Świętowanie czekoweekendu zaczęłam od jednego ze bardziej udanych mariaży ... czekolady i tonka*.

Na pierwszy ogień poszły popękane ciasteczka truflowe, zrobione z dodatkiem czekolady. Mięciutkie, o wilgotnym miąższu, zgodnie ze swą nazwą popękały, tworząc maleńkie nacięcia. Smakowały mocno czekoladowo, prawie jak miniaturowe brownies, doskonale wpisały się w rozpoczęcie Święta Czekolady, jakie Atinka i Bea nam zafundowały, a zniknęły jeszcze w czwartek, tak że zdjęciami musiałam posiłkować się jeszcze z końca ubiegłego roku, kiedy to po raz pierwszy oczarowały moje serce**.

Drugie, również popękane ciasteczka, oparte na kakao okazały się znacznie lżejsze, prawie jak mini biszkopciki, o lekko chrupkiej skórce i puchatym, aromatycznym miąższu. To chyba najwspanialszy dodatek do kawy, jaki kiedykolwiek jadłam, a tonka w nich delikatnie łaskotała podniebienie. Ciasteczka te słodko towarzyszyły nie tylko mi, ale i uprzyjemniły poznanie się we wspaniałym gronie bloggerek, jakie stworzyło nam Makro na swoich rybnych warsztatach (o czym napiszę już wkrótce).

Ale przecież wirtualne wspólne gotowanie, nie mogłoby się obyć bez mojego i Oczka szaleństwa w moim Szczęściu. Na tapecie oczywiście pojawiła się czekolada w niezwykłym towarzystwie ... kasztanów.
Stworzona przez mojego Guru receptura umiliła nam nie tylko czas gotowania (nie ma to jak wylizywanie misek i szpatułek), ale i wieczór, gdy po aromatycznym obiedzie nastał czas na deser. I nie straszny nam był nawet mróz, ani moja rwa kulszowa, kiedy na balkonie chuchałyśmy na dłonie, w których oczywiście trzymałyśmy aparaty, rozmawiając o kadrach, balansach bieli, ISO i innych fotograficznych sztuczkach. A wszystko po to, by móc jak najpiękniej pokazać kulinarne dzieła.

I tak nastał wieczór. Usiedliśmy na kanapie, na kolanach talerzyki, a na nich biszkoptowe ciasteczko z płynnym środkiem. Kasztany lekko tylko wyczuwalne, wspaniale współgrały z czekoladą, a morelowy sos podany jako uzupełnienie wprawił nas w przyjemny stan zadowolenia. Popijane agrestową naleweczką, dodały nam energii i animuszu do późniejszych kręglowych zmagań.
Kończy się Czekoweekend, ale nie kończą się czeko-pomysły. W kolejce już czekają suflety, rolady i bezy oraz wiele, wiele innych smakowitych dań ... nie tylko na słodko.
Dzięki Atinko i Beatko za wspaniałe czeko-święto :*
* za tonka jeszcze raz dzięki, buziaki i tysiąc uścisków posyłam Lo, która zapoznała mnie z tym cudownym nasionkiem :-)
** a które Oczko, moja fotograficzna Mistrzyni tak pięknie mi poprawiła :*
Popękane ciasteczka czekoladowe z tonką
(Chocolate Crinkles with tonka)
Składniki:
225 g połamanej gorzkiej czekolady
110 g masła
2/3 szklanki cukru (dałam 1/2)
3 duże jajka
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (ja dałam 1 łyżeczkę, a do tego prawie całe starte ziarno tonka)
pół łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 i 2/3 szklanki mąki
cukier puder - około pół szklanki - do obtoczenia
Przygotowanie: Masło rozpuścić w małym rondelku. Pod koniec rozpuszczania dodać połamaną czekoladę, rozpuścić, dokładnie wymieszać (uważając, by się nie przypaliło). Białka oddzielić od żółtek. Ubić na sztywno, dodając pod koniec partiami cukier, a następnie żółtka i ekstrakt z wanilii. Wymieszać z masą czekoladową (ja do ubitych jajek dodawałam chłodną masę czekoladową, dalej miksując). Mąkę wymieszać z solą i proszkiem do pieczenia. Wsypać do powstałej masy czekoladowej, dobrze wymieszać. Schłodzić przez kilka godzin w lodówce, a najlepiej przez całą noc.
Ciasto wyjąć z lodówki, nabierać łyżeczką do herbaty (będzie ciężko, bo ciasto powinno być bardzo twarde), formować kuleczki mniejsze od orzecha włoskiego, obtaczać je mocno w cukrze pudrze i wykładać na blachę wyłożoną pergaminem. Piec około 12 minut w temperaturze 165ºC. Podczas pieczenia ciasteczka lekko się spłaszczą i popękają. Studzić na kratce.
Uwaga: masa do formowania kulek powinna być mocno twarda. Najlepiej pozostałą część ciasta trzymać w lodówce, gdy pieczemy pierwszą partię. Im ciasto bardziej mięknie tym ciastka się mocniej rozpłyną, nie popękają już tak mocno, a cukier puder na nich będzie sprawiał wrażenie 'mokrego'. Nie piec też dłużej niż zalecany czas, by nie były zbyt twarde, lepiej na próbę jedno ciastko skosztować.
Źródło: Moje wypieki
Czekoladowe ciasteczka truflowe z tonką
(chocolate truffle cookies with tonka)
(ja piekłam je z potrójnej porcji, wyszło więc ok. 45 ciasteczek)
Składniki:
50 g mąki
25 g kakao
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
70 g cukru pudru (dałam 50 g)
25 g miękkiego masła
1 roztrzepane jajko
1 łyżeczka likieru pomarańczowego lub soku pomarańczowego (pominęłam)
dodatkowo dałam starte ziarno tonka (do potrójnej porcji, myślę, że można dać wtedy 2 ziarna)
cukier puder - do obtoczenia
Przygotowanie: Zagniatam razem wszystkie składniki, ciasto zawijam w folię i przekładam na 30 minut do lodówki. Piekarnik nagrzewam do 200 stopni.
Z ciasta formuję małe kulki (tym razem łyżeczką do herbaty), obtaczam je w cukrze pudrze i układam je w dużych odstępach na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
Piekę 10 minut, zostawiam na blaszce na kilka minut, przekładam do ostudzenia na kratkę.
Źródło: Moje wypieki
Fondant z kasztanów
Składniki:
150 g gorzkiej czekolady
150 g puree z kasztanów
300 g masła
160 g cukru (dałyśmy 110 g cukru trzcinowego)
30 g mąki pszennej
6 jajek
6 żółtek
Przygotowanie: Kokilki nasmarować masłem i schłodzić w zamrażalniku w czasie przygotowywania masy.
Czekoladę i masło roztopić w kąpieli wodnej i lekko przestudzić. Jajka dokładnie wymieszać, lekko ubijając z cukrem. Dodać zmiksowane na gładko puree z kasztanów. Do masy jajeczno-kasztanowej dodać roztopioną czekoladę z masłem. Przesiać mąkę i dokładnie wymieszać. Wlać do schłodzonych foremek. Można je przechowywać w zamrażalce i piec zamrożone (ja piekłam zamrożone).
Według oryginalnego przepisu piec należy w 180 stopniach Celsjusza przez 7-8 minut, ale Amaro piecze je w aluminiowych foremkach, które szybko chwytają ciepło. Ja piekłam je w ceramicznych kokilkach, więc musiałam piec ok. 15 minut w 200 stopniach. Ważne by ciastko zbudowało sobie otoczkę, a w środku pozostało płynne.
Podawać z lodami lub sosem owocowym. My jadłyśmy je z dżemem z suszonych i świeżych moreli, rozrzedzonym sokiem z cytryny . Ale pasowałby i sos z porzeczki lub pomarańczy, a Amaro proponuje podać je z podduszoną na maśle z anyżem gruszką.
Źródło: Wojciech Modest Amaro "Kuchnia polska XXI wieku"
Smacznego.

Na pierwszy ogień poszły popękane ciasteczka truflowe, zrobione z dodatkiem czekolady. Mięciutkie, o wilgotnym miąższu, zgodnie ze swą nazwą popękały, tworząc maleńkie nacięcia. Smakowały mocno czekoladowo, prawie jak miniaturowe brownies, doskonale wpisały się w rozpoczęcie Święta Czekolady, jakie Atinka i Bea nam zafundowały, a zniknęły jeszcze w czwartek, tak że zdjęciami musiałam posiłkować się jeszcze z końca ubiegłego roku, kiedy to po raz pierwszy oczarowały moje serce**.

Drugie, również popękane ciasteczka, oparte na kakao okazały się znacznie lżejsze, prawie jak mini biszkopciki, o lekko chrupkiej skórce i puchatym, aromatycznym miąższu. To chyba najwspanialszy dodatek do kawy, jaki kiedykolwiek jadłam, a tonka w nich delikatnie łaskotała podniebienie. Ciasteczka te słodko towarzyszyły nie tylko mi, ale i uprzyjemniły poznanie się we wspaniałym gronie bloggerek, jakie stworzyło nam Makro na swoich rybnych warsztatach (o czym napiszę już wkrótce).

Ale przecież wirtualne wspólne gotowanie, nie mogłoby się obyć bez mojego i Oczka szaleństwa w moim Szczęściu. Na tapecie oczywiście pojawiła się czekolada w niezwykłym towarzystwie ... kasztanów.
Stworzona przez mojego Guru receptura umiliła nam nie tylko czas gotowania (nie ma to jak wylizywanie misek i szpatułek), ale i wieczór, gdy po aromatycznym obiedzie nastał czas na deser. I nie straszny nam był nawet mróz, ani moja rwa kulszowa, kiedy na balkonie chuchałyśmy na dłonie, w których oczywiście trzymałyśmy aparaty, rozmawiając o kadrach, balansach bieli, ISO i innych fotograficznych sztuczkach. A wszystko po to, by móc jak najpiękniej pokazać kulinarne dzieła.

I tak nastał wieczór. Usiedliśmy na kanapie, na kolanach talerzyki, a na nich biszkoptowe ciasteczko z płynnym środkiem. Kasztany lekko tylko wyczuwalne, wspaniale współgrały z czekoladą, a morelowy sos podany jako uzupełnienie wprawił nas w przyjemny stan zadowolenia. Popijane agrestową naleweczką, dodały nam energii i animuszu do późniejszych kręglowych zmagań.
Kończy się Czekoweekend, ale nie kończą się czeko-pomysły. W kolejce już czekają suflety, rolady i bezy oraz wiele, wiele innych smakowitych dań ... nie tylko na słodko.
Dzięki Atinko i Beatko za wspaniałe czeko-święto :*
* za tonka jeszcze raz dzięki, buziaki i tysiąc uścisków posyłam Lo, która zapoznała mnie z tym cudownym nasionkiem :-)
** a które Oczko, moja fotograficzna Mistrzyni tak pięknie mi poprawiła :*
Popękane ciasteczka czekoladowe z tonką
(Chocolate Crinkles with tonka)
Składniki:
225 g połamanej gorzkiej czekolady
110 g masła
2/3 szklanki cukru (dałam 1/2)
3 duże jajka
2 łyżeczki ekstraktu z wanilii (ja dałam 1 łyżeczkę, a do tego prawie całe starte ziarno tonka)
pół łyżeczki proszku do pieczenia
szczypta soli
1 i 2/3 szklanki mąki
cukier puder - około pół szklanki - do obtoczenia
Przygotowanie: Masło rozpuścić w małym rondelku. Pod koniec rozpuszczania dodać połamaną czekoladę, rozpuścić, dokładnie wymieszać (uważając, by się nie przypaliło). Białka oddzielić od żółtek. Ubić na sztywno, dodając pod koniec partiami cukier, a następnie żółtka i ekstrakt z wanilii. Wymieszać z masą czekoladową (ja do ubitych jajek dodawałam chłodną masę czekoladową, dalej miksując). Mąkę wymieszać z solą i proszkiem do pieczenia. Wsypać do powstałej masy czekoladowej, dobrze wymieszać. Schłodzić przez kilka godzin w lodówce, a najlepiej przez całą noc.
Ciasto wyjąć z lodówki, nabierać łyżeczką do herbaty (będzie ciężko, bo ciasto powinno być bardzo twarde), formować kuleczki mniejsze od orzecha włoskiego, obtaczać je mocno w cukrze pudrze i wykładać na blachę wyłożoną pergaminem. Piec około 12 minut w temperaturze 165ºC. Podczas pieczenia ciasteczka lekko się spłaszczą i popękają. Studzić na kratce.
Uwaga: masa do formowania kulek powinna być mocno twarda. Najlepiej pozostałą część ciasta trzymać w lodówce, gdy pieczemy pierwszą partię. Im ciasto bardziej mięknie tym ciastka się mocniej rozpłyną, nie popękają już tak mocno, a cukier puder na nich będzie sprawiał wrażenie 'mokrego'. Nie piec też dłużej niż zalecany czas, by nie były zbyt twarde, lepiej na próbę jedno ciastko skosztować.
Źródło: Moje wypieki
Czekoladowe ciasteczka truflowe z tonką
(chocolate truffle cookies with tonka)
(ja piekłam je z potrójnej porcji, wyszło więc ok. 45 ciasteczek)
Składniki:
50 g mąki
25 g kakao
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
70 g cukru pudru (dałam 50 g)
25 g miękkiego masła
1 roztrzepane jajko
1 łyżeczka likieru pomarańczowego lub soku pomarańczowego (pominęłam)
dodatkowo dałam starte ziarno tonka (do potrójnej porcji, myślę, że można dać wtedy 2 ziarna)
cukier puder - do obtoczenia
Przygotowanie: Zagniatam razem wszystkie składniki, ciasto zawijam w folię i przekładam na 30 minut do lodówki. Piekarnik nagrzewam do 200 stopni.
Z ciasta formuję małe kulki (tym razem łyżeczką do herbaty), obtaczam je w cukrze pudrze i układam je w dużych odstępach na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia.
Piekę 10 minut, zostawiam na blaszce na kilka minut, przekładam do ostudzenia na kratkę.
Źródło: Moje wypieki
Fondant z kasztanów
Składniki:
150 g gorzkiej czekolady
150 g puree z kasztanów
300 g masła
160 g cukru (dałyśmy 110 g cukru trzcinowego)
30 g mąki pszennej
6 jajek
6 żółtek
Przygotowanie: Kokilki nasmarować masłem i schłodzić w zamrażalniku w czasie przygotowywania masy.
Czekoladę i masło roztopić w kąpieli wodnej i lekko przestudzić. Jajka dokładnie wymieszać, lekko ubijając z cukrem. Dodać zmiksowane na gładko puree z kasztanów. Do masy jajeczno-kasztanowej dodać roztopioną czekoladę z masłem. Przesiać mąkę i dokładnie wymieszać. Wlać do schłodzonych foremek. Można je przechowywać w zamrażalce i piec zamrożone (ja piekłam zamrożone).
Według oryginalnego przepisu piec należy w 180 stopniach Celsjusza przez 7-8 minut, ale Amaro piecze je w aluminiowych foremkach, które szybko chwytają ciepło. Ja piekłam je w ceramicznych kokilkach, więc musiałam piec ok. 15 minut w 200 stopniach. Ważne by ciastko zbudowało sobie otoczkę, a w środku pozostało płynne.
Podawać z lodami lub sosem owocowym. My jadłyśmy je z dżemem z suszonych i świeżych moreli, rozrzedzonym sokiem z cytryny . Ale pasowałby i sos z porzeczki lub pomarańczy, a Amaro proponuje podać je z podduszoną na maśle z anyżem gruszką.
Uwaga: My niektóre kokilki oprószyłyśmy kakao, ale to nie był dobry pomysł, bo po upieczeniu ciasteczka były bardzo mocno brązowe, prawie czarne, choć nie przypalone. Lepiej jest pozostać przy samym maśle.
Źródło: Wojciech Modest Amaro "Kuchnia polska XXI wieku"
Smacznego.
