wtorek, 30 marca 2010

Szczęśliwy dzień.


Z serii wiadomości z ostatniej chwili - Właśnie w mojej rodzinie pojawiła się nowa, malutka kruszynka, Hania. W związku z czym, jako dumna ciocia, będę trochę mniej uchwytna przez kilka najbliższych dni. Postaram się jednak nie zniknąć na zbyt długo :-)
edit: 31.03.2010 g. 12.15


Po każdym kryzysie* czuję jak każda komórka mojego ciała domaga się szczęścia. Chodzę znów na spacery, uśmiecham się do męża, tym razem nie maskując zbolałym uśmiechem łez i choć nie zapominam o dbaniu o zdrowie, pozwalam sobie na odrobinę szaleństw. Pierwszy chleb już upieczony, kilka pierwszych obiadów także pojawiło się na stole, nawet pierwszy eksperyment kuchenny też już się odbył. Zanim jednak znów pełną parą wrócę i do blogowania i do gotowania, podzielę się z Wami jednym, szczególnie szczęśliwym dniem. Czyli ... wspominamy.


Zaczęło się od kawy i drugiego śniadania. Popijając łagodne latte, zajadałyśmy z Oczko ciepłą, korzennie pachnącą owsiankę. Za każdym razem nie mogę nadziwić się, że mogłam jej nie lubić. Złożona konsystencja, prosty, ziemisty smak, neutralny na tyle by wdzięcznie przyjąć korzenne aromaty i słodycz miodu. Bajka normalnie!

Nie tylko jednak jej wyborny smak przemawia za tym śniadaniowym wyborem. Zdrowa i energetyczna daje siły i ochotę na wszelkie eksperymenty i zabawy. Wybierałyśmy więc z Oczko kolory naszych makaroników, rozmawiałyśmy o połączeniach smaków, o zupach i mięsiwach, by potem cześć z tych rozmów w czyn przemienić, aż do wieczora bawiąc się smakowicie.


Jednym z tych połączeń, które w tamtym dniu tak mocno się do mnie przyczepiło była słodycz i ziemistość buraków ze słodkawą kwaskowatością pomarańczy. Jednak nie na sałatce mi zależało. Sałatka u Konsti wraz z kremem buraczanym z ananasem w książce Amaro były dla mnie inspiracją. Nie lubię ananasa, a sałatki pozostawiam latu. Wybór metody wiec był oczywisty.


Pozostało tylko zapisać użyte składniki i proporcje w Zeszyciku, a potem delektować się ... nie oczywiście, że nie tylko delektować się smakiem. Mimo zimna usztywniającego palce, słońce zachęcało by wyjść na balkon i oddać się naszej pasji ... fotografowaniu. Pomarańczowy krem z pieczonych buraków mógł poczuć się jak gwiazda, napastowana przez dwójkę paparazzich. Nic w tym dziwnego. Wytrawny, choć zaokrąglony słodyczą smak kremu doskonale uzupełniał się z kozim serkiem wymieszanym z ubitą kremówką. Zielone pistacje jedynie jako nawiązanie do deseru pojawiły się na talerzach, dodając jednak radującego oczy koloru.


Te przyjemności osiągnęły swój punkt kulminacyjny w czasie obiadu. Tagliatelle ułożone na talerzach, stało się bazą dla wędzonych i słodkawych smaków sosu, w jakim dusił się królik. Mięso delikatne, choć niestety trochę przesuszone, szczególnie w częściach z tułowia, zapowiadało jednak doskonały obiad. Mięso królika ma swój własny, delikatny smak, który doskonale wchłania inne smaki. Tym razem spotkały się w nim korzenne nuty z wermutu i mocne akcenty balsamiczne z octu, słodycz i podwędzony aromat suszonych śliwek oraz suszonych na słońcu pomidorów. Rozmaryn i czosnek wbrew swoim mocnym aromatom, tym razem działały jedynie jako podkreślenie innych smaków, głównie w sosie pozostając.

Zajadaliśmy obiad, popijając winem, zagryzając rukolą polaną prostym winegretem, smaki królika dodatkowo jeszcze podkreślając wyborną konfiturą z cebuli, aż przyszła pora na makaronikowy deser i ... znów kawę. Tak, to był stanowczo szczęśliwy dzień.


* Wybaczcie mi moją nieobecność, ale niestety jak zwykle spowodowana była zdrowotnym kryzysem. Powoli jednak będę nadrabiać zaległości i w swojej kuchni i w waszych wirtualnych zakątkach, za czym okrutnie się już stęskniłam :-)


Owsianka
(porcja dla 2 osób)

Składniki:
2 szklanki wrzątku
szczypta kurkumy
1 łyżka kaszy jaglanej
1/3 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki suszonego imbiru (ja dodaję jeszcze tyle samo kardamonu)
3-4 łyżki łamanego owsa, ew. ok. 8 łyżek płatków owsianych
szczypta soli
1 lub 1 1/2 łyżki soku z cytryny
1-2 posiekane orzechy włoskie
1 łyżka drobnych rodzynek
ew. mleko pełnotłuste lub odtłuszczone (do smaku, ok. 1/2-1/4 szklanki) (raz robiłam z kozim - też dobre)
fruktoza syrop z agawy lub miód - do smaku

Przygotowanie: Do wrzątku wsypać kurkumę. Po chwili kaszę jaglaną i cynamon. Odczekać minutę, dodać owies lub (ja daję płatki owsiane) oraz imbir (i kardamon). Po chwili sól. Gotować pod przykryciem 20 minut na małym ogniu. Po tym czasie dodać sok z cytryny i wrzątek (do uzyskania pożądanej konsystencji - ja zwykle nie dodaję już wody). Wsypać orzechy, wymieszać. Po chwili dodać rodzynki. Dodać mleko (tyle ile lubimy lub wcale -wg.uznania) oraz fruktozę lub agawę do smaku (ew. miód), zagotować (ja już nie gotuję, by nie tracić wartości odżywczych miodu, a poza tym nie lubię wrzących dań, szczególnie śniadań).

Ważne: Przepis zgodny z KPP, a gdy zrezygnujemy z dodatku rodzynek, użyjemy fruktozy i mleka odtłuszczonego przepis stanie się zgodny z MM. Przepis zmodyfikowany przez Patrycję, pochodzi z książki "Filozofia zdrowia" Anny Ciesielskiej. Jeśli chodzi o moje zmiany to dodałam kardamon, który jednak według Patrycji nie narusza gotowania według KPP. Poza tym zwykle przyprawy staram się dodać mniej więcej w tej ilości, ale odmierzam je na oko ;)

Źródło: Trufla Patrycji

Pomarańczowy krem z pieczonych buraków

Składniki:
7 szt. średnich buraków, dokładnie umytych, nieobranych
oliwa
250 ml. soku z buraków i jabłek
450 ml. soku z pomarańczy
sól i pieprz
woda

miękki serek kozi
kilka łyżek kremówki, ubitej

zmielone pistacje

Przygotowanie: Każdego buraka posmarowałam odrobiną oliwy i zawinęłam w folię aluminiową. Piekłam przez ok. 1 - 1 1/2 godziny (aż zmiękły) w 200 stopniach Celsjusza. Gdy lekko przestygły, obrałam je, pokroiłam na cząstki, wrzuciłam do garnka razem z sokiem z buraków i sokiem z pomarańczy. Zmiksowałam i podgrzałam by zupa była ciepła, ale nie gorąca. Doprawiłam do smaku solą i pieprzem. Podałam z serkiem kozim wymieszanym z ubitą kremówką, dla koloru posypałam zmielonymi pistacjami.

Ważne: Przepis powstał jako inspiracja połączenia smaków pomarańczy i buraków, którą widziałam w wielu miejscach, choć ostatecznym bodźcem była sałatka u Konsti. Krem z buraków w zupełnie innej wersji jednak jest w książce Amaro, z którego to zaczerpnęłam kleksa z koziego sera i ubitej śmietanki. Nie doprawiałam kremu żadnymi przyprawami poza solą i pieprzem, gdyż zależało mi na prostocie smaków i wyrazistości odczuwania użytych składników. Udało się :)

Królik duszony z suszonymi śliwkami

Składniki:
1 kg królika, w częściach (oryginalnie to powinien być 1 cały królik, podzielony na części)
200 g suszonych śliwek, dzień wcześniej zalanych 250 ml. ciepłej wody
200 ml. białego wytrawnego wina (ja użyłam wermutu)
100 ml. octu balsamicznego
3 ząbki czosnku, obrane
2 gałązki rozmarynu
5 plastrów suszonych pomidorów
sól i pieprz

Przygotowanie: Do dużego garnka/brytfanki, wlałam wermut, wodę w jakiej moczyły się śliwki, ocet. Wrzuciłam czosnek, rozmaryn i pomidory oraz kilka śliwek, resztę zostawiając na później. Dodałam kawałki kurczaka. Dodałam sól i pieprz, przykryłam garnek pokrywką, zostawiając małą szczelinę i włożyłam do piekarnika nagrzanego do 180 stopni Celsjusza. Oryginalnie czas pieczenia to 75 minut, potem dodanie namoczonych śliwek i dopiekanie jeszcze przez 45 minut. Ale to stanowczo za dużo. Lepiej jest dodać śliwki po ok. 30-40 minutach i piec łącznie nie więcej niż 75 minut. W międzyczasie należy obracać mięso i polewać je sosem.
Podałam z tagliatelle, anyżkową konfiturą z czerwonej cebuli i sałatką z rukoli z prostym winegretem.

W oryginalnym przepisie jest jeszcze dodatek suszonego koncentratu mięsa wołowego. Ja z tego zrezygnowałam.

Źródło: Program na kuchnia.tv - Julie gotuje.

Smacznego.



Kuchnia Wielkanocna 2010


40 komentarzy:

co_zerka pisze...

Takie nieśpieszne dni, w towarzystwie miłych nam osób...odtrutka na wszystkie złe chwile.
Dużo pięknych dni i jak najmniej tych bolących.

Ciepłe wiosenne uściski...

Mam ochotę na taki krem z buraczków :)

Kinga pisze...

Zycze duzo zdrowka i usmiechu i juz nigdy wiecej wstretnego chorobska czy smutkow.. pozdrawiam goraco z deszczowej niestety (jak zwykle) Irlandii :)

zemfiroczka pisze...

:))))) gęba mi się śmieję od ucha do ucha na wspomnienie.

Królik długo kazał na siebie czekać - w piekle i tutaj ;)))

cmoko! :)**

pees. niedługo przybywam! ;)

Ewelosa pisze...

Tiluś kochan dobrze, że już lepiej ze zdrówkiem - brakowało mi Ciebie :):)

A te wasze spotkania to nie wpoem zazdroszczę i to szczerze - o mały włos bym się spotkała z Oczkiem :P ale stolicę o drugiej w nocy nawiedziułam i to pora nie na spotkania oj ni jak :) Ale co się odwlecze to nie uciecze :)

serdecznie pozdrawiam

ptasia pisze...

Dobrze Cię widzieć, tj. przeczytać ;) I króliczka kęs poproszę!

zemfiroczka pisze...

Ewelka, hyhy :D ja trzymam za ten włos - do następnego razu! ;)))*

Komarka pisze...

Tili szybciutkiego i całkowitego powrotu do zdrowia życzę! Idzie wiosna - będzie dobrze :) A królik.. mmm, jak też bym się skusiła :)

Zaytoon pisze...

Tak, tak - zdrowia przede wszystkim. Wiosna na pewno tchnie w Ciebie nowe siły.

I więcej chwil z miłymi osobami przy cudownie zastawionym stole.

Ja u siebie chętnie zobaczyłabym ten krem z buraków. Uwielbiam.

Pozdrawiam! :)

Konsti pisze...

Duzo, duzo zdrowia i jeszcze wiecej sczesliwych dni:)
Owsianka i krolik: pycha, a krem z burakow tak pieknie wyglada, ze pewnie juz niedlugo pojawi sie i u mnie na stole...
jedzmy, jedzmy buraki, dla radosci i zdrowotnosci:)))
Usciski.

amarantka pisze...

Skoro z królikiem - to musiała być prawdziwa uczta :)

Tili! siły i zdrowia życzę!
i samych takich szczęśliwych dni :)

kasiac pisze...

Tili, dobrze, że już jesteś:) Dużo zdrowia życzę! Ściskam Cię mocno!
Taki krem z buraczków bym zjadła!

Bea pisze...

Zycze, by teraz bylo juz tylko lepiej!

Pozdrawiam serdecznie i z przyjemnoscia czestuje sie miseczka zupy :)

majana pisze...

Częstuję się wszystkim po kolei zyczę zdrowia!!!
:))

karoLina pisze...

Dużo zdrowia i siły. I jak najwięcej szczęśliwych dni, o których można myśleć w gorszych chwilach. Jako codzienną pożeraczkę owsianki, ciekawi mnie Twoja wersja, chociaż ciągle jeszcze nie dowierzam takiej robionej na wodzie (mleko do smaku się nie liczy). Ale, może czas się przekonać, jak naprawdę to smakuje.

An-na pisze...

Tak myślałam, że Cię choróbsko pokonało. Dobrze, że wracasz :)

A owsianka - jak ona mi się podoba!

Polka pisze...

Wróciłaś!
:)))))

Lepiej już się czujesz?

atina pisze...

dużo zdrowia!

Magdalena pisze...

Hej,
przede wszystkim gratulacje z okazji zostania ciocia.
bardzo i "optymistyczne" potrawy.
...korzenna kasze jaglana wg KPP, ale z innej ksiazki, jakiejs niemieckiej autorki zdarzalo mi sie robic gdy moja corka byla mala..wypadaloby powtorzyc, gdyz to pyszne danie na poczatek dnia...chetnie wyprobuje te wersje, jak tylko w sobote dowiaza mi zboza.
burak git, niech zyje pieczony burak, o tyle mi smakowity od gotowanego, ze zrezygnowalam praktycznie z gotowania na rzecz pieczenia, nawet do chlodnika litewskiego pieke. ten krem buraczany o pomaranczowej nucie zdecydowanie do wyprobowania.
krolik - jak slusznie zauwazasz, podany przez te autorke czas pieczenia stanowczo za dlugi! Na kilogramowego to godzina wystarczy...
Ogolnie po przeczytaniu i obejrzeniu zdjec zrobilam sie glodna, milego wieczoru.

zemfiroczka pisze...

O! Już :) Fajno! Witamy Hanię i pozdrawiamy Zosię :)

kabamaiga pisze...

Zdróweczka w takim razie. A wiesz Tili, że ja od 1 lutego też jestem ciocią małej Hani?

Spokojnych świąt

Olciaky pisze...

Królika w tym roku niestety nie dostałam na święta... Pani w punkcie sprzedaży powiedziała mi, że mogę liczyć na nie w maju...
:)
No cóż.. zadowolę się tym Twoim - ze zdjęcia.
Wszystkiego naj naj naj na święta, dla Ciebie, Hani, jej dzielnych rodziców i całej Twojej rodzinki:*

Sto uścisków i buziaczków!

I.nna pisze...

Wszystkiego najlepszego dla Hani (śliczne imię). Ja tydzień temu zostałam ciocią Tosi :)

majka pisze...

Ja wiedzialam, ze wejscie na Twojego bloga bedzie grozilo burczeniem w brzuchu :)) Chyba musze sie przeprowadzic gdzies blizej Ciebie, moze skapnie i mnie cos z tego stolu pelnego pysznosci :))

Spokojnych i radosnych swiat Tili.

lo pisze...

Radosnych, wiosennych, pełnych szczęścia i pieknych chwil Świąt życzę Tobie i najbliższym. Lo

amarantka pisze...

Tili! to po pierwsze gratuluję nowej Kruszynki w rodzinie :)

I chciałabym życzyć Tobie i Twoim najbliższym radosnych, ciepłych, rodzinnych Świąt Wielkanocnych... niech ten czas obfituje w uśmiechy, w piękno i w miłość!

majana pisze...

Radosnych Świąt Tili Tobie i Twoim Bliskim!:))

Krokodyl pisze...

Dobrych, radosnych Świąt. :-))

abbra pisze...

Wspaniałych i radosnych Świąt , Tilio !!! :)

viridianka pisze...

wspaniała wiadomość! wszystkiego dobrego dla malutkiej i Rodziców :)

Wesołych, pachnących i bardzo rodzinnych Świąt życzę Ci Tili :))

margot pisze...

wesołych świąt, całuski dla kruszynki

WYLOGUJ pisze...

Zdrowych, pogodnych i pełnych miłości Świąt Wam życzymy!

monika pisze...

Tili, królik wspaniały, buraczki z pomarańczami też do mnie przemawiają bardzo, ale dziś chciałabym przede wszystkim życzyć Ci dobrych Świąt - spokojnych, zdrowych, bardzo wiosennych :)))
I dużo zdrówka dla małej Hani (śliczne imię!) :-)))

atina pisze...

Zdrowych , spokojnych i radosnych Świąt!

Gosia pisze...

Przede wszystkim zdrowych i rodzinnych Swiat Wielkanocnych!!!
Po drugie serdeczne gratulacje Ciociu!!!!!!!!
Po trzecie-pysznosci porobilyscie z Oczkiem,oj-pysznosci i piekne fotki......
Pozdrawiam cieplutko :)

Patrycja pisze...

Wesołych Świąt! Zdrowia, radości, lenistwa:)

P.S. Cieszę się, że polubiłaś się z owsianką;)

Szarlotek pisze...

Lubię zaglądac do ciebie , bo jest to czysty relaks po wszelakich stresach a piękne zdjecia kusza, roztaczając wokoło zapachy ogladanych potraw ;D Pewnikiem to figlarna wyobrażnia, ale co za przyjemnośc ! Pozdrawiam poświątecznie !

Tilianara pisze...

Po pierwsze bardzo Wam dziękuję, za wszystkie miłe słowa i życzenia zarówno wielkanocne jak i "ciociane" :) Bycie ciocią niestety szybko przekształciło się w kurowanie się z anginy, ale cóż - takie życie. Tymczasem zażywam domowych leków i popatruję na zdjęcia moich ślicznych bratanic albo popatruję na kuchenne szaleństwa wielkanocne z Oczko :)

Karolino, przyznam że do tej pory nie robiłam jeszcze owsianki na mleku, a taka na wodzie jest niezwykle chłonna w smaki - spróbuj na wodzie, ja spróbuję na mleku :)

Kabamaigo, w takim razie i Tobie gratuluję zostania ciocią :)

Olciaky, przyznam, że ja kupuję takiego mrożonego w Makro :)

I.nna, i dla Ciebie "ciociu" gratulacje - chyba jakiś ciociany klubik trzeba by założyć ;)

Pati, to ja dziękuję że mnie do niej przekonałaś :*

Szarlotku, oj, jak ja bym chciała żeby można było "załadować" zapachy :) Ale by było :)

buruuberii pisze...

Kurcze Tili, te pieczone buraki w mundurkach to cos niesamowitego, chyba tak nigdy nie pieklam... Owsianka, oj z ta jest jak z granola :)

Tilianara pisze...

Basieńko, tak przygotowane buraki są o niebo smaczniejsze od gotowanych - spróbuj. A owsianka i granola to ostatnio moje hity śniadaniowe ... choć rozkręcam się i coraz to nowe tworzę, tylko jakoś w czasie śniadań nie mam fantazji do zdjęć :)

buruuberii pisze...

Tili, oj zachecasz mnie, a ja cos czuje ze musze do granoli dojrzec :) Mam ochote skomponowac jakas wlasna owsianke, ale zupelnie nie mam pomyslu, to pozostaje mi chwilowo popatrzec na zdjecia... Pozdrowienia sle!

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...