
Kiedy wyjęłam tego ziemniaczka z lodówki wiedziałam już, że to wydanie Weekendowej Piekarni będzie zabawne. Wyglądał jakby się do mnie uśmiechał. Nie mogłam więc go ugotować, za to położyłam na oknie, by przyglądał się jak powstaje mój szczęśliwy chleb ... z cukinią, startą na grubych oczkach, by czuć wyraźnie jej smak w miąższu, z ziemniakami, których smaku próżno szukać, za to dających chlebowi wilgoci i z orzechami, które jedynie z grubsza posiekane dają bochenkowi swoją chrupkość i smak. Pierwszych kilka kromek, z wciąż jeszcze ciepłego pieczywa zjedliśmy z mężem zupełnie solo, zachwycając się połączeniem smaków. Dopiero w czasie następnych śniadań, kolacji i przekąsek dołączyły jeszcze sery - krowi, owczy i kozi, każdy doskonale pasujący do tego pieczywa.

Beatka nie na jednym wypieku poprzestała w swoim niezwykle ciekawym gospodarzeniu, a aż trzy nam zaprezentowała. Drugim jaki wypróbowałam była szwajcarska brioszka z Neuchâtel, La Taillaule. Maślano-cytrynowe cudo, z wielkimi rodzynkami, napęczniałymi w czasie pieczenia, popijane mlekiem lub herbatą raczyło nas swym doskonałym smakiem w czasie deserów i śniadań. Puchata, rumiana brioszka zniknęła tak szybko, pozostawiając po sobie przyjemne nienasycenie, tak wyborna była. Wiem już, że za kilka dni znów ją upiekę i zapewne piec ją będę jeszcze długo.
Trzeci wypiek ... cóż, przyznam się, że wolałam uznać, że mi nie wyszedł, gdyż u innych Piekarenek widziałam ładne, puszyste wypieki, u mnie była to raczej drożdżowa klapa. Chlebek i bułeczki z bulgurem wyjęłam z piekarnika zbite i choć zjadliwe, stanowczo nie nadają się do pokazywania. Upiekę je w najbliższych dniach jeszcze raz i mam nadzieję, że wtedy będę miała czym się zachwycać.

Pozostało jeszcze jedno - chleb-nie-chleb z poprzedniej edycji Piekarni, jaki zaproponował nam Kuba. Choć piekłam go mniej więcej o czasie, zupełnie nie miałam głowy by napisać o nim kilka słów. Być może dlatego, że choć smaczny był to wypiek i ratował mi te dni, gdy dokuczały mi wrzody, taki mało chlebowy dla mnie był. Cóż, nic na to nie poradzę, że dla mnie chleb to na drożdżach lub zakwasie musi być i już. Za to z pewnością polecam go na popołudniowe desery i przekąski, ze szklanką mleka, kawą czy herbatą smakuje doskonale i choć zapowiada się ciężko, to zapewne przez dodatek siemienia lnianego łagodnie obchodzi się z żołądkiem. A gdy dochodzi do tego słodycz daktyli, posmak i kolor melasy, chrupkość orzechów i aromat wanilii to długo nie można o nim zapomnieć.
Dziękuję i Kubie i Beatce za bardzo smakowite Gospodarzenie nam i oczywiście Alicji za całą piekarniczą zabawę. Jesteście wspaniali!
Pszenno-orkiszowy chleb z cukinią, ziemniakami i orzechami
Składniki:
25 g drożdży
szczypta brązowego cukru
550 g mąki T45 (użyłam chlebowej)
250 g jasnej mąki orkiszowej
400 ml letniego mleka
50 g stopionego masła
2 1/2 łyżeczki soli
200 g ziemniaków ugotowanych dzień wcześniej (w mundurkach)
150 g cukinii
150 g orzechów laskowych
Przygotowanie: Mleko lekko podgrzałam. Z kilku łyżek mleka, szczypty cukru i drożdży zrobiłam zaczyn. Mąki przesiałam na stolnicę. Cukinię i ziemniaki starłam na tarce (na grubych oczkach). Orzechy uprażyłam, zdjęłam z nich skórki, posiekałam z grubsza. Mąki, cukinię, ziemniaki i orzechy wymieszałam z mąkami i solą. Dodałam rozczyn i mleko z roztopionym masłem. Wyrobiłam ciasto, przełożyłam do naoliwionej miski i zostawiłam do wyrośnięcia (zajęło to ok. godziny). Po tym czasie ciasto podzieliłam, uformowałam dwa bochenki, włożyłam do dwóch średnich keksówek i odstawiłam do podwojenia objętości (ok. 30 minut). Piekarnik nagrzałam do 220 stopni Celsjusza. Chlebki posmarowałam, nacięłam i piekłam przez 10 minut, potem zmniejszyłam temperaturę do 180 stopni Celsjusza i piekłam jeszcze ok. 35-40 minut. Wystudziłam na kratce.
Ważne: Kiedy mam do chleba dodać roztopione masło, podgrzewam je z mlekiem w rondelku przez chwilę (nie można zagotować) i odstawiam do przestygnięcia. W tym czasie pokrojone wcześniej w kostkę masło roztapia się, a ja mam je już wymieszane z mlekiem. Nie robię tak przy słodkich drożdżowych wypiekach, przy których masło dodaje się na końcu wyrabiania, jak przy brioszce.
Źródło: Bea w kuchni.
La Taillaule, brioszka z Neuchâtel
Składniki:
500 g mąki T45 (tortowej)
2 1/2 łyżeczki drożdży w proszku (lub 20 g świeżych)
1 1/2 łyżeczki soli
200-250 ml letniego mleka
2 jajka
60 g cukru (pominęłam)
10 g miodu (dałam ok. 60 g miodu)
75 g miękkiego masła (dałam ok. 95 g.)
100-125 g rodzynek
otarta skórka z 1/2 cytryny (dodałam też sok)
+ jajko do posmarowania
Przygotowanie: Mąkę przesiałam, wymieszałam z solą. Z drożdży, odrobiny miodu i mleka zrobiłam zaczyn. Do mąki dodałam mleko, miód, jajka. Wyrabiałam aż uzyskałam jednolite i elastyczne ciasto. Na koniec dodawałam partiami masło, ze skórką cytrynową i sokiem z cytryny. Wyrabiałam, aż znów uzyskałam jednolite i elastyczne ciasto. Na koniec dodałam rodzynki i wyrobiłam. Ciasto odłożyłam do miski na rośnięcie na ok. godzinę. Następnie złożyłam ciasto kilka razy (można podzielić je na dwie mniejsze części) i spłaszczyłam, formując mniej więcej kwadrat. Boki kwadratu złożyłam do środka tak, by się stykały, a następnie zrolowałam ciasto. Umieściłam je w naoliwionej średniej keksówce, przykryłam i zostawiłam do wyrośnięcia na ok. 45 minut (do 3/4 wysokości formy). Po wyrośnięciu posmarowałam rozkłóconym jajkiem, a następnie ponacinałam (dosyć głęboko) ostrymi nożyczkami naprzemiennie – raz z lewej, raz z prawej strony, skośnie. Piekarnik nagrzałam do 200 stopni Celsjusza i piekłam przez ok. 45 minut (mniejsze brioszki należy piec 20-25 minut.) W połowie pieczenia zmniejszyłam trochę temperaturę i przykryłam brioszkę folią aluminiową, by za mocno się nie przyrumieniła. Studziłam na kratce.
Źródło: Bea w kuchni.
Chleb z daktylami, orzechami włoskimi i siemieniem lnianym
Składniki na bochenek 900g:
50 g masła bez soli, pokrojonego w kostkę + trochę masła do natłuszczenia
250 g daktyli, bez pestek i posiekanych
2 łyżki (ok. 30-40g) melasy
250 ml wody
250 g mąki pszennej jasnej
250 g mąki razowej pszennej
1/2 łyżeczki soli morskiej
125 g jasnego cukru muscovado lub brązowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 duże jajka, lekko rozbełtane
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
50 g posiekanych orzechów włoskich
30 g ziaren siemienia lnianego
Przygotowanie: Na niewielkim ogniu podgrzewałam masło, dodałam daktyle, melasę i wodę, aż melasa i masło się rozpuściło. Odstawiłam do ostygnięcia. Po tym czasie nagrzałam piekarnik do 170 stopni Celsjusza. Keksówkę (długą) nasmarowałam olejem. Do miski wsypałam mąki, proszek do pieczenia i cukier. Wymieszałam i dodałam mokre składniki: masę daktylową, jajka, ekstrakt. Wymieszałam do połączenia składników. Dodałam posiekane orzechy i siemię. Ciasto przełożyłam do formy. Piekłam przez ok. godzinę. Studziłam na kratce.
Źródło: Pichcenie Kuby.
Smacznego.
Dziękuję i Kubie i Beatce za bardzo smakowite Gospodarzenie nam i oczywiście Alicji za całą piekarniczą zabawę. Jesteście wspaniali!
Pszenno-orkiszowy chleb z cukinią, ziemniakami i orzechami
Składniki:
25 g drożdży
szczypta brązowego cukru
550 g mąki T45 (użyłam chlebowej)
250 g jasnej mąki orkiszowej
400 ml letniego mleka
50 g stopionego masła
2 1/2 łyżeczki soli
200 g ziemniaków ugotowanych dzień wcześniej (w mundurkach)
150 g cukinii
150 g orzechów laskowych
Przygotowanie: Mleko lekko podgrzałam. Z kilku łyżek mleka, szczypty cukru i drożdży zrobiłam zaczyn. Mąki przesiałam na stolnicę. Cukinię i ziemniaki starłam na tarce (na grubych oczkach). Orzechy uprażyłam, zdjęłam z nich skórki, posiekałam z grubsza. Mąki, cukinię, ziemniaki i orzechy wymieszałam z mąkami i solą. Dodałam rozczyn i mleko z roztopionym masłem. Wyrobiłam ciasto, przełożyłam do naoliwionej miski i zostawiłam do wyrośnięcia (zajęło to ok. godziny). Po tym czasie ciasto podzieliłam, uformowałam dwa bochenki, włożyłam do dwóch średnich keksówek i odstawiłam do podwojenia objętości (ok. 30 minut). Piekarnik nagrzałam do 220 stopni Celsjusza. Chlebki posmarowałam, nacięłam i piekłam przez 10 minut, potem zmniejszyłam temperaturę do 180 stopni Celsjusza i piekłam jeszcze ok. 35-40 minut. Wystudziłam na kratce.
Ważne: Kiedy mam do chleba dodać roztopione masło, podgrzewam je z mlekiem w rondelku przez chwilę (nie można zagotować) i odstawiam do przestygnięcia. W tym czasie pokrojone wcześniej w kostkę masło roztapia się, a ja mam je już wymieszane z mlekiem. Nie robię tak przy słodkich drożdżowych wypiekach, przy których masło dodaje się na końcu wyrabiania, jak przy brioszce.
Źródło: Bea w kuchni.
La Taillaule, brioszka z Neuchâtel
Składniki:
500 g mąki T45 (tortowej)
2 1/2 łyżeczki drożdży w proszku (lub 20 g świeżych)
1 1/2 łyżeczki soli
200-250 ml letniego mleka
2 jajka
60 g cukru (pominęłam)
10 g miodu (dałam ok. 60 g miodu)
75 g miękkiego masła (dałam ok. 95 g.)
100-125 g rodzynek
otarta skórka z 1/2 cytryny (dodałam też sok)
+ jajko do posmarowania
Przygotowanie: Mąkę przesiałam, wymieszałam z solą. Z drożdży, odrobiny miodu i mleka zrobiłam zaczyn. Do mąki dodałam mleko, miód, jajka. Wyrabiałam aż uzyskałam jednolite i elastyczne ciasto. Na koniec dodawałam partiami masło, ze skórką cytrynową i sokiem z cytryny. Wyrabiałam, aż znów uzyskałam jednolite i elastyczne ciasto. Na koniec dodałam rodzynki i wyrobiłam. Ciasto odłożyłam do miski na rośnięcie na ok. godzinę. Następnie złożyłam ciasto kilka razy (można podzielić je na dwie mniejsze części) i spłaszczyłam, formując mniej więcej kwadrat. Boki kwadratu złożyłam do środka tak, by się stykały, a następnie zrolowałam ciasto. Umieściłam je w naoliwionej średniej keksówce, przykryłam i zostawiłam do wyrośnięcia na ok. 45 minut (do 3/4 wysokości formy). Po wyrośnięciu posmarowałam rozkłóconym jajkiem, a następnie ponacinałam (dosyć głęboko) ostrymi nożyczkami naprzemiennie – raz z lewej, raz z prawej strony, skośnie. Piekarnik nagrzałam do 200 stopni Celsjusza i piekłam przez ok. 45 minut (mniejsze brioszki należy piec 20-25 minut.) W połowie pieczenia zmniejszyłam trochę temperaturę i przykryłam brioszkę folią aluminiową, by za mocno się nie przyrumieniła. Studziłam na kratce.
Źródło: Bea w kuchni.
Chleb z daktylami, orzechami włoskimi i siemieniem lnianym
Składniki na bochenek 900g:
50 g masła bez soli, pokrojonego w kostkę + trochę masła do natłuszczenia
250 g daktyli, bez pestek i posiekanych
2 łyżki (ok. 30-40g) melasy
250 ml wody
250 g mąki pszennej jasnej
250 g mąki razowej pszennej
1/2 łyżeczki soli morskiej
125 g jasnego cukru muscovado lub brązowego
2 łyżeczki proszku do pieczenia
2 duże jajka, lekko rozbełtane
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
50 g posiekanych orzechów włoskich
30 g ziaren siemienia lnianego
Przygotowanie: Na niewielkim ogniu podgrzewałam masło, dodałam daktyle, melasę i wodę, aż melasa i masło się rozpuściło. Odstawiłam do ostygnięcia. Po tym czasie nagrzałam piekarnik do 170 stopni Celsjusza. Keksówkę (długą) nasmarowałam olejem. Do miski wsypałam mąki, proszek do pieczenia i cukier. Wymieszałam i dodałam mokre składniki: masę daktylową, jajka, ekstrakt. Wymieszałam do połączenia składników. Dodałam posiekane orzechy i siemię. Ciasto przełożyłam do formy. Piekłam przez ok. godzinę. Studziłam na kratce.
Źródło: Pichcenie Kuby.
Smacznego.









