czwartek, 16 września 2010

Hej ho! Hej ho! Do pracy by się szło!


Praca, praca, praca ... pojawiła się ostatnio i sporo czasu oraz myśli zajmuje. Nie o niej jednak pisać tutaj chciałam, a o tym, co z mego ukochanego dębowego blatu na sosnowe* biurko zanoszę. A to pudełko**, a to torebka, a to puszka ... jednym słowem lunch.



Tak też teraz konstruuję nasze menu, by wciąż było smacznie, zdrowo i ładnie, ale również „wyjściowo”. Bo praktyczność to przydatna cecha, gdy czas się skraca, a tak wiele przyjemności lub obowiązków czeka. Doskonale jest, więc gdy można lunch z obiadem połączyć, albo i jako przekąskę na spacer po pracy zabrać.


Nie zapominam także o weekendach, a wtedy o zakupach na targu, gdyż to właśnie tam najwięcej inspiracji powstaje. A to ratatuja z makaronem, a to pesto dopełnione strączkami, a to zadziwiające sałatki czy przepękla. Co? zapytacie. Tak, przepękla. Zadziwiające warzywo, w środku wypełnione błoniastą strukturą i pestkami, o miąższu miękkim i soczystym, a do tego niezwykle gorzkim. Nie udało się nam kulinarnie zaprzyjaźnić z tym wynalazkiem, choć wygląd ogromnie nam do gustu przypadł.


Takie i jeszcze wiele innych zadziwiających warzyw można kupić u mojego Pana Sałatki czy też Pana Ziółko na sobotnio-niedzielnych targach na tzw. Dołku**. Rewelacyjny zestaw sałatek, jakim ostatnio delektowaliśmy się z rybnymi dukatami i frytkami właśnie od niego pochodził – liście chryzantemy (smakujące jak marchewka!), rzeżuchowej pietruszki, musztardowca i rukoli oraz jeszcze inne, których już nie spamiętam, wymieszane po prostu z odrobiną oliwy i octu balsamicznego stanowiły smakołyk sam w sobie.


A kiedy jeszcze doda się takiej sałatki do pudełka z wytrawnym keksem, doprawionym na indyjską modłę, zagwarantowaną mamy chwilę rozkoszy w czasie przerwy w pracy. Sam keks też najróżniejsze ingrediencje może w sobie skrywać. A to kurczak tikka masala, upieczony dzień wcześniej dopełniony strączkowymi warzywami i drobną kosteczką marchewki, aromatyzowany kolendrą, gorczycą, kurkumą i sezamem, albo i ser kozi z podduszoną na maśle cukinią, hojną garścią koperku i miękkich, słodziutkich pinioli.

Nie wystarczy tego? Dobrze, a co powiedzie na włoskie smaki – pomidorki suszone, mozzarella i parmezan, a do tego oregano i bazylia. Jeszcze więcej potrzeba? Proszę bardzo, oto prowansalska wersja z serem brie, oliwkami i ziołami prowansalskimi, czyli tymiankiem, cząbrem, bazylią, szałwią, oregano, rozmarynem i majerankiem.

Możliwości jest wiele i wiele więcej jeszcze zapewne poznam w czasie kolejnych dni i lunchy przed ekranem monitora, a tymczasem zapraszam na kolejny smakowity pomysł na Gospodarnym Szczęściu – rolowane kanapki, bułeczki z nadzieniem, chleby o wyrazistym smaku.


* nie, nie mam tyle szczęścia, by mieć sosnowe biurko, ale kolor właśnie takie drewno ma przypominać :-)

** o makaronach zamkniętych w pudełku napiszę jeszcze w przyszłości
*** potoczna nazwa dla bazarku „Na Dołku” na rogu Al. KEN i ul. Płaskowickiej, który początkowo mieścił się w zagłębieniu placu. Teraz w tym zagłębieniu stoi wieżowiec, a bazarek jest tuż obok. Nazwa jednak pozostała :-)



Kurczak Tikka Masala II


Składniki:

2 piersi kurczaka

olej z canoli, tylko odrobina do posmarowania naczynia do zapiekania

sól


Marynata:
150 ml greckiego jogurtu
1 łyżka oleju z canoli
2,5 cm korzenia świeżego imbiru, drobno startego
1 ząbek czosnku, posiekany
1 łyżeczka garam masala
szczypta płatków chilli

1 łyżeczka utartych ziaren zielonego i czarnego kardamonu

1 1/2 łyżki soku z cytryny


Przygotowanie:
Wszystkie składniki marynaty wymieszałam w misce. Piersi kurczaka po umyciu i oczyszczeniu, dokładnie osuszyłam i włożyłam do marynaty. Odstawiłam do lodówki na noc (lub min. 1-2 godziny). Przed pieczeniem nagrzałam piekarnik do 230 stopni Celsjusza. Naczynie do zapiekania wysmarowałam cienko olejem. Piersi z kurczaka wyjęłam z marynaty i z grubsza je z niej oczyściłam. Posoliłam z obu stron, ułożyłam w naczyniu do zapiekania i wbiłam termometr w najgrubsze miejsce. Wstawiłam do piekarnika na 10 minut, po tym czasie zmniejszyłam temperaturę do 180 stopni Celsjusza i piekłam do uzyskania ok. 77-78 stopni.
Po tym czasie wyjęłam, odstawiłam na 5 minut, pokroiłam w plastry. Podałam z ryżem, sosem pomidorowo-śmietanowym i sałatką. Resztki użyłam do wytrawnego keksu.

Inny lunchowy pomysł, z oryginalnego przepisu, to zawinięcie takiego kurczaka pokrojonego na paski w tortille razem z zielonym chutney'em i warzywami.

Źródło:
Łatwa kuchnia indyjska


Wytrawny keks


Składniki:

200-250 g niesurowego mięsa lub sera (może być każdy od pleśniowych, przez żółte, od miękkich po twarde)

100-150 g suszonych pomidorów i oliwek lub pokrojonych w małe kawałeczki twardych warzyw (jak marchewka, fasolka, groszek – ten ostatni nie jest krojony)


4 jajka
100 ml wermutu
100 ml oliwy

250 g mąki (zwykle daję mieszankę jasnej lub chlebowej z pełnoziarnistą lub orkiszową)

2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
ziół i przypraw ile dusza zapragnie i jak nam podniebienie podpowie lub innych przypraw w zależności, jakie daję dodatki (orientalnie lub prowansalsko, albo tak swojsko po prostu z koperkiem)

nasiona do posypania po wierzchu (u mnie zwykle sezam jasny lub czarny albo słonecznik)


Przygotowanie: W jednej misce mieszam jajka, wermut i oliwę. W drugiej mąki z proszkiem do pieczenia, solą i przyprawami. Do sypkich dodaję dodatki jak ser/mięso, warzywa/oliwki czy pomidory suszone i mieszam. Suche dodaję do mokrych. Krótko mieszam i wlewam do wyłożonej pergaminem średniej keksówki. Piekę przez 15 minut w 220 stopniach Celsjusza, a potem przez 20-30 minut w 160 stopniach Celsjusza (do suchego patyczka). Z keksówki wyjmuję po jakiś 10 minutach. Studzę na kratce, choć zdarza mi się go podawać jeszcze ciepłego.

Wypróbowane połączenia:

- kurczak tikka masala z marchewką, zieloną fasolką i groszkiem, doprawiony kolendrą, gorczycą, sezamem i kurkumą;
- ser brie z oliwkami i ziołami prowansalskimi;
- mozzarella i parmezan z suszonymi pomidorami doprawione suszoną bazylią i oregano;

- ser kozi z podduszoną cukinią, koperkiem i piniolami


Źródło:
For the body and soul


Na wyjściowy lunchyk doskonałe są także kromeczki z tego
keksu, czy takie burgery (tylko sałatka osobno, bo wszystko rozmaże) :-)


Smacznego.

20 komentarzy:

majka pisze...

Z takimi smakolykami zadna praca nie bylaby mi straszna :) Pysznie sobie zyjecie. A wspolpracownicy musza Ci strasznie zazdroscic takich lanczykow :)

Milego dnia Tili :)

Gospodarna narzeczona pisze...

A tak przyjaźń z pojemniczkami kwitnie. Polecam takie hermetycznie zamyka, nawet zupa ich nie groźna. A ja jako pracownik czasem 24-godzinny zaznajomiona z pojemniczkami od lat i mam wiele doświadczen i przemyśleń i wylanych w torbie zup za sobą.
Tikka masala! Ale czemu nie z przepisu HB? ;-)
Całus z łożka ( ale pojemniczek Panu zapakowałam)

viridianka pisze...

Tili ale sobie dogadzacie! bardzo apetyczne te drugie śniadania (:
a to warzywo zadziwiające, pierwsze widzę i słyszę.

ps w ziołach prowansalskich jest też lawenda - ostatnio o tym przeczytałam (;

arek pisze...

Ten twoj pan salatka to jakis fajny gosc - juz go lubie. :) No i te twje lunche do pracy - super!

Gosia pisze...

Ta przepekla to nie mam pojecia,co to za cudo,wyglada ma extra!!!!musze pogooglowac,zeby znalezc,jak sie to cudo tutaj nazywa...
Noooo,z takim lunchem w torbie to tez bym tak radosnie sobie podspiewywala....hej ho....
Kurczaczka tikka masala bardzo lubie,a ten keksik pieknie sie prezentuje,wiec na pewno tez pyszny....
Pozdrawiam cieplutko :)

cudawianki pisze...

Pana Salatki i pana Ziolko bardzo zazdroszcze, ze tez ja nie mam przyjemnosci ich poznac! A lunch w takiej postaci wyglada swietnie! Zwlaszcza ten keks mnie kusi...

majana pisze...

Fajne propozycje! :)) Podoba mi się zwłaszcza wytrawny keksik, chyba trzeba bedzie kiedyś spróbować:)

Pozdrowienia i gratuluję pracy :)

majana pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
Monika. L pisze...

Super!
Przygotowanie żarełka do pracy to klasa. Strasznie mi się to podoba, a jeszcze przy takim menu....
To ja mogę pracować :)

pozdrawiam
M.

asieja pisze...

o, jak ja lubię te Twoje słowa. czytac i czytac.
i smaki sobie wyobrażac. choc ta dzisiejsza przepękla to jednak niewyobrażalna :-)
ale keks to bardzo bardzo mi się podoba.

Paula pisze...

aż chciałoby się do pracy chodzić :)

Zaytoon pisze...

Gdybym ja takie lanczboksiki sobie fundowała, to już by mi nic więcej do szczęścia nie było potrzebne. No... może prócz takiego Pana Ziółko. Bo na moim targu, to takiego ze świecą szukać...

Pozdrawiam! :)

ptasia pisze...

To te lunche co przygotowujesz rano tak hm, hm, hm ;))) (tu figlarne spojrzenie rzucam)? Bardzo smakowite. A o tej przepękli oczywiście 1sze słyszę, ale wygląda jak zielony jeż.

Karmel-itka. pisze...

wspaniałe przepisy... ten wytrawny keks, wspaniały kurczak... i pomysł na lunch ;] świetny post ;]

KUCHARNIA, Anna-Maria pisze...

Tili, pyszności do pracy zabierasz! A ja zabieram przepis na wytrawny keks, a potem też go sobie do pudełeczka spakuję:)
Pozdrawiam!

kass pisze...

Tili, praca wcale Ci nie przeszkadza w szaleństwach kuchennych, z takimi przekąskami to i żadna praca nie straszna, pozdrawiam!

amarantka pisze...

Tili, aż zamarzyłam, żeby stać się Twoją pracową sąsiadką i mieć biurko zaraz obok Ciebie :)
I jakbyś wyciągała to swoje śniadanie, to robiłabym oczy Kota ze Shreka :) mam nadzieję, że od czasu do czasu coś za swój błagalny wzrok bym dostała... okruszek chociaż :)

zemfiroczka pisze...

Chyba oprócz klubiku maszkaroniarskiego powinnyśmy jeszcze założyć klubik lan(s)czboksiarski ;)))

buruuberii pisze...

Tili, a coz to jest za potwor to warzywo? Nie dziwie Ci sie, ze sie nie kolegujecie, sadzac z jego wygladu nie moze samkowac super :)))

Wiesz, kiedys salatka makaronowa myla moim pracowym lunchem, ze tez nie mozemy teraz tego wdrozyc ponownie...

Usciski!

Tilianara pisze...

Majeczko, i mi żadna nie jest straszna dzięki takiemu zastrzykowi energii :)

Narzeczono, mówisz, że zupa hmmm zastanawiałam się ostatnio jakby tu zupkę ze sobą brać, ale raczej stawiałam na kupno jakowegoś termosu zupnego :)
A tikka masala od HB będzie ... kiedyś :DDD

Viri, lawenda pasuje rzeczywiście doskonale :)

Arku, ja tez go lubię, a jeszcze bardziej jego sałatki :)

Gosiu, wiesz, w programie o indyjskiej kuchni mówili, że przepękla to inaczej gorzki melon. No i myślę, że do długiego duszenia bardziej się nadaje. Aaa, i trzeba go przed użyciem wrzucić do osolonego wrzątku na kilka minutek, by stracił gorycz. Powodzenia w szukaniu :)

Wianuszku, keks jest rewelacyjny. Wermut i oliwa nadają mu wilgoci i wybornego smaku :)

Majanko, koniecznie wypróbuj, będzie Ci smakował :)

Moniko, przygotowanie jedzenia do pracy to jedna z najprzyjemniejszych chwil, można poeksperymentować :)

Asiejko, hihihi, to prawda, ona jest niewyobrażalna :)

Paulo, dzięki :)

Zaytoon, nie tylko lunchboksik, ale jeszcze koniecznie puszka z ciasteczkiem na dobry dzień :)

Ptasiu, a wiesz, ja powiedziałam to samo :)

Karmelitko, dziękuję ślicznie :)

Anno-Mariu, smacznego w takim razie :)

Kass, oj niestety trochę jednak przeszkadza, nie ma tyle czasu na szaleństwa kuchenne co kiedyś, ale za to teraz każda chwila w kuchni jest cenniejsza :)

Amarantko, zapraszam w takim razie :) Obok mnie stoi puste biurko, więc miejsce jest, a ja się lubię dzielić :)

Oczko, obowiązkowo, tym bardziej teraz, gdy nazwa Klubik się zwolniła :) Odezwę się, bo mam śmieszny pomysł :)
Cmok :*

Basieńko, o tak, potwór to dobre określenie, choć myślę jak by go długo udusić w jakimś słodko-ostrym curry to byłby już bardziej oswojony :) A czemu nie? Co Ty sobie na lunche serwujesz?
Buziak :*

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...