poniedziałek, 23 lutego 2009

O chlebie i wodzie ...


... tak żyli skazańcy, a teraz tak żyję ja ... skazana na ból i otępienie, walcząca z rwą kulszową i koszmarem ucisku kręgosłupa na nerwy ... dziękuję Wam wszystkim za odwiedziny w mojej wirtualnej kuchni, ale chwilowo nie mogę w niej zbyt aktywnie uczestniczyć ... zresztą w tej rzeczywistej kuchni też nie ...

... za to kromka wspaniałego chleba i woda dodają mi sił w tym chorobowym zmaganiu, wierni towarzysze mojej niedoli, mąż i kotka Briczolla dodają mi otuchy, a ukochana rodzina wspiera pomocą i tabliczką czekolady na osłodę smutków w niedoli ...

... mam nadzieję, że już niedługo powrócę, by podzielić się z Wami wspaniałym weekendem spędzonym na kulinarno-zakupowych szaleństwach z Umalowanym Oczkiem i Makaronową Eksperymentatorką oraz by poznawać nowe, wspaniałe kulinarne dokonania w sąsiednich wirtualnych kuchniach, ale póki mój kręgosłup znów nie wróci na swoje miejsce będę z Wami tylko duchem ...


Do zobaczenia.

czwartek, 19 lutego 2009

Krótkie migawki ... Tłusty Czwartek.


Korzystając z chwilowego dobrodziejstwa dostępu do internetu, upojona zapachem i smakiem cudownych
znikających bułeczek, które z powodzeniem zastąpią nam dzisiejsze pączkowe szaleństwo mogę pokazać wam krótkie migawki z efektów prac wczorajszego wieczora i pieczenia dzisiejszego ranka. Ciasto na lekkie, puszyste i doskonale aromatyczne buchty w poczwórnej porcji zagniatałam wczorajszego wieczora ...

Och, co to była za praca ... dość powiedzieć, że mięśnie moich ramion trochę sobie poćwiczyły. Ale nic to! jak mawiał Mały Rycerz.
Kiedy ciasto wyrosło, zręczne i szybkie nasze dłonie lepiły malutkie kuleczki ze słodką niespodzianką w środku, które potem po spokojnie spędzonej nocy w chłodzie lodówki, wpadły wprost w stęskniony żar piekarnika.

Wraz z pierwszymi promieniami słońca
z pieca wyjęłam ogromną blachę słodkich bułeczek z powidłami, która po lekkim przestudzeniu pojechała z mężem do pracy. A kiedy jeszcze obłoki cytrynowych i słodkich aromatów unosiły się pod sufitem, budząc mnie w ten leniwy poranek w piekarniku dochodziły dwie mniejsze mniejsze, ale równie wyborne porcje tych słodkich wypieków, w sam raz dla rodzinki.

Zapraszam więc na nasz tłusty czwartek.


Smacznego.


poniedziałek, 16 lutego 2009

Krótkie rozstanie, czyli Tilia offline.


Ponieważ przez kilka dni nie będę miała dostępu do globalnej sieci, a tym samym i do naszych wspaniałych książek kucharskich, tedy na to krótkie rozstanie prezentuję Wam wyborny i domowy obiad. Aromatycznie od szałwii, słodko od moreli, tłusto i prosto, ale i wiejsko, domowo było u nas kilka dni temu, gdy na targu dostałam wspaniałe, grube plastry schabu, a na stoisku obok zapachniał mi pęczek szałwii. Wystarczyło tylko kupić ziemniaki, pomidory jako tęsknotę do lata, bawola mozzarella już czekała w domu, by wraz z sokiem z limonki stworzyć wspaniały posiłek ... costolette di maiale con salvia ... jak można nie kochać tego języka ... muszę się go kiedyś nauczyć.

A tymczasem smacznego Wam życzę w czasie naszego krótkiego rozstania.



Kotlety wieprzowe z szałwią
(4 porcje)

Składniki:
50 g masła (ja użyłam masła już wcześniej doprawionego sokiem z limonki, tymiankiem, pietruszką, chili - przepis znajdziecie tutaj)
24 liście szałwii (ja użyłam całą doniczkę szałwii i dodałam ok. 1/3 doniczki tymianku)
1 główka czosnku (3-4 obrane, reszta w łupinkach)
4 plasterki prosciutto (pominęłam)
4 suszone morele (ja użyłam 6)
4 grube kotlety wieprzowe z kostką (ja użyłam bez kostki)
6 grubych plasterków pancetty/boczku wędzonego (najlepiej grubości 1 cm) lub 200 g wędzonej słoniny (ja dałam 10 dag wędzonego boczku, pokrojonego w cienkie plastry)
1 kg ziemniaków, obranych i pokrojonych w kostkę (ja użyłam mniej)
oliwa

Przygotowanie: W misce blendera połączyłam masło, posiekane morele, posiekane zioła (szałwii zostawiłam ok. 1/3 doniczki do ziemniaków i kilka listków do dekoracji) oraz 3-4 ząbki czosnku. Doprawione masło włożyłam do zamrażalki. Ziemniaki obrałam i pokroiłam w dużą kostkę. Obgotowałam je w osolonym wrzątku przez 3-4 minuty, odcedziłam i odstawiłam do przestygnięcia. Naczynie do zapiekania posmarowałam cienko oliwą i wyłożyłam cienko pokrojonym wędzonym boczkiem. Na tym ułożyłam ziemniaki, które posypałam resztą posiekanej szałwii, nieobranymi ząbkami czosnku i skropiłam oliwą. Nagrzałam piekarnik do 220 stopni Celsiusa. Włożyłam do nagrzanego piekarnika naczynie z ziemniakami i boczkiem. W tym czasie oczyściłam kotlety z nadmiaru tłuszczu i z boku wycięłam w nich kieszonki, w które wkładałam po dużym kawałku masła (powinnam była dodać też prosciutto do masła, ale niestety nie udało się mi go dostać). Kotlety posoliłam i popieprzyłam z obu stron. Po 10 minutach od włożenia ziemniaków do piekarnika zaczęłam obsmażać kotlety na rozgrzanej patelni z odrobiną oliwy (tak czy siak trochę masła wycieknie). Smażyłam je ok. 10 minut, do zarumienienia. Wyjęłam naczynie z ziemniakami z piekarnika i ułożyłam na nich kotlety. Piekłam jeszcze ok. 10-15 minut (zależnie od wielkości kotletów, ja piekłam 10 minut). Na ostatnie 3-4 minuty włożyłam do naczynia po pomidorze alla hasselbacken. Podałam w naczyniu, w którym się piekło i dopiero na stole układałam indywidualne porcje.

Źródło: Jamie Oliver "Włoska wyprawa Jamiego"

Pomidory alla hasselbacken
(4 porcje)

Składniki:
4 duże i foremne pomidory, twardawe
2 kulki mozzarelli di bufala
sól i pieprz
sok z 1 limonki

Przygotowanie: Każdego pomidora ponacinałam, tak aby utworzyć coś na kształt połączonych ze sobą karteczek. Kulki mozzarelli przecięłam wzdłuż na pół i potem na plasterki, tyle ile zrobiłam nacięć na pomidorze. Ser włożyłam w nacięcia, posoliłam i popieprzyłam. Danie można podawać od razu polane sokiem z limonki, albo zapiec kilka minut (do początkowego roztapiania sera) w piekarniku i polać sokiem z limonki dopiero tuż przed podaniem.

Smacznego.

piątek, 13 lutego 2009

Zapomniane ciasto.


Wypatrzyłam je na początku grudnia u Ptasi. Ogromnie mi się spodobało zarówno ze względu na wielość bakalii, jak i element niecierpliwego oczekiwania na konsumpcję, prawie jak na prezenty pod choinką. Postanowiłam je upiec i jak zdecydowałam tak też uczyniłam, ale ...

... najpierw zapomniałam odebrać zamówione bakalie na bazarze, potem sprzedawczyni zapomniała o koryntkach, ale gdy już te przeciwności zostały pokonane, uzbrojona w pełną miskę namoczonych (o czym też z początku zapomniałam) bakalii zabrałam się za pieczenie i ...

... nie nie zapomniałam o cieście w piekarniku. Wyjęłam gorące i aromatyczne ciasto, oblałam je gorzkim, migdałowym amaretto i zawinęłam w folię. Gdy na drugi dzień zmieniłam folię aluminiową na spożywczą, a całość zawinęłam w ściereczkę tym razem z pełną premedytacją zapomniałam o cieście, spokojnie leżakującym sobie w cudownej spiżarce, własnoręcznie zrobionej przez męża ...

... i tak minął tydzień i drugi i trzeci, czwarty i piąty i ... znów zapomniałam. Na swoją obronę mogę jedynie powiedzieć, że początek stycznia był zwariowany od spotkań, różnych spraw i nowości i dopiero gdy choroba całkowicie mnie zmogła, tak że przez kilka dni nawet sił na myślenie o gotowaniu nie miałam w mojej pamięci ożyło wspomnienie leżakującego w szafce ciasta. Odwinęłam je ze ściereczki, z folii i zrosiłam porządną porcją amaretto ...

... ale to było dobre, warte grzechu i zapomnienia się w nieziemskiej rozkoszy bogactwa bakalii, wilgotnego ciasta cieszącego chory nos silnymi aromatami wprost spod choinki, z wigilijnego stołu ...

... teraz już wiem, że o tym cieście nie zapomnę gdy będą zbliżały się kolejne święta :-)


Christmas Cake - brytyjskie ciasto świąteczne

Składniki:
700 g sułtanek
225 g rodzynek
110 g koryntek
110 g kandyzowanych wiśni (ale można też użyć suszonych)
110 g kandyzowanych skórek cytrusowych (użyłam pomarańczowej)
120 ml brandy/rumu (ja użyłam brandy)
225 g miękkiego masła
195 g brązowego cukru
1 łyżeczka otartej skórki pomarańczowej
1 łyżeczka otartej skórki cytrynowej
4 duże jajka
2 łyżki marmolady (ja dałam domową pomarańczowo-dyniową)
1 łyżeczka esencji migdałowej (ja dałam amaretto)
350 g mąki
1 łyżeczka przypraw korzennych (dałam przyprawę do piernika Kotanyi)
1/4 łyżeczki cynamonu
1/4 łyżeczki gałki muszkatołowej
szczypta soli

Przygotowanie: Wszystkie bakalie namoczyłam przez noc w misce z brandy. Na drugi dzień mikserem utarłam cukier z miękkim masłem i nie przestając miksować dodałam starte skórki i po jajku, następnie marmoladę, a potem na przemian mąkę zmieszaną z przyprawami i solą oraz namoczone bakalie. Na koniec dodałam amaretto. Tortownicę o średnicy 23-24 cm. wyłożyłam podwójnie pergaminem do pieczenia (zarówno dno jak i boki), z wystającym kołnierzem ponad krawędź tortownicy. Można również owinąć formę na zewnątrz dla pewności, ale ja tak nie zrobiłam. Ciasto włożyłam do nagrzanego piekarnika do 150 stopni i piekłam przez 3-3 1/2 godziny (jeśli zacznie zbytnio brązowieć należy przykryć je folią aluminiową i dopiekać pod nią). Po 3 godzinach sprawdziłam patyczkiem (u mnie wystarczyło tylko 3 godziny). Od razu po wyjęciu z piekarnika polałam po wierzchu kilkoma łyżkami amaretto (można brandy lub innym alkoholem) i natychmiast owinęłam w folię aluminiową. Para jaka się wytworzy ma zapewnić miękkość ciasta. Pozostawiłam do całkowitego ostygnięcia (u mnie to było na kilkanaście godzin, do następnego dnia) i dopiero wtedy odwinęłam z folii, zawinęłam ponownie bardzo szczelnie w folię spożywczą tym razem (kilka mocno na siebie nachodzących warstw, tak samo zrobiłam wcześniej z folią aluminiową). Ciasto zawinięte w folię spożywczą, owinęłam ściereczkę i schowałam do spiżarki - teoretycznie na 4-5 tygodni, ale ja o nim zapomniałam i przypomniałam sobie dopiero po ok. 7-8 tygodniach. Można je co jakiś czas podlewać alkoholem, ale ja zrobiłam to tylko raz, na kilka godzin przed konsumpcją polałam je 2-3 łyżkami amaretto.

Źródło: Blog Ptasi "Coś niecoś".

Smacznego.

czwartek, 12 lutego 2009

Da mihi factum, dabo tibi ius.


Kiedy kilka lat temu studiowałam jeszcze prawo, była to moja ulubiona sentencja łacińska - daj mi fakty, a ja dam czy raczej przyznam Ci prawo, innymi słowy udowodnij, a ja wymierzę sprawiedliwość. Jak zabawnie jest, gdy coś tak oderwanego od kulinarnych stron życia jak łacińskie prawidło, napotykamy właśnie w kuchni. Gdyż to właśnie ten sam schemat logiczny nasuwa się na myśl, gdy zagniatamy kruche czy półkruche ciasta. Ze składników, które z początku nie wiele mają ze sobą wspólnego, nie chcą się łączyć w żadną całość, powoli, pod wpływem pracy naszych rąk, naszej determinacji i cierpliwości powstaje gładkie i spoiste ciasto, powstaje całość.


Kiedy sięgam pamięcią do pierwszego roku moich studiów, nie mogę nie pamiętać siadania przed wydziałem z kserówkami do historii Polski czy z kazusami z prawa rzymskiego, dyskusji nad testamentem i wydziedziczeniem, ale nie mogę też zapomnieć tych kilku wizyt w "Czułym Barbarzyńcy" z szarlotką na talerzyku, koleżanką i ploteczkami wydziałowymi albo i sama w przerwie między jednym wykładem a ćwiczeniami z notatkami czy gazetką na kolanach.


Kiedy wczoraj przeczytałam u Ani o wizycie w Czułym, o Aktiviście, powróciły przyjemne wspomnienia i powstała chęć by trochę je przybliżyć, znów posmakować tego słońca prażącego nas na murku, tych kręgli w podziemiach wydziału czy właśnie tej wspaniałej szarlotki. Nie pamiętałam już jaką formę miało to ciasto, nie pamiętałam zestawu smaków, ale pamiętałam kwaskowatość jabłek i rodzynki, więc to z nich uczyniłam mojego przewodnika. Doprawiłam moje wspominki teraźniejszymi smakami i gdy po wieczornym wypadzie po zakupy, uzbrojeni w pudełko pysznych lodów waniliowych Movenpicka wróciliśmy do domu, mogliśmy rozkoszować się wybornym, kruchym ciastem, kwaskowatymi i mocno aromatycznymi jabłkami, wspomnieniami ...

Kiedy ...

Superkrucha szarlotka

Składniki:
300g mąki
2-3 łyżki zmiksowanych migdałów
1/2 szklanki cukru (pół na pół własny waniliowy drobny i brązowy)
200 g masła
10g świeżych drożdży
1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
3 żółtka

1 kg jabłek szara reneta
1 łyżka cynamonu
1/2-3/4 łyżki kardamonu
1 łyżka cukru waniliowego
ok. 2 cm startego zamrożonego imbiru
garść wiórek kokosowych
2 garście rodzynek sułtanek

Przygotowanie: Piekarnik nagrzałam do 190 stopni Celsjusza. Z mąki, migdałów, cukru, masła, drożdży, proszku do pieczenia i żółtek zagniotłam ciasto. 1/3 ciasta od razu włożyłam do zamrażalnika (do pół godziny) a w tym czasie przygotowałam resztę ciasta, tzn. 2/3 ciasta wyłożyłam na blachę (wielkości 24 cm x 24 cm) i podpiekłam przez 10-15 minut. W tym czasie starłam jabłka na tarce, doprawiłam je dużą ilością cynamonu, niewiele mniejszą ilością kardamonu, wiórkami kokosowymi, imbirem i rodzynkami sułtankami. Na podpieczony i lekko przestudzony spód (tak, by całość przygotowań nie zajęła wiecej niż 30 minut leżakowania 1/3 ciasta w zamrażalniku) wyłożyłam doprawione jabłka i na tarce o grubych oczkach starłam zamrożone ciasto, równomiernie je rozkładając. Wstawiłam do piekarnika i piekłam ok. 40-50 minut. U mnie powinnam była pod koniec pieczenia położyć na cieście folię aluminiową, by się za bardzo nie zbrązowiło ciasto, ale jeśli ktoś woli ciemniejszą szarlotkę, to można to pominąć.

Źródło: Blog Majanki "Majanowe pieczenie"

Smacznego.

środa, 11 lutego 2009

Doskonały zawsze i wszędzie.


Ostatnimi czasy powoli coraz lepiej poznaję swoje gusta, co do smaku chleba. Lubię gdy miąższ jest wilgotny, lekko dziurkowany, o rozpływającej się pod językiem strukturze i chrupkiej, lekko skarmelizowanej skórce, o smaku z dodatkiem żyta, ale o subtelności jaką daje pszenna mąka, o aromacie nie przytłaczającym, dopełniającym.


Trafiłam na kilka chlebów, które na stałe już wpisały się na listę moich ulubionych wypieków, a teraz trafiłam na kolejne wspaniałe pieczywo. Z dodatkiem ziemniaków, lekko kwaskowaty chleb, łatwy w przygotowaniu, wspomożony drożdżami, których ilość jednak można zmniejszać. Idealny jeśli chodzi o zachowanie świeżości i przyjemny, pszenno-żytni smak oraz uciekający spod języka aromat kminku.


Doskonały chleb, gdy za oknem szarość, w sercu smutek, a w duszy tęsknota ... ale doskonały też, gdy pierwsze wiosenne promyki przedzierają się, oświetlając bure wciąż ulice, a w pobliskim parku pierwsze ptaki zaczynają swoje przedwiosenne trele ... doskonały zawsze i wszędzie.

Chleb węgierski na zakwasie

Składniki:
450 g zakwasu żytniego
200 g wody
3 łyżeczki suszonych drożdży (ja dałam 2 łyżeczki drożdży instant, ale myślę, że ilość tą można znacznie zmniejszyć, wydłużając czasy rośnięcia)
1 łyżeczka cukru (ja dałam miód wielokwiatowy)
450 g mąki pszennej chlebowej (ja dałam 1/3 mąki żytniej chlebowej, 2/3 mąki pszennej chlebowej)
3 płaskie łyżeczki soli morskiej (jeśli kamienna, dajemy mniej) (ja dałam 2 łyżeczki soli kamiennej, ale myślę, że wystarczyło by 1 1/2 łyżeczki)
150 g ugotowanych ziemniaków przeciśniętych przez praskę (ja dałam ok. 110 g)
1 łyżka kminku (ja dałam 1 łyżeczkę)

Składniki: W dużej misce wymieszałam wszystkie składniki w podanej kolejności. Zagniotłam ciasto (można to zrobić mikserem z hakiem). Ciasto było luźne i lepiące. Odstawiłam do podrośnięcia na 30 minut. Po tym czasie przełożyłam do keksówki nasmarowanej oliwą, przykryłam folią i odstawiłam do podwojenia objętości (zajęło mi to ok. 2 godzin, ale Liska pisała o 3 godzinach). Piekłam w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza przez ok. 45-55 minut, do czasu aż chleb popukany od spodu wydał głuchy odgłos. Przed pokrojeniem całkowicie wystudziłam bochenek.

Źródło: Pracownia Wypieków Liski.

Smacznego.

poniedziałek, 9 lutego 2009

Magdalenki od Magdalenki dla Magdalenki.


Ostatnio na urodziny mamy postanowiłam wypróbować przepis, którego forma szczególnie mnie pociągała. Smaczne ciasteczka, tym razem w dwóch odsłonach - kokosowo-kakaowe oraz miodowo-kwiatowe. Delikatne w konsystencji, a w smaku prawie jak ociekające syropem baklawy stały się moim ulubionym typem, ale rodzince bardziej nawet smakowały te o aromatach kokosu, z lekką nutą amaretto, pokolorowane kakao. Nie ich smak, choć wspaniały, tak mnie jednak pociągał. Była to ich forma - drobnych muszelek o wdzięcznej nazwie ... magdalenek ... i tak powstały magdalenki od Magdalenki dla Magdalenki.


A teraz kilka dla innej majanowej Magdalenki ze słodkimi buziaczkami na dobry humorek i miły tydzień :-)


Magdalenki alla baklava

Składniki:
80 g drobnego cukru
3 łyżki miodu
3 jajka (ich nie było w przepisie, ale myślę, że to tylko przeoczenie)
1 łyżka wody z kwiatu pomarańczy
1 łyżka wody różanej
70 g roztopionego masła
105 g mąki pszennej
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 czubate łyżki posiekanych pistacji

Przygotowanie: Mikserem utarłam jajka, cukier, miód, obie wody przez ok. 3 minut. Dodałam mąkę i proszek do pieczenia. Zmiksowałam. Dodałam pistacje. Wymieszałam. Nalewałam masę do nasmarowanych roztopionym masłem foremek, tak by muszelka nie była pełna. Piekłam w piekarniku nagrzanym do 210 stopni Celsjusza przez 10-12 minut.

Źródło: Blog Curry leaves and other stories.

Kokosowe magdalenki

Składniki:
115 g masła, roztopionego, wystudzonego
3 duże jajka
pół szklanki cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
1 szklanka mąki
1/4 szklanki mąki ziemniaczanej (ja dałam amarantusową, ale myślę, że jest zbędna w ogóle, bo przez dodatkowy dodatek mąki, masa na ciastka robi się bardziej gęsta)
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1/3 szklanki wiórków kokosowych
1 łyżka Malibu (opcjonalnie) (ja dałam amaretto)
(ja dodałam 1 łyżkę kakao)

Przygotowanie: Mikserem ubiłam całe jajka, cukier, wanilię przez 3 minuty, aż masa stała się jasna i gładka. Dodałam masło i znów zmiksowałam. Wsypałam mąki, proszek do pieczenia, sól, amaretto i kakao. Wszystko szybko zmiksowałam, do dokładnego połączenia składników. Wsypałam wiórki i wymieszałam. Masę nakładałam do nasmarowanych roztopionym masłem foremek, tak, by muszelka była nie do końca pełna. Piekłam w temperaturze 180 stopni Celsjusza przez 10 - 12 minut. Studziłam na kratce.

Źródło: Blog Dorotus "Moje wypieki"

Smacznego.

Ole!


Dania jednogarnkowe, wyśmienite na czas choroby, lenistwa, albo właśnie dlatego że je lubimy. Zwykle duszone razem różne składniki, tworzą zupełnie inną, czasem nieoczekiwaną całość. Tym razem, delikatna i neutralna w smaku pierś kurczaka, przyjęła ostrawy smak czosnku, słodycz cebuli i papryk. Nie na tym jednak zakończyły się te amory. Słodkie pomidory i korzenny wermut, razem z pikantną chorizo i słodką papryczką, dały w garnku piękny koncert kolorów, aromatów i smaków. Jeszcze duża garść czarnych oliwek i zielony spokój natki pietruszki i przed oczami mieliśmy nie talerz z paprykowym gulaszem, ale hiszpański pejzaż z okrzykiem "Ole!" w tle.


Kurczak po hiszpańsku

Składniki:
2 łyżki oliwy z oliwek
2 całe piersi kurczaka (oryginalnie 8 udek kurczaka bez kości)
2 średnie cebule czerwone
3 ząbki czosnku (oryginalnie 1)
2 duże czerwone papryki (oryginalnie 1)
2 duże żółte papryki (oryginalnie 1)
1 puszka pomidorów, krojonych (400g)
1 kartonik passaty pomidorowej (oryginalnie bez tego składnika, ale ja chciałam uzyskać płynny sos)
100 ml półwytrawnego wermutu (oryginalnie 150 ml wytrawnego białego wina)
2 łyżki słodkiej papryki (oryginalnie 1 łyżka)
200 g kiełbasy chorizo (oryginalnie 75 g)
1 szklanka wydrylowanych czarnych oliwek, pokrojonych w plasterki (oryginalnie 25 g)
sól i czarny pieprz (IMO nie potrzeba soli, bo z kiełbasy jest jej wystarczająco dużo)
natka pietruszki do przybrania
bułka do podania

Przygotowanie: W dużym garnku stopniowo podsmażyłam kurczaka (gdy obsmażyłam jedną partię, wyjmowałam ją na talerzyk i podsmażałam drugą). W tym czasie pokroiłam w paski cebule, papryki i czosnek w cienkie płatki (można też go sprasować). Gdy już cały kurczak był obsmażony, wrzuciłam go do garnka i dodałam czosnek, mieszając przesmażyłam wszystko ok. 1-2 minut. Dorzuciłam cebule z papryką i smażyłam do czasu, aż wszystkie warzywa zmiękły. W tym czasie zdjęłam osłonkę z kiełbasy i pokroiłam ją w grube plastry. Chorizo wraz z pomidorami, passatą, wermutem i papryką w proszku dorzuciłam do garnka. Wymieszałam i zostawiłam do gotowania na ok. 20 minut. Gdy danie było gotowe, sprawdziłam smak i dodałam pieprzu oraz oliwek. Moim zdaniem soli nie trzeba do niego dodawać, tym bardziej, że jeszcze oliwki trochę to danie zasolą. Na talerzach już udekorowałam pietruszką i podałam z bułką (niestety nie własnego wypieku).

Źródło: "Gotowe w 30 minut. 300 pysznych dań na każdą okazję" wydawnictwa Reader's Digest, Warszawa 2002.

Smacznego.

niedziela, 8 lutego 2009

Magia natury i jej przemian ... wolność i swoboda.


Miękkie, wilgotne, aromatyczne, kryjące w sobie żurawinowe niespodzianki, oblepione gęstym pomidorowym, lekko kwaskowatym sosem, o mocnym aromacie kardamonu, podane na kremowym ziemniaczanym puree lub z pysznie upieczonymi ziemniakami, z nacięciami w sam raz na dowolne sosy, masło czy nawet tylko na lekką ziołową posypkę ... o czym mowa - oczywiście o koettbullarach, tradycyjnych klopsikach spotykanych bardzo często w kuchni skandynawskiej.


Są prawie jak flagowy okręt dla mięsnych dań, od razu rozpoznawalnym symbolem kuchni dalekiej i mroźnej północy. Podawane z sosem mięsno-pomidorowym lub tylko pomidorowym, dopełnione żurawiną, w towarzystwie gotowanych warzyw, surówek i oczywiście ... ziemniaków. Zwykle gotowane w wodzie lub pieczone hasselbacken, ale i w wersji z kopytkami je widziałam, czy z pieczonymi lub smażonymi frytkami. Dowolność jest tutaj nie tylko dozwolona, ale i przyjemnie wskazana. Nie ograniczają nas żadne zasady, nakazy i przykazy. Nie potrzeba żadnego dekalogu, a tylko chęci i apetyt. Nasze podniebienie i nos winny być jedynym doradcą, czy stworzymy bardziej wykwintne danie czy bardziej swojskie, codzienne, wygodne.


Raz podane na naszym stole koettbullary z delikatnym puree, fantazyjnie ułożone na talerzu były wykwintnym posiłkiem, by już na drugi dzień zawitać w bardziej swojskiej wersji podpieczone z sosem w piekarniku w otoczeniu pysznych i chrupkich hasselbackenów. To właśnie swoboda i wolność jest tym co najbardziej urzeka mnie kuchni krajów skandynawskich - przeniesienie olbrzymich wolnych obszarów na tryb życia i sposób jedzenia, magia natury i jej przemian.

Koettbullar

Składniki:
50 dag mieszanego mięsa mielonego (ja dałam z indyka)
1 bułka
1 jajko
50 ml. kwaśnej śmietany
200 ml mleka
1 cebula
1 łyżka posiekanej natki pietruszki
1 łyżka posiekanej natki kolendry
1 łyżeczka ziaren kolendry, utartych w moździerzu
1 łyżeczka startego imbiru
garść suszonej żurawiny
2 łyżki bułki tartej
sól i pieprz
oliwa i/lub masło

Sos:
1 łyżka oliwy
1 cebula
200 ml białego wytrawnego wina
450 g sosu pomidorowego
2 łyżeczki cukru brązowego
1 łyżeczka mielonego kardamonu
2 łyżeczki musztardy
garść posiekanej natki pietruszki
garść posiekanej natki kolendry

korzenna żurawina

Przygotowanie: Najpierw przygotowałam sos. Posiekaną cebulę zeszkliłam na oliwie, zalałam winem i doprowadziłam do wrzenia. Wlałam sos pomidorowy i zmniejszyłam ogień do najmniejszego. Gotowałam bez przykrycia przez ok. 20-30 minut, by odparowując zagęścić sos. Przed podaniem podgrzałam go, doprawiłam cukrem, kardamonem, musztardą i ziołami.
Bułkę namoczyłam w mleku. Mięso zagniotłam z przyprawami, ziołami i posiekaną cebulą. Połowę mięsa przełożyłam do miksera, dodałam nieodciśniętą bułkę, śmietanę i jajko i zmiksowałam na gładki krem. Połączyłam z resztą mięsa, dodałam suszoną żurawinę i bułkę tartą. W dużym garnku (5l) zagotowałam wodę (osoliłam ją w momencie zawrzenia, tuż przed wrzucaniem klopsików). Ponieważ masa była dosyć luźna formowałam kuleczki dwoma łyżkami (można też rękami maczanymi w zimnej wodzie) i układałam je na deskach do krojenia. Kuleczki powinny mieć wielkość orzecha włoskiego, ale ja robiłam je większe i wyszło mi ok. 25 sztuk. Wrzucałam łyżką po klopsiku do wrzącej wody, tak by na dnie leżała pojedyncza warstwa (gotowałam na dwa razy, by ugotować wszystkie). Gotowałam klopsiki przez 30 minut (po kilku minutach powinny wypłynąć na wierzch). Ugotowane klopsiki wyjęłam do miski i zostawiłam na 15 minut. W tym czasie doprowadziłam wodę do wrzenia i wrzuciłam kolejną partię do gotowania. Przed podaniem klopsiki zrumieniłam na patelni z rozgrzaną oliwą i masłem lub podgrzałam w piekarniku obtoczone w gęstym sosie pomidorowym. Podałam z domową żurawiną, sosem pomidorowym i ziemniakami - albo puree albo ziemniakami hasselbacken.

Ziemniaki Hasselbacken

Składniki:
ziemniaki, ważne by były podobnych wielkości i w miarę kształtne
oliwa
sól i pieprz
masło

Przygotowanie: Umyte i obrane ziemniaki kładłam na drewnianej łyżce i ostrym nożem nacinałam je, nie dochodząc do końca, tak by brzegi łyżki były dodatkowymi ogranicznikami. W misce posoliłam i popieprzyłam ziemniaki, polałam łyżką oliwy i dokładnie wymieszałam, tak by wszystkie ziemniaki były posmarowane oliwą z solą i pieprzem. Ułożyłam w nasmarowanej masłem brytfance i piekłam przez około godzinę w piekarniku nagrzanym do 210 stopni Celsjusza.

Smacznego.

Tydzień Skandynawski 02-08.02.2009

sobota, 7 lutego 2009

Weekendowa Piekarnia #18 - Delikatny chleb pszenno żytni.


W kolejnej edycji Weekendowej Piekarni piekłyśmy chlebek zaproponowany nam przez Mirabelkę. Chlebek jest bardzo smaczny, ogromnie łatwy w przygotowaniu, choć według mnie ma znaczącą, praktyczną wadę - bardzo się kruszy. Z początku myślałam, że to wina mojego piekarnika, którego kapryśność powoli staje się moim najgorszym, sennym koszmarem. Jednak tym razem to nie piekarnik, tylko raczej przepis. Jak wydaje mi się słusznie zauważyła jego autorka w jednym z komentarzy, dodatek zakwasu prawdopodobnie wpłynąłby pozytywnie na strukturę tego chleba.

Niezależnie jednak od jego kruchości, jest rzeczywiście taki jak zapowiada jego nazwa - delikatny, w moim przypadku aromatycznie kminkowy, posypany sezamem był dla nas dzisiaj bardzo smacznym śniadaniem.

Delikatny pszenno-żytni chleb na zaczynie drożdżowym

Namaczanka (ok. 400 g):
170 g mąka żytnia razowa (typ 2000)
55 g mąka pszenna razowa (typ 2000)
0,5 łyżeczki soli
ok. 170 g jogurtu lub maślanki (ilość zależna od grubości i wilgotności mąki)

Przygotowanie namaczanki: Wymieszałam wszystkie składniki, tak że utworzyła się zwarta i wilgotna kula. Włożyłam do miski,, przykryłam ją folią i odstawiłam na 12-24 godzin.

Zaczyn drożdżowy (biga) (ok. 370 g):
225 g mąka pszenna chlebowa o dużej zawartości białka (typ 550, 650 lub 750)
1/4 łyżeczki drożdży instant
140 g letniej wody

Przygotowanie zaczynu: Składniki zaczynu wymieszałam do połączenie i odłożyłam na 5 minut. Po tym czasie zagniotłam ciasto (można wilgotnymi dłońmi) i odłożyłam do miski pod przykryciem z folii. Zostawiłam tak na ok. 30 minut, a potem na 6-8 godzin. Wyjęłam na 2 godziny przed dodaniem do chleba. Bigę można przechowywać w lodówce do 3 dni.

Ciasto właściwe (ok. 825 g):
400 g namoczone składniki jw.
370 g cały zaczyn jw.
30 g mąka żytnia razowa
0,5 łyżeczki soli
2 i 1/4 łyżeczki drożdży instant (ja dałam 2 łyżeczki)
1, 5 łyżeczki melasy
1 łyżeczka brązowego cukru
1 łyżka oleju (opcjonalnie)
1 łyżki kminku lub innych ziół (opcjonalnie)

Przygotowanie: Zaczyn i namaczankę rozdrobniłam w palcach, dodałam resztę składników i wyrobiłam ciasto. Było zwarte, choć trochę lepkie. Trzymało jednak kształt. Ciasto włożyłam do miski nasmarowanej olejem i odstawiłam na ok. 1 godzinę do podwojenia objętości. Odgazowałam, uformowałam owalny bochenek i włożyłam go do średniej keksówki nasmarowanej oliwą. Odsatwiłam do rośnięcia na ok. 1 1/2 godziny (według przepisu powinno być ok. 1 godziny, ale mi po tym czasie nie podwoiło jeszcze objętości). Piekarnik nagrzałam do 220 stopni Celsjusza. Włożyłam bochenek do piekarnika, naparowałam i obniżyłam temperaturę do 180 stopni. Piec ok. 40-50 minut (można obrócić bochenek o 180 stopni, żeby przypiekł się równomiernie).

U mnie niestety temperatura w piekarniku nagle z 220 stopni spadła do 100 stopni i potem powoli ruszyła do góry. Chlebek piekłam ok. 10 minut dłużej (do czasu aż popukany od spodu wydał głuchy odgłos), a i tak po wystudzeniu i przekrojeniu był dosyć mokry i oblepiający podniebienie.

Chleb zainspirowany przepisem Petera Reinharta z książki „ Whole grain Breads”

Smacznego.

WeekendowaPiekarnia

piątek, 6 lutego 2009

Uczucia mieszane.


Pane Pugliese di Grano Duro tipo Altamura ... chlebek ten pociągał mnie już od pewnego czasu. Od kiedy Ela zaproponowała go w jednej z edycji Weekendowych Piekarni, chodził za mną krok w krok. Na drodze stała jednak cała masa przeszkód. Najpierw obawy przed pieczeniem pieczywa. Chleb ten wydał mi się taki skomplikowany, zupełnie nie dla mnie. Potem jeszcze dostanie semoliny. A gdy już trochę doświadczenia zaczęłam zdobywać i oswajać domową piekarnię i semolina w woreczku leżała w spiżarce powstawały kolejne przeszkody ... święta, choroby, wyjazdy ...

Jednak co się odwlecze, to nie uciecze. I tak mam go teraz w domu ... Pane Pugliese di Grano Duro tipo Altamura ... a jakie wrażenia? Muszę się przyznać, że w pierwszej chwili byłam ogromnie rozczarowana, choć mój mąż był zachwycony jego smakiem. Dla mnie jednak był zbyt gorzki. Stopniowo jednak ten chlebek zjednywał sobie drogę do mojego podniebienia. Jego gorzkawy posmak przynosi trochę na myśl goryczkę piwa, a kiedy położymy na nim żółty ser i do kompletu zapieczemy, wtedy lekko maślany smak sera w połączeniu z goryczką chleba gra całkiem przyjemne melodie.

Niestety chlebek ten ma jeszcze jedną wadę. Bardzo szybko traci świeżość. I tak, gdy już zaczęłam się do niego przekonywać, on rankiem trzeciego dnia powitał mnie zupełnie suchy i o nieprzyjemnie zintensyfikowanej goryczy. Przyszło mi więc dokarmić okoliczne ptaszki i pomyśleć jak na przyszłość zmodyfikować recepturę, która wykorzystuje tą zdrową mąkę, jaką jest semolina. Tak by chlebek nie budził już uczuć mieszanych.


Pane Pugliese di Grano Duro typu z Altamury

Biga:
- 120 g semoliny
- 80 g wody
- 2 g drożdży świeżych

Przygotowanie bigi: Wszystkie składniki dobrze wymieszałam i odstawiłam na 18-24 godzin.

Ciasto właściwe:
- 1 kg semoliny (ja użyłam 600 g semoliny i 400 g mąki pszennej chlebowej typ 750)
- 600g wody
- 20g drożdży świeżych
- 20g soli

Przygotowanie: W misce rozpuściłam bigę i drożdże w w 300g wody. Dodałam 1/3 mąki i sól zaczęłam wyrabiać ciasto, energicznie zdejmując je ze ścianek miski i rzucając o dno. Małymi partiami dodawałam na zmianę mąkę i wodę, a gdy było już wystarczająco gęste wyjęłam je na blat i wyrabiałam aż do uzyskania elastycznego i gładkiego ciasta (do procesu wyrabiania ciasta odłożyłam sobie wcześniej z ogólnej puli mąki ok. 2-3 łyżek, by mieć do podsypywania, a jednocześnie nie dosypywać dodatkowej maki). Wyrobione ciasto przełożyłam do miski wysmarowanej oliwą i zostawiłam do podwojenia objętości na 1,5 godziny.
Po tym czasie wyjęłam na blat, wyrobiłam chwilkę i podzieliłam na dwie części. Jeden uformowałam w okrągły bochenek, który zostawiłam do wyrastania na omączonej serwetce w durszlaku, a drugi uformowałam w owalny bochenek i złączeniem w dół włożyłam go do naoliwionej keksówki, przykryty folią. Oba bochenki zostawiłam do wyrastania na ok. 50 minut, aż podwoiły objętość. Piekarnik nagrzałam do 210 stopni Celsjusza. Przed włożeniem do pieca posmarowałam je oliwą i nacięłam - okrągły tradycyjnie w kształt kwadratu, keksówkowy skośnie. Piekłam z parą przez 20 minut, a potem zmniejszyłam temperaturę do 195 stopni Celsjusza i dopiekłam jeszcze ok. 20-30 minut. Na ostatnie 10-15 minut pieczenia wyjęłam keksówkowy chleb z foremki i dopiekłam go na blaszce obok okrągłego.

Źródło: Blog Eli "My best food" oraz blog Tatter "Tatter o Chlebie"

Smacznego.

czwartek, 5 lutego 2009

Słodki i kwaśny.


Deserem zaczęłam, deserem kończę tę chwilkę z kuchnią czeską. Okazało się, że nie same ciężkie sosy, nie same knedliki królują u naszych sąsiadów, ale i ryby i grzyby, słodkie i wytrawne smaki, wszelakie ingrediencje znajdziemy w tej bliskiej nam geograficznie kuchni. Przy tej smacznej zabawie nie tylko można było zakosztować nowych doznań, ale i choćby trochę poznać inne miejsca, tradycje czy zwyczaje, a czasem nawet język. Dlatego bardzo dziękuję Myszy za zorganizowanie Tygodnia Kuchni Czeskiej.

Deser który pałaszowaliśmy po wspaniałym obiadku to lekki jak puch biszkopt, łączący w sobie przeciwstawne smaki, a jednocześnie uzupełniające się aromaty. Delikatne ciasto otula zwarte i jędrne wiśnie wyjęte z zamrażalki, gdzie czekały od czasu zerwania ich z drzewa na babcinej działce. Największą zaletą jednak tego ciasta, poza jego ogromnie zabawną nazwą, jest połączenie przeciwstawnych smaków - kwaskowatości wiśni i słodyczy ciasta, zrównoważonych aromatem cytryny i wanilii. Więc czy słodki czy wytrawny jest ten wypiek? Powiedziałabym, że słodko-kwaśny, czyli taki w sam raz.


Bublanina

Składniki:
4 jajka (osobno żółtka i białka)
124 g cukru pudru
tarta skórka z 1 cytryny
2-3 łyżeczki soku z cytryny (ja dałam 2)
1/2 łyżeczki esencji waniliowej (ja dałam 1)
szczypta soli
125 g mąki, przesianej
3/4 - 1 łyżeczka proszku do pieczenia (oryginalnie należy użyć mąki ze środkiem spulchniającym)
300 g świeżych wiśni, wydrylowanych i przeciętych na pół (ja dałam mrożone, odsączone)
masło do wysmarowania tortownicy

Przygotowanie: Piekarnik nagrzałam do 180 stopni Celsiusa, a tortownicę (o średnicy 24 cm) wysmarowałam masłem, a dno dodatkowo wyłożyłam pergaminem również nasmarowanym masłem. Dobrze utarłam żółtka. Stopniowo dodawałam cukier, skórkę cytrynową, sok z cytryny i esencję waniliową. Połączyłam z mąką i proszkiem do pieczenia. Białka ubiłam z solą na sztywną pianę, po czym delikatnie i stopniowo wymieszałam z resztą ciasta. Na koniec dodałam wiśnie i delikatnie wymieszałam. Masę wlałam do tortownicy i piekłam przez 45-50 minut (aż ciasto zarumieniło się na złotobrązowo). Pozwoliłam ciastu wystygnąć zanim wyjęłam je z tortownicy.

Źródło: "Clarissa Hyman "Kuchnia Żydowska. Przepisy i opowieści z całego świata"

Smacznego.



Ciepło i spokój.


Kończy się Tydzień Kuchni Czeskiej i postanowiłam uczcić go tradycyjnym czeskim obiadem, a raczej jednym z jego wariantów. Zupa już była, więc teraz czas przyszedł na drugie danie, by później móc się cieszyć deserem.

Zawiesisty i gęsty sos, aromatyczny i ciemny dzięki porterowi, doprawiony kminkiem i papryką, z rozpływającymi się kawałkami mięsa, miękką cebulką i słodką papryką. Pierwszy moment rozpłynięcia się smaku na języku i podniebieniu sprawia wrażenie twardości, oschłości i dystansu. Po chwili jednak ciężki smak piwa zrównoważony zostaje smakiem przypraw i zagęszczającego sos chleba oraz wyborną słodyczą cebuli i papryki, które delikatnie pieszczą język, przygotowując na doznania płynące z każdym kęsem.



Uzupełnione smakiem i konsystencją pampuchów, które wprawdzie prawie nie mają swojego smaku, za to idealnie chłoną wszystko w czym zostaną zanurzone. Doskonałe z każdym sosem, bo stają się podstawą, bazą dla smaku, dodając jedynie odrobinę swojego drożdżowego, lekko słonego posmaku. Tak więc zarówno z piwnym sosem gulaszu, jak i pieczarkowym sosem do ryby, czy maczane w podgrzanych powidłach na śniadanie ze szklanką jogurtu lub maślanki, uniwersalnie wpasowują się do każdego towarzystwa. A ile zabawy z ich gotowaniem i zabawnym topieniem we wrzątku.

Lubię takie dni, gdy na malutkim gazie leniwie pyrkocze w garnku gulasz, a ja bawię się zatapianiem pampuchów w wielkim garnku, niczym dziecko zatapiające gumowe zabawki w wannie. Lubię ciepło i spokój, które unoszą się pod sufitem w takie właśnie dni.

Gulasz piwny

Składniki:
1 łyżka oliwy
2 duże cebule
50 dag szynki wieprzowej
1 łyżka czerwonej papryki
opcjonalnie: ok. 1 papryki, pociętej w dużą kostkę
1 łyżeczka kminku
1 butelka (0,5 l.) piwa (dałam ciemne tyskie - porter)
1 gruba kromka chleba (piwnego)
sól
czarny pieprz

Przygotowanie: Cebule pokroiłam w gruba kostkę i wrzuciłam na rozgrzaną oliwę, żeby ją przysmażyć na złoto. W tym czasie umyte i osuszone mięso pokroiłam w grubą kostkę i szczodrze oprószyłam papryką. Kiedy cebule się przysmażyły wrzuciłam mięso i obsmażyłam przez ok. 10 minut, tak by zamknąć pory z każdej strony. Ponieważ miałam w lodówce kilka kawałków papryki, to pokroiłam ją w kostkę i dodałam do gulaszu, kilka minut po wrzuceniu mięsa. Posypałam kminkiem (dałam czubatą łyżeczkę) i wlałam połowę piwa. Garnek przykryłam i dusiłam wszystko na najmniejszym możliwym ogniu przez ok. 45 minut. Pokruszyłam chleb (bez skórki) i wsypałam do gulaszu. Wlałam resztę piwa i gotowałam jeszcze na małym ogniu przez ok. 15 minut. Podałam z pampuchami.

Źródło: Robert Sowa

Pampuchy (kluski drożdżowe)

Składniki:
1 bułka kajzerka
4 dag masła
2 dag drożdży
1 łyżeczka cukru
40-45 dag mąki
szczypta soli
3 jajka
125 ml mleka

Przygotowanie: Bułkę pokroiłam w malutką kosteczkę i przysmażyłam na maśle, aż wchłonęła całe masło, ale nie zbrązowiała się zanadto. Odstawiłam do ostudzenia. Drożdże utarłam z cukrem i wlałam do mąki i soli. Dodałam jajka i mleko, dokładnie wyrobiłam. Musiałam sporo podsypać mąką w stosunku do oryginalnego przepisu (zeszło mi ok 45 dag, a nie 40 dag mąki ogółem). Odstawiłam ciasto na godzinę do wyrośnięcia. Po tym czasie dodałam ostudzoną, przesmażoną bułkę i zagniotłam ciasto. Uformowałam owalne knedle (ja uformowałam bardzo duże knedle i wyszło mi ich 6 szt.) i odstawiłam do wyrośnięcia na 15 minut. W tym czasie zagotowałam wodę i osoliłam ją. Knedle kładłam do wrzącej wody i gdy woda ponownie zawrzała, zmniejszyłam ogień i gotowałam jeszcze 15 minut, aż zaczęły puchnąć. W połowie gotowania obróciłam knedle, trochę je podtapiając przez chwilę. Podałam pokrojone na kromeczki z gulaszem.

Źródło: Pascal Brodnicki

Smacznego.



Piękna i smaczna.


Uwielbiam zupy podane w chlebie. Zresztą nie tylko zupy ... potrawki, szczególnie z dziczyzny czy nawet warzywne gulasze, o gęstych i aromatycznych sosach, chłonące smak i zapach jaki daje im ten niecodzienny talerz. Na Tydzień Kuchni Czeskiej organizowany przez Myszę Klapsiarę, wiedziałam więc że takie danie muszę przygotować, tym bardziej że spotkałam się z najróżniejszymi przepisami na potrawki i zupy w chlebie, takie jak potrawka z sarny z aromatycznie jałowcowym sosem, warzywny gulasz paprykowy, o jeśli się nie mylę węgierskich nalotach czy właśnie czosnkowa oraz chlebowa polewka.


Danie w ten sposób podane ma swój początek wcale nie w swoich składnikach czy w garnku, ale właśnie w chlebie. Dlatego też przygotowania zaczęłam od wynalezienia przepisu na chleb, upieczenia go i przygotowania do pojawienia się na stole. Znalazłam bardzo smaczny, rustykalny chleb w Pracowni Wypieków Liski. O zwartym cieście w czasie wyrabiania, co umożliwiło mi upieczenie go w postaci okrągłego bochenka, o chrupkiej skórce i bardzo smacznym, neutralnym smaku miąższu. Tak naprawdę to tylko ten miąższ chciałam odrobinę zmienić, by był tym bardziej dostosowany do tematyki i wypełnienia, dlatego też odrobina kminku i pieczonego czosnku powędrowała do ciasta, by dać mu delikatny posmak i aromat, zapowiedź czeskich specjałów.


Wybór dania też nie był bez znaczenia. Chciałam na koniec naszego poznawania czeskiej kuchni podać tradycyjny, czeski obiad, składający się zarówno z zupy, jak i dania głównego, zwieńczony deserem. Dlatego też wybór na pierwsze danie padł na zupę czosnkową. Dlaczego jednak trochę nie namieszać i poeksperymentować? Skoro jest i czosnkowa i chlebowa nalewka, czemu poprzestawać tylko na jednej? Odpowiedzi na te pytania były dla mnie oczywiste ...


... i tak do wydrążonych pięknych chlebków wlała się czosnkowo-chlebowa polewka, gęsta, aromatyczna, o kminkowym aromacie, o słodyczy płynącej z długo gotowanego czosnku i co najbardziej dla mnie zaskakujące również wydobytej ze zmiksowanego miękiszu chleba. Podobnie jak większość zup, tak i tą podałam na bulionie warzywnym, ale dla miłośników mięsnych wywarów droga do ich użycia jest otwarta. A warto pokusić się o tą polewkę i upieczenie własnego chleba, ponieważ nagroda jest nie tylko piękna, ale i smaczna.

Czeska polewka czosnkowo-chlebowa

Składniki:
1 łyżka oleju (ja dałam oliwę)
2 średnie cebule (ja użyłam 1 bardzo dużej czosnkowej), drobno posiekane
1 por, tylko biała część, pokrojony w półtalarki
1 gałązka selera naciowego + listki do dekoracji
1 duża główka czosnku (można mniej ale minimum 8 ząbków)
1 łyżka nasion kminku
1 1/4 l. bulionu warzywnego de lux
sól i pieprz
2 małe okrągłe chlebki wiejskie
1 jajko
śmietana (ja dałam ok. 20-30 ml., ale ilość należy dostosować do indywidualnych upodobań)

Przygotowanie: Odkroiłam wierzch chleba i wybrałam miękisz. Cebulę, pora, selera i posiekany czosnek zeszkliłam na oliwie. Dodałam kminek i wlałam bulion. Zagotowałam, zmniejszyłam ogień i gotowałam do miękkości. Śmietanę i jajko zahartowałam w oddzielnej miseczce chochlą bulionu. Do zupy dodałam ok. 1/2 - 3/4 miękiszu chleba (można wszystko, zupa będzie wtedy gęstsza), jaki miałam po wydrążeniu bochenków. Wszystko dokładnie zmiksowałam. Zdjęłam z ognia. Wlałam masę śmietanowo-jajeczną i od razu zmiksowałam, aby nie ścięło się jajko. Podałam w chlebie i udekorowałam posiekanymi listkami selera naciowego.

Chleb wiejski z czeskim akcentem

Składniki:
3,5 szklanki mąki pszennej chlebowej typ 750
1 szklanka wody
1 łyżeczka soli
1/8 łyżeczki suszonych drożdży instant

Przygotowanie: Składniki wymieszałam w misce do czasu aż powstała gładka masa. Posmarowałam kulę olejem i odłożyłam do miski przykrytej folią na 12-16 godzin.

Następnie dodałam:
3,5 szklanki mąki pszennej chlebowej typ 750
1,5 szklanki wody
1 łyżeczka soli
1/2 łyżeczki suszonych drożdży instant
opcjonalnie: kminek i kilka pieczonych ząbków czosnku, obranych i zmiażdżonych razem w moździerzu

Przygotowanie: Wszystkie składniki połączyłam do czasu aż powstało gładkie i sprężyste ciasto. Przykryłam folią w misce i odstawiłam do wyrośnięcia na 2-3 godziny. Po tym czasie dodałam do ciasta kminek i pieczony czosnek, zagniotłam i odstawiłam do podrośnięcia na 30 minut. Jeśli nie dodajemy kminku i czosnku to 30-minutowe podrośnięcie możemy pominąć i przejść od razu dalej.
Potem podzieliłam ciasto na dwie części i uformowałam okrągłe bochenki. Odstawiłam je do wyrośnięcia w wysokich, okrągłych miseczkach wyłożonych omączonymi ściereczkami, tak by uzyskać bochenki, nadające się do podania w nich zupy. Można też piec w formie lub w dowolnym wybranym kształcie. Odstawiłam do wyrośnięcia na kolejne 1-2 godziny. W tym czasie nagrzałam piekarnik do 220 stopni Celsiusa. Bochenki posmarowałam żółtkiem roztrzepanym z mlekiem i nacięłam tworząc kwadrat na szczycie. Piekłam z parą ok. 35-40 minut. Upieczony chlebek popukany od spodu powinien wydać głuchy odgłos. Przed pokrojeniem całkowicie wystudziłam.

Najpierw upiekłam ten chleb z połowy porcji, by sprawdzić jak się piecze, jak zachowuje formę i jak smakuje. Chlebek był bardzo łatwy w obróbce, o chrupkiej skórce i smacznym, choć dosyć neutralnym miąższu.

Źródło: Blog Liski "Pracownia wypieków"

Smacznego.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...