiej Trójcy gotowanie, takie to było naszej czwórki ucztowanie. Teraz radosne i smaczne wspomnienia rozjaśniają jesienne szarugi, inspirując do kolejnych czy to korzennych czy to wspólnych dokonań. Dzięki Dziewczynki za wspaniałą zabawę :***Biały chleb prowansalski*(Chleb z cebulą na białym winie)Składniki:500 g mąki pszennej chlebowej i zwykłej (my dałyśmy mieszankę orkiszowej chlebowej typ 1100, chlebowej pszennej i odrobinę tortowej pszennej)15 g świeżych lub 1,5 łyżeczki drożdży instant150 ml białego wina130-150 ml letniej wody (dałyśmy więcej ze względu na użycie mąki orkiszowej)2 łyżki masła2 małe cebuleduża szczypta tymianku1,5 łyżeczki soliPrzygotowanie: Cebulki drobno posiekałyśmy. Na stopionym maśle zeszkliłyśmy cebulkę, na koniec dodając szczodrą szczyptę tymianku. Patelnię zdeglasowałyśmy ok. 60 ml. wina. Odstawiłyśmy do ostudzenia, nie odstawiając cebulki do odcedzenia. Następnie wymieszałyśmy mąki, drożdże, sól z ostudzoną cebulką, resztą wina i wodą. Odstawiłyśmy wszystko na 10 minut. Po tym czasie zagniotłyśmy ciasto, aż stało się zwarte i elastyczne (w między czasie musiałyśmy dodać wody, bo było za suche). Odłożyłyśmy ciasto do naoliwionej miski na ok. 1 1/2 godziny, raz w między czasie składając ciasto. Po tym czasie uformowałyśmy 2 bochenki, ułożyłyśmy je w koszykach i odstawiłyśmy na ok. 30-45 minut do podwojenia objętości. W między czasie nagrzałyśmy piekarnik do 230 stopni Celsjusza (hydropieczenie) z blachą w środku (zamiast kamienia). Bochenki wyłożyłyśmy na blachę, posmarowałyśmy mlekiem, nacięłyśmy i piekłyśmy ok. 20-25 minut. Studziłyśmy na kratce.* w czasie uczty mój Mąż wyraził rozczarowanie, że chleb nie ma swojej nazwy. Zgodnie więc nazwaliśmy chleb - Białym (bo z jasnych mąk) chlebem (pomimo lekko bułkowego miąższu, ale o chrupkiej i wyrazistej skórce) prowansalskim (ze względu na użycie tymianku, cebulki i wina, które pasowało nam ogromnie do sztandarowego dania regionu, ratatouille)Źródło: Coś niecoś PtasiMarokańska sałatka z cebuli i pomarańczySkładniki: 500 g cebuli (czerwonej)3 soczyste pomarańcze3/4 szklanki oliwek czarnych i wędzonychDressing: 4 łyżki oliwy1 1/2 łyżki octu z granatów i soku z cytryny1 łyżeczka miodu leśnegoszczypta cynamonuszczypta kardamonuszczypta imbiru mielonegoczarny mielony pieprzfleur de selPrzygotowanie: Składniki dressingu wymieszałyśmy w słoiczku, do uzyskania jednolitej emulsji. Cebulę pokroiłyśmy w cienkie piórka i zalałyśmy ją dressingiem. Odstawiłyśmy tą mieszaninę na ok. 30 minut (można dłużej, by cebula straciła jeszcze więcej swojej ostrości, ale nie za długo, by nie straciła chrupkości). Po tym czasie wyfiletowałyśmy pomarańcze tak, by sok z nich spływał do miski z cebulą. Wymieszałyśmy, doprawiłyśmy do smaku. Na koniec dodałyśmy czarne i wędzone oliwki, pokrojone na połówki.Źródło: Galeria PotrawPomarańczowo-korzenny khoresh z jagnięcinySkładniki:4 pomarańcze (ok. 700 g)30 g masła2 łyżki cukru (brązowy)szczypta soli1 łyżka oliwy1,8 kg jagnięciny (łopatka i karkówka), pokrojone na 4 cm kawałki400 g cebuli, pokrojonej w płatki1/2 łyżeczki cynamonu (dałam 1)4 ziarna kardamonu, rozbite (dałam 8)szczypta szafranu (duża)1 limonka600 g marchewek, pokrojonych w plasterki2 łyżki wody z kwiatu pomarańczy (dałam 1)40 g niesolonych pistacjigarść liści miętysól i pieprzPrzygotowanie: Najpierw należy przygotować kandyzowaną skórkę pomarańczy. Z 3 pomarańczy obrałyśmy skórkę (bez albedo), pokroiłyśmy w paski. W rondlu z wrzątkiem gotowayśmy ją przez 3 minuty, po czym odcedziłyśmy. W rondelku skórki podsmażyłyśmy na maśle z dodatkiem soli i cukru, aż zrobiły się lekko brązowe. Odcedziłyśmy tak, by masło spłynęło do garnka, w którym później robiłyśmy gulasz. Skórki odłożyłyśmy na bok, do późniejszej dekoracji dania.W garnku z masłem dodałyśmy oliwę i rozgrzałyśmy go. Obsmażałyśmy mięso partiami tak, by tylko zamknąć pory mięsa z każdej strony, a następnie odkładałyśmy na talerz. Potem obsmażyłyśmy cebulę, aż się zeszkliła i lekko przyrumieniła, dodałyśmy cynamon, kardamon oraz szafran i podsmażyłyśmy ok. minutę, by uwolnić aromaty. W między czasie z 2 wcześniej obranych pomarańczy i limonki wycisnęłyśmy sok. Wrzuciłyśmy mięso wraz z sokami jakie z niego wypłynęły do cebuli z przyprawami, doprawiłyśmy solą i pieprzem, dokładnie wymieszałyśmy. Dolałyśmy sok z cytrusów oraz wodę, by lekko przykryła składniki gulaszu. Przykryłyśmy i dusiłyśmy na malutkim ogniu ok. 1 1/2 godziny (u nas wyszło to o ok. 30 minut dłużej, by mięso było odpowiednio kruche). Na ostatnie 30 minut duszenia dodałyśmy pokrojoną marchewkę, a na sam koniec dodałyśmy wyfiletowane ostatnie 2 pomarańcze. Gotowałyśmy ok. 10 minut bez przykrycia. Podałyśmy z ryżem basmati, posypane listkami mięty (można je pokroić na paseczki), kandyzowaną skórką oraz pistacjami. Miętę, skórkę i pistacje w większości podałyśmy w osobnych miseczkach, by każdy nałożył sobie według uznania.Źródło: Chocolate and ZucchiniCzekoladowe babeczki z gruszkami i imbiremSkładniki:60 g miękkiego masła70 g cukru (drobnego)350 g gruszek (u nas to były 2 duże)4 łyżki soku z cytryny (u nas sok z 1 cytryny)30 g kandyzowanego imbiru100 g czekolady (70% kakao)4 jajkaszczypta soli2 łyżki syropu gruszkowego (pominęłyśmy)1 łyżeczka cukru pudruPrzygotowanie: 6 kokilek (o pojemności 200 ml) posmarowałyśmy masłem i wysypałyśmy cukrem. Gruszki obrałyśmy, pokroiłyśmy w kostkę. Imbir kandyzowany również pokroiłyśmy drobniutko i wymieszałyśmy z gruszkami wraz z sokiem z cytryny. Odstawiłyśmy na bok, dizęki czemu w między czasie gruszki puściły odrobinę soku. Czekoladę rozpuściłyśmy w kąpieli wodnej, przestudziłyśmy. Piekarnik nagrzałyśmy do 250 stopni Celsjusza (bez termoobiegu!) i przygotowałyśmy dużą formę, gdzie wstawiłyśmy kokilki. W czajniku zagotowałyśmy wodę, by babeczki upiec w kąpieli wodnej. Żółtka utarłyśmy z masłem, dodałyśmy czekoladę i dokładnie połączyłyśmy. Białka ubiłyśmy ze szczyptą soli, następnie pomału dodałyśmy cukier. Białka delikatnie połączyłyśmy z masą z czekoladą. Kokilki napełniałyśmy do ok. 3/4 wysokości, na koniec do każdej włożyłyśmy po płaskiej łyżce mieszaniny gruszkowo-imbirowej. Naczynie, w którym stały kokilki napełniłyśmy gorącą wodą (do 2/3 wysokości kokilek) i piekłyśmy przez ok. 20 minut. Po 10 minutach powinnyśmy położyć na babeczkach folię aluminiową, ale zrezygnowałyśmy z tego. Podałyśmy ciepłe z gruszkami i imbirem, oprószone cukrem pudrem.Źródło: Salt & PepperOto dowód mięsnej deprawacji Oczka - nie tylko jagnięciną się zajadała (nie raz!), ale i sama ją kroiła z uśmiechem na twarzy. Ta druga para rączek do niej właśnie należy, za to ta rękawiczka zaplastrowany paluszek niżej podpisanej ukrywa. Muszę jeszcze dodać, że większość zdjęć tutaj zamieszczonych (poza zdjęciami deseru), choć moim aparatem, ale zdolnościami i staraniami zdolnej Zemfi powstały - niezłe ma oczko nasze Oczko, prawda :) Za to niżej pokazane zdjęcie powstało dzięki Ptasi :*
Smacznego.

