czwartek, 11 marca 2010

Zupy ... blisko i daleko.


Lubię zupy. Choć na moim blogu tego zbytnio nie widać, to naprawdę je lubię. Idealne, wszystko jedno czy choruję czy jestem zdrowa, nie ważne czy mam czas czy nie, jeśli zaplanuje się je choć trochę, potem przez 2-3 dni, albo i dłużej, można cieszyć się ciepłą miseczką pełną aromatycznych smakołyków. Pomyślałam, że czas otworzyć mały zupny cykl. Nazbierało mi się tych dobroci trochę na zdjęciach, a wspomnienia powoli blakną, chcę więc szybko utrwalić połączenia i smaki, jakie szczególnie się mi spodobały.

Na pierwszy ogień idzie więc król zup - rosół. Zwykle jadłam i robiłam go tak, jak robi go moja Babcia - tłusty, niezbyt aromatyczny, za to pełen mięsnego smaku, w którym przeważa wołowina. Pewnie już wiecie, że nie robiłam go za często, by mój żołądek nie buntował się od tak ciężkiego dania. Za to uwielbiam rosół u mojej Teściowej. Lżejszy i zwykle bardziej aromatyczny, naprawdę doskonały ... ale jakoś nigdy nie odważyłam się poprosić o przepis (co zresztą wciąż i wciąż planuję nadrobić :) ). Miseczka takiej zupy z makaronem i pietruszką postawiona przede mną i nic więcej do szczęścia mi nie potrzeba. Proste, domowe, idealne smaki.


Postanowiłam jednak tym razem wypróbować przepis Poleczki. Bardziej drobiowy niż wołowy, aromatyczny, z kilkoma ciekawymi elementami. Po pierwsze, jagody jałowca, których nigdy do rosołu nie dodawałam, nie pojawiły się jako silne akcenty, jak się po nich spodziewałam. Za to gdy pochylałam głowę na garnkiem czy talerzem parującej zupy czułam ten szczególny, lekko dymny zapach jałowca. Drugą niespodzianką, która szczególnie mi się spodobała, okazał się dodatek koperku. Dodał świeżości, trochę przełamał mięsne smaki na korzyść warzywnych, powiedziałabym że zrównoważył je.

Właśnie ta równowaga ogromnie urzekła mnie w tej wersji rosołu. Był tak niezwykle zharmonizowany w smakach i aromatach, że od razu skojarzył mi się z dalekimi, azjatyckimi ideałami gotowania. Dlaczego by więc nie dodać mu trochę egzotycznej szaty. Trawa cytrynowa, imbir, więcej czosnku to obowiązkowe elementy. Do całości doszedł jeszcze anyżkowy fenkuł, łagodne mleko kokosowe i silny akcent oleju sezamowego. Miseczki wypełnione makaronem ryżowym zalanym tym aromatycznym płynem, posypane szczypiorem okazały się doskonałym lunchem w czasie spotkania Makaronikowego Klubiku.


A na drugi dzień? Zostało jeszcze dużo rosołu, a azjatyckie klimaty dalej się mnie trzymały. Do tego odrobina mojej gospodarności też domagała się wysłuchania. I tak mięso i część warzyw z rosołu, doprawione sosem sojowym, olejem sezamowym i kolendrą, wzmocnione przyprawą pięć smaków zamieniły się w wontony. Pyszne pierożki, które po kilkuminutowej kąpieli w gorącej zupie i posypaniu ich listkami kolendry dały kolejny smakowity posiłek.

Możliwych kombinacji z rosołem jest wiele. Wszelkie zupy, sosy czy nawet mięsne lub warzywne galaretki mogą pojawiać się na naszych stołach, właśnie dzięki niemu ... rosołowi. A czy będzie przenosił dla nas bliskie czy dalekie smaki, to już tylko od naszego podniebienia i chęci zależy.


Rosół by Pola

Składniki:
1 nieduży kawałek wołowiny z kością (najlepszy jest szponder, łopatka lub mostek; ok. 400g)
2 liście laurowe
7 ziarenek ziela angielskiego
ok. 10 ziarenek pieprzu czarnego
5 ziarenek jałowca
gałązka lubczyku lub szczypta suszonego lubczyku (dałam 1/2 pęczka świeżego lubczyku)
1 cały kurczak (ok. 1500 g) lub 4 podudzia z kurczaka (ok. 800g) i 4-6 skrzydełek z kurczaka (ok. 600g)
2 małe cebule, opalone
2 duże ząbki czosnku (dałam 4 duże), przekrojone
3 duże marchewki, pokrojone
2 duże korzenie pietruszki, pokrojone
1/3 korzenia dużego selera, pokrojony
1 por, pokrojony
kawałek kapusty włoskiej, w 2-3 kawałkach (ok. 300 g)
2 łodygi selera naciowego, pokrojony
kawałek rzepy (opcjonalnie), pokrojony (pominęłam)
2-3 suszone grzyby (dałam małą garstkę suszonych, w kawałkach)
sól morska*
1 pęczek natki pietruszki
1 pęczek koperku

Przygotowanie: Mięso, liście laurowe, ziele angielskie, ziarenka pieprzu, jałowiec i lubczyk oraz odrobinę soli zalewamy 3 (do 3 1/2) litrami zimnej wody i stawiamy na małym ogniu, żeby sobie "pyrkało" (nie może się szybko gotować). Po 30 minutach szumujemy (tj. zbieramy pianę z powierzchni garnka) dodajemy poporcjowanego kurczaka, wszystkie warzywa, zioła, suszone grzyby i przyprawy. Częściowo przykrywamy garnek i gotujemy 1 1/2 - 2 godzin (rosół nie powinien gotować się dłużej niż 2 1/2 godziny, w tym czasie też szumujemy). Pod koniec doprawiamy solą i ewentualnie jeszcze innymi przyprawami.
Rosół najlepiej przecedzić (najpierw wybierając mięso i warzywa, a potem przecedzając przez gazę), warzywa i mięso użyć do pasztecików lub pierogów, a sam bulion można przechowywać ok. 1 tygodnia w lodówce lub do 3 miesięcy w zamrażalniku.

* u mnie to była sól czarownic, czyli mieszanka soli z wieloma ziołami i przyprawami - tak czy siak dałam jej bardzo niewiele, gdyż w ogóle nie używam zbyt dużo soli, a poza tym zwykle używam sosu sojowego do solenia zup. Tym razem ponieważ zupa miała być bezglutenowa (a większość sosów sojowych taka nie jest) użyłam soli.

Moje modyfikacje polegały przede wszystkim na dodaniu więcej ziół - natki, lubczyku i koperku oraz większej ilości czosnku.

Źródło: Stolik u Poleczki

Rosół po azjatycku

Składniki:
3 l. rosołu
2 łodygi trawy cytrynowej
1 duża bulwa fenkułu, pokrojona cienko w paski
świeży imbir, ok. 5 cm pokrojonych w drobną kosteczkę
2 duże ząbki czosnku, posiekane drobno
sos sojowy lub sól i pieprz do smaku

1 wersja podania:
olej sezamowy, kilka kropel na porcję
makaron ryżowy
mleko kokosowe, do smaku
szczypior, posiekany

2 wersja podania:
wontony (przepis poniżej)
kolendra
olej sezamowy

Przygotowanie: Rosół pogotować na małym ogniu i pod częściowym przykryciem ok. 30 minut z trawą cytrynową, imbirem, czosnkiem i fenkułem. Doprawić do smaku sosem sojowym/solą i pieprzem.

W tym czasie ugotować makaron ryżowy. Każdą porcję podać z makaronem ryżowym, skropioną olejem sezamowym, mlekiem kokosowym i posypaną szczypiorem.

Inna wersja podania to ugotowane w rosole wontony, posypane listkami kolendry i skropione olejem sezamowym.

Wontony do zupy

Składniki:
gotowe ciasto na wontony do gotowania
mięso z rosołu wraz z grzybkami, zmielone na najgrubszych oczkach w maszynce
warzywa z rosołu, drobno posiekane (nie wszystkie dodane, tak z 1/2 marchewek, pietruszek, seler)
łodygi natki kolendry, drobno posiekane
olej sezamowy
olej arachidowy
sos sojowy i pieprz do smaku

Przygotowanie: Mięso wymieszać z warzywami i łodyżkami natki kolendry. Doprawić do smaku sosem sojowym, olejem arachidowym i kilkoma kroplami oleju sezamowego. Mięso formować w kuleczki, układać na płacie ciasta, zwilżać jego brzegi i zaklejać, nadając im dowolny kształt. Zamrozić, tak by się ze sobą nie stykały, później bez rozmrażania można je ugotować w zupie lub w wodzie (też na parze) lub ugotować od razu, bez mrożenia.

Smacznego.

26 komentarzy:

Nina pisze...

rosół azjatycki "kupuję" i robię - jeśli nie w weekend, to niedługo

(fenkuły widziałam tylko w Macro, więc pewnie dopiero zrobię jak się w niego zaopatrzę)

kass pisze...

O, to akurat na tą zimową wiosnę!!! :)))
Tili bardzo smakowite! Pozdrawiam.

Anoushka pisze...

Rosół to jest niedocenione lekarstwo. Na dusze i ciało. Po nim zawsze człowiek się lepiej czuje.
Gotuje rosół raz na jakiś czas i zamrażam w porcjach. Przydaje się do wszystkiego... z wyjątkiem wypieków ;)
Miłego dnia

kasiac pisze...

Też bardzo lubię zupy i zimą często je jemy. Mnie zupy są szczególnie potrzebne, ponieważ ja za mało piję, a taka zupka to zawsze trochę płynu...
Rosół zwykle robię z kury, a taki wołowo-drobiowy robi Mama. Azjatycka wersja bardzo mi się podoba:) No i te wontony! Wpraszam się!!!

majka pisze...

Pyszny rosolek. A takich pierozkow to jeszcze nie jadlam.

Zupy to ja lubie ponad wszystko :) Dobrze, ze moj M. tez taki "zupowy" jest. Przynajmniej mam dla kogo gotowac :)

Komarka pisze...

A ja dopiero zaczynam doceniać zupy :) Kiedyś lubiłam je tak "od święta" raczej, teraz uwielbiam i dużo eksperymentuję. Za to rosół lubię od zawsze, a taki azjatycki przemawia do mnie bardzo (szczególnie takiej ciepłej inaczej wiosny ;)) Pozdrawiam cieplutko.

amarantka pisze...

O tak! zupa to dla mnie podstawa... trochę jest tak, że dzień bez zupy, to dla mnie dzień stracony.

Bardzo mi się spodobała rosołu wersja azjatycka :) na pewno wypróbuję :)

Szarlotek pisze...

Uwielbiam trawę cytrynową i jej dodatek w herbacie i potrawach :) Niesamowicie czarujesz !

Magdalena pisze...

Hej,
Rosoly, buliony to moja dzialka zdecydowanie. Zawsze mam jakis na stanie, czy to swiezy, czy mrozony. W szczegolnosci w zimie praktycznie caly czas cos tam w garze bulgocze.
W odmianie swojko - polskiej, albo francuskiej z bouqet garni czy tez jakies domorosle wersje azjatyckie z noodlami.
Milego popoludnia.

Zaytoon pisze...

Ja dopiero niedawno zakochałam się w zupach. Ale miłość tę chcę jak najowocniej rozwijać.

Rosół najlepiej smakuje mi u Babci - mocno wołowy, ale aromatyczny. Tradycyjny. Innego nie zjem. Ten Poleczki jednak kusi mnie już od pewnego czasu. Kiedyś się zbiorę. I będzie to mój "pierwszy".

A te Twoje propozycje, Tili, szczególnie azjatycka, po prostu mnie zachwyciły. Koniecznie muszę wypróbować.
Pozdrawiam! :)

zemfiroczka pisze...

Zupy są zdecydowanie niedoceniane! Muszę chyba zaprzęgnąć bełkoty do (znowu ;)) propagowania zupoholizmu ;)))

Taaaak! ten z fenkułem był w deseczkę, mleczko z sezamowym fajnie mu podkreśliło smak.

To teraz czekam na "fantazję amaro" ;)))

Małgosia.dz pisze...

O! o! takie wontony w rosole to chętnie zaadoptuję. :) Bo ja zawsze gdy je robię - to tak bardziej na sucho podaję, a wersja pływająca tez mi się ogromnie podoba! :)

asiejka pisze...

za rosołem nie przepadam, choc Mama robi pyszny.. koniecznie z natką pietruszki
ale za to wontony mnie zachwyciły

lo pisze...

Dobry rosół to rzecz niezbędna w mojej kuchni, szczególnie, ze nie uznaję kostek rosołowych. W zamrażarce mam porcyjki do sosów, zrazów, czy innych zup. Twój azjatycki mnie zachwycił i te wontony. Składniki mam, czas wyciągnąć garnek. Ten zapach trawy cytrynowej przyleciał aż na Bielany.

ps. Wysłałam Ci @.

karoLina pisze...

Pyszne te Twoje rosołki, ja się częstuję tym z wontonami, chociaż już jak to piszę, to zaczynam się zastanawiać, czy na pewno ta akurat decyzja jest trafna. Ja bardzo zupy lubię, bo można sobie tylko szybciutko przygrzać i w brzuchu krótko burczy, chociaż w rosołkach zwykle zniechęca mnie długie gotowanie na etapie przed podgrzewaniem ;) Ale tak to zachęcająco opisałaś, że może w jakiś weekend podejmę to wyzywanie.

Monika. L pisze...

Piękne, ciepłe zupki. Na sam widok robi się cieplutko.
Jałowiec rzeczywiście budzi moją ciekawość.
Śliczne fotki :)

M.

majana pisze...

Lubię zupy, choć robię je rzadko. Najbardziej lubię pomidorówkę, ogórkową, rosół, szczawiową , botwinkę. Troszkę ich jest :) teraz tęsknie za takimi wiosennymi i nie moge się ich doczekać:)

W rodzinnym domu jadało się u mnie dużo zup, mama gotowała je często, może dlatego ja to robię rzadziej? ;)

Pozdrawiam:)

monika pisze...

Strasznie podoba mi się dodatek jałowca do rosołu, bardzo lubię ten zapach :) I masz rację, nie ma to jak zupy, mnie od dziecka nimi karmili i jakoś tak mi zostało, że jak nie wiadomo, co zrobić na obiad to na pewno zupę i na pewno będzie dobrze :)))
Pozdrawiam cieplutko :)

fellunia pisze...

Śliczne zupki i jakie smaczne.
Ściskam Cię w przelocie, mam nadzieję, że już się lepiej czujesz :)

kasiaaaa24 pisze...

Wspaniała, wspaniała zawartosc miseczki :) Dla mnie to zupełnie nowe smaki, ale szczerze chciałabym spróbowac :)

viridianka pisze...

a ja to taka mało zupna jestem, zjem aczkolwiek żadnej przyjemności nie czerpię ;) no dobrze... mam 3 ulubione, cebulową Mamy, ziemniaczkowo-groszkową Babci i dyniową Jamiego O. - to tyle :)

piękne zdjęcia, mimo że zupne :))

ptasia pisze...

Potwierdzam, że rosołek azjatycki był b. dobry :) Ale wyznam, że taki "normalny" rosół to dla mnie niestety e-e; bulion użyty jako baza do innych zup, to co innego. W ogóle zupowo jestem wybredna: musi być gęsta, albo zmiksowana, albo treściwa, żadna rzadka wodzianka.

asieja pisze...

Tili, gdzie jesteś jak Cię nie ma..?

Tilianara pisze...

Nino, pochwal się koniecznie jak go zrobisz :) A fenkuły ja kupuję w okolicznych warzywniakach - tych trochę lepszych :)

Kass, dokładnie na zimową wiosnę był w sam raz :)

Żabo, do wypieków też się przydaje - co by wypić kubeczek ciepłego rosołu jak się cały dzień ciasta wyrabia :D

Kasiu, to ja już lecę nowy rosół warzyć i wontony lepić :)

Majko, ja wychodzę z założenia, że zupa to zdrowa podstawa dnia - niestety nie zawsze u mnie jest tak zupnie i zdrowo :)

Komarko, a wiesz, mi właśnie przypomniał się Twój rosół z imbirem - lecę go podpatrzyć i może w jakiś zimniejszy dzień znów uwarzę :)

Amarantko, bardzo zdrowa maksyma :)

Szarlotku, ja trawę cytrynową lubię szczególnie w daniach wytrawnych, ale i w herbacie z imbirem do pary uwielbiam :)

Magdaleno, moja Imienniczko :) U mnie buliony były kiedyś tak od czasu do czasu, ale od kiedy pewna Zupiara mnie zaraziła tą miłością, zawsze przynajmniej część zamrażalki zajęta jest przez pojemniczki najróżniejszych bulionów :) Ta wszechstronność jest najwspanialsza, prawda :)

Zaytoon, o, to widzę, że Twoja Babcia podobnie rosół gotuje jak i moja, ale spróbuj i tego, bo na prawdę warto :)

Oczko, "fantazja amaro" już jest i powoli mam nadzieję i reszta będzie się pojawiać, tylko kciuki trzymaj za mój kręgosłupik felerny :*

Małgoś, eee, no one nie do adopcji, ja Ci ich z chęcią oddam ilości dowolne, a potem kolejne naprodukuję :)

Asiejko, tak, natka pietruszki to i moja zupna miłość - najlepsza zupa z natką pietruszki :) Pytałaś gdzie jestem - ehhh, chorowałam :( Ale już wracam, zdrowsza i z energią :) Dzięki za troskę :*

Lo, to w takim razie mam nadzieję, że zapach ten niedługo podzielimy nad miską zupki :) @ posłałam :*

Karolino, ten długi etap to wiesz - ja go po prostu staram się zaplanować tak, by mieć co jakiś miesiąc czy dwa kilka godzin na warzenie kilku garów bulionu - trzy wielkie gary i mam już drobiowy, warzywny czy nawet rosół :)

Moniko, tak i u mnie ten jałowiec budził zaciekawienie, budził, budził, aż w końcu zbudził :)

Majanko, och botwinka mmmm wiosna za pasem to i botwinka będzie :) A szczawiowa to mi się z Gdańskiem kojarzy i z Kresową - ach, poszłabym jeszcze na taki spacerek jak wtedy :) Ściskam cieplutko :*

Moniko, tak, zupy to zwykle szybkie i pewne obiady :) Ściskam cieplutko :)

Felluniu, i ja Cię ściskam i mam nadzieję, że dobrze się w tych lotach bawisz :) Ach, zazdroszczę trochę, bo po tym chorowaniu to i ja bym teraz z chęcią się gdzieś wyrwała :)

Kasiu24, spróbuj w takim razie :) W próbowaniu nowych smaków najwięcej zabawy :)

Viri, de gustibus jak mawiają :) Cieszę się, że Ci się podobają :)

Ptasiu, a ja najróżniejsze konsystencje lubię - zależnie od pory roku, nastroju i weny :) Cieszę się, że tamten jednak rosołek Ci podpasował :)

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

By czas Świąt był spełnieniem, radością, ucztowaniem i wszystkim, czego każdy z nas potrzebuje!
Pozdrawiam ciepło!

Tilianara pisze...

Dzięki za życzenia :) Mam nadzieję, że i Ty miałaś dobre Święta :)
Witaj u mnie :)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...