
Przetworowe szaleństwo jakie dotknęło mnie przed tygodniem, akurat na początku Festiwalu Dyni zakończyło się niezwykle smakowitymi słoiczkami zgromadzonymi w szafkach i lodówce. Nie jestem wielką fanką jesieni, czasu zadumy i szarości. To czego jednak od pewnego czasu nie może mi zabraknąć w październiku, a czasem i w listopadzie to przetwory. Kolorowe słoiczki poustawiane w szafkach, wyjmowane czy to do posiłków, czy na prezenty ... no właśnie, na prezenty. Uwielbiam innych obdarowywać tym co ugotuję, co upiekę ... jednym słowem dziełem moich rąk.

Uwielbiam również, gdy smaruję kromki z domowego pieczywa takimi właśnie przetworami. Pomarańczowo-brązowy dżem ... nie, nie dżem, powidła raczej, jeśli brać pod uwagę długość ich smażenia jest słodkim hitem tej jesieni. Dynia o karmelowym posmaku, jaki uzyskałam dzięki brązowemu cukrowi, pachnie i smakuje imbirem, a gdzieniegdzie pod zębem chrupie orzeszek. Sama przyjemność zamknięta na czas słoty i deszczy, na czas zimna, na czas, gdy smutek wprasza się nieproszony.

Na taki czas uwielbiam jeszcze jedno. Piec ... a jeśli chodzi o szczerość, to nie tylko piec, ale i wyrabiać drożdżowe ciasta. Czy na słodko czy wytrawnie, czy w kształcie bułeczek, warkoczy, bochenków, rogalików ... bez znaczenia ... proces zagniatania ciasta tak ogromnie mnie relaksuje, że mogłabym robić to całymi dniami. Szczególnie, gdy w moje łapki wpada tak przyjemna i łatwa receptura, jak na sefardyjski chleb dyniowy, jaki zaproponowała nam w ostatniej Weekendowe Piekarni Narzeczona.
Lekko słodkie, krągłe bułeczki zniknęły jeszcze przed wieczorem, gdy mój domowy Miłośnik Bułeczek dorwał się do wciąż jeszcze ciepłych wypieków. Również prawie cała chałka zajadana z kozim serkiem wyparowała stanowczo za szybko. Rankiem już sama końcóweczka pozostała mi na śniadanie. Te wypieki były tak dobre, że z samego rana mąż zamówił sobie kolejną porcję na dzisiejsze popołudnie ... więc piekę, wyrabiam i piekę ... a potem zajadam te pomarańczowe kromeczki z niezwykłymi powidłami.
Powidła dyniowe z orzechami
Składniki:
2 1/2 kg obranej dyni, startej na grubych oczkach (w mikserze)
30 dag cukru (następnym razem dam mniej)
2 opakowania naturalnej pektyny
świeży imbir (ilość do smaku)
3 duże garście orzechów włoskich, z grubsza posiekanych
Przygotowanie: Dynię gotowałam na małym ogniu. Należy jej pilnować, aż nie puści soku, żeby się nie przypaliła. Gdy puściła soki, wsypałam cukier. Pod koniec należy dodać pektynę i ciągle mieszając gotować ok. 10-15 minut. Na koniec dodałam imbir (starty na tarce) oraz orzechy.
Dynię gotowałam długo - przez trzy dni ją odparowywałam po kilka godzin smażenia. Czas jednak zależy od pożądanej konsystencji i wodnistości dyni. Mi trafiła się szczególnie wodnista (polska odmiana bambino). Dynię można miksować, zostawić w takich miękkich wiórkach, a nawet przecierać. Ja ją lekko tylko zmiksowałam i nawet pomimo długiego gotowania pozostały kawałeczki "nazębne".
Źródło: Starcie dyni na tarce przed jej smażeniem poradziła mi Jagódka (Chata Magoda), ale ze względu na wodnistość dyni zupełnie zmieniłam recepturę. Jagoda radziła, by smażyć dynię króciutko, tylko do czasu zagotowania.
Pan de Calabaza (Sefardyjski chleb z dynią)
(2 półkilogramowe bochenki lub 16 bułeczek)
Składniki:
115 g dyniowego pure
21 g świeżych
po 1/2 łyżeczki mielonych kardamonu i imbiru
500 g mąki chlebowej pszennej
140 g ciepłej wody
70 g cukru
1 1/2 łyżeczki soli
55 g oleju
1 jajko
mleko na glazurę
ziarna sezamu po posypania
Przygotowanie: Drożdże, kardamon, imbir i 90 g mąki, zalałam ciepłą wodą i wymieszałam. Odstawiłam na ok. 20 minut, aż zaczyn ruszył. Potem dodałam resztę składników, ale mąkę dosypywałam w czasie mieszania/wyrabiania. Ciasto powinno być twarde i nie lepiące, ale elastyczne. Wyrobione ciasto przełożyłam do naoliwionej miski, przykryłam folią i odstawiłam na 2-3 godziny (powinno potroić objętość). Po tym czasie lekko odgazowałam, podzieliłam na dwie części. Z jednej zaplotłam chałkę z 4 sznurków, a z drugiej części uformowałam 8 bułeczek. Odstawiłam na blasze do wyrośnięcia na ok. 1 - 1 1/2 godziny. Piekłam w piekarniku nagrzanym do 180 stopni Celsjusza. Chałkę piekłam ok. 40-45 minut, a bułeczki ok. 25 minut. Przed pieczeniem posmarowałam mlekiem i posypałam sezamem (białym i czarnym), a bułeczki jeszcze nacięłam. Studziłam na kratce.
Źródło: Na kruchym Spodzie Narzeczonej
Smacznego.




















