Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sałatki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 7 sierpnia 2010

Eksperymentalnie wyszło gospodarnie.


Dziś za oknem aura zmienna i kapryśna, ale były i dni, gdy żar lał się z nieba, odbierając apetyt. Żeby jednak z sił nie opaść, a i coś ciekawego na talerzu zobaczyć, przeglądałam w głowie pomysły na sałatki. I wtedy przyszło olśnienie. A może tak połączyć dressing i z sałatką i makaronem?


Pomysłu nie szukałam długo. Dressingu cesarskiego, jaki proponuje w swoich "Jajkach" Roux, jest o wiele za dużo na dwie porcje sałatki, ale czemu reszty nie połączyć ze śmietanowym sosem, dodać kilka sardynek, długie nitki makaronu i kolacja gotowa. Tym sposobem jeden pomysł na lunchową sałatkę, przeobraził się w całodzienne smakowite menu.

I tak okazało się, że nie tylko smacznie i eksperymentalnie wyszło, ale i gospodarnie. Czego chcieć więcej?

Hmmmm ... lepszej pogody za oknem :-)

Miłego weekendu Wam życzę i na targ biegnę, korzystając z chwilowego przejaśnienia.


Sałatka cesarska by Roux
(4 porcje)

Składniki:
12 filetów anchois (u mnie po sardynki)
2 oczyszczone sałaty rzymskie (u mnie 1, ale duża)
1/2 porcji dressingu cesarskiego (przepis poniżej)
2 kromki chleba (ja dałam 4)
60 g topionego masła lub oleju arachidowego (ja dałam oliwy, a ilość na oko :) )
100 g parmezanu (dałam mniej, mniej więcej 60 g - część starta na wiórki do grzanek, a część w cieniutkie płatki do sałatki)
4 jajka w koszulkach (u mnie 2)
2 łyżki posiekanej drobno natki (pominęłam)

Przygotowanie: Najpierw ugotowałam jajka w koszulkach, trochę stosując się do rad Roux trochę korzystając z własnych doświadczeń. Więc: w szerokim garnku zagotowałam wodę, tak by była na ok. 10 cm wysokości. Dodałam 1 łyżkę octu winnego. Każde jajko wbiłam do niewielkiej filiżanki, zamieszałam wodę i wlewałam jajko w utworzony wirek. Na raz nie gotuję zwykle więcej niż 3 jajka (Roux pisze o 4), ale to zależy pewnie od oka, wprawy i wielkości garnka :-). Po 1 1/2 do 2 minut wyjmuję jajka, wkładam je do zimnej wody i odstawiam do czasu aż będą mi potrzebne.
Grzanki szykuję w sposób najprostszy na świecie. Kroję chleb na grube kromki, a potem w kosteczkę, dodaję soli, parmezanu i na koniec oliwy (czasem dodaję też suszonych lub świeżych ziół). Wykładam na blachę wyłożoną pergaminem i piekę w nagrzanym do 200 stopni piekarniku przez kilka minut, tylko tyle by się zrumieniły (czasem wkładam je pod grill, ale wtedy muszę czatować przy piekarnikowym okienku, bo wystarczy chwila i się spalą :D).
Sałatę oddzielam na liście w dniu zakupu, myję, delikatnie podsuszam w suszarce i jeszcze trochę wilgotną zawijam w ręczniki papierowe, a następnie w folię aluminiową. Tak przygotowana sałata nie straci swej świeżości nawet do tygodnia (w przypadku rzymskiej, inne do 3-4 dni - tak samo przechowuję natkę i koperek, a szczypiorek bez ręcznika papierowego). Gdy potrzebuję sałaty, wyjmuję potrzebą ilość liści, dosuszam je, kroję lub rwę i mieszam z dressingiem tuż przed podaniem.
Tę sałatkę skomponowałam następująco: Wymieszaną z dressingiem sałatę ułożyłam na talerzach, posypałam hojnie grzankami, ułożyłam sardynki i posypałam wiórkami parmezanu. Jajka wyjęłam z wody, przycięłam ewentualne farfocle, włożyłam do wrzątku na 30 sekund, osuszyłam na czystym ręczniku i położyłam jako zwieńczenie sałatki. Roux polecał by jajko obtoczyć w posiekanej pietruszce, ja posypałam je tylko fleur de sel i pieprzem. Podałam od razu.

Dressing cesarski wg Roux

Składniki:
1 żółtko
1/8 łyżeczki musztardy dijonskiej
1 łyżka soku z cytryny
1/8 zmiażdżonego ząbka czosnku
1 łyżeczka sosu rybnego (z ekstraktem z anchois)
75 ml. oleju arachidowego
30 g startego parmezanu
świeżo zmielony pieprz

Przygotowanie: Do miseczki włożyłam żółtko, musztardę, czosnek, sok z cytryny i roztrzepałam do uzyskania gładkiej masy. Dodałam sos rybny i powoli dolewałam olej, aż całość się połączyła (technika podobna jak przy majonezie). Na koniec dodałam parmezan i 2 łyżki wody, żeby rozrzedzić sos. Doprawiłam pieprzem (ewentualnie solą, ale wg mnie nie było już potrzeby, gdyż i sos rybny i parmezan są słone).

Źródło: M. Roux "Jajka"

Makaron z sardynkami

2 porcje makaronu spaghetti ugotowałam al dente, a w tym czasie zeszkliłam 2 drobno posiekane szalotki, dolałam do nich kieliszek wermutu i odparowałam do 1/3. Wlałam 1/2 kubeczka gęstej śmietany, zamieszałam, doprawiłam solą i pieprzem, pogotowałam ok. 2 minuty. Zgasiłam gaz, wlałam resztę dressingu cesarskiego cały czas mieszając trzepaczką, dodałam ugotowany makaron i rozłożyłam porcje na talerze. Dorzuciłam sardynek, płatków parmezanu, posiekanej pietruszki i voila.

Zdjęcia nie udało się już zrobić wieczorową porą, ale wierzcie mi, to była wspaniała kolacja.

Smacznego.

wtorek, 2 marca 2010

Piknik zimą, czyli wiosna w domu.


Pierwsze oznaki wiosny na razie tylko czuć w powietrzu, czasem widać w radośniej prześwitujących promieniach słońca, ale za oknem wciąż zimno i często zacina nieprzyjemny deszcz. Mnie jednak nawet pomimo tej zimowej aury, ciągnie na piknik. Czemu więc nie urządzić go w domu?


I tak kilka tygodni temu, kiedy jeszcze zima trzymała świat w swoich śnieżnych okowach, ja kształtowałam puchate bułeczki, posypując je sezamem, formowałam warzywno-serowe burgery i mieszałam zimową sałatkę, o egzotycznych, a przez to cieplejszych aromatach. Muszę powiedzieć, że zestaw ten zachwycił mnie całkowicie. Wyraziste w smaku kotleciki, miękkie i soczyste, ułożone zostały na zgrillowanej bułeczce, jaką z samego rana upiekłam, a w którą wsiąkł po indyjsku doprawiony dressing z sałatki z porów i gruszek.


Teraz, gdy mojemu żołądkowi dokuczają wrzodowe bóle, już obmyślam* jak ponowić taki piknik, już nie ze smażonymi, a pieczonymi burgerami. Wkrótce więc rozłożymy kocyk na podłodze, w kubeczki wlejemy piwa imbirowego, w serwetki weźmiemy po aromatycznym burgerze i tak zagości u nas wiosna, mimo wciąż zimowej aury na dworze.


* Alciu, dziękuję za podpowiedzi :* Zdrowiej szybciutko Kochana Babeczko :*


Różowe burgery

Składniki:
2 czerwone cebule, drobno posiekana
4 duże ząbki czosnku, posiekane
200-250 g tofu - ja dałam młodego, dojrzewającego sera z Wizajny, starty na tarce
4 łyżki masła orzechowego
3 łyżki oliwy
400 g ugotowanej fasolki adzuki lub czerwonej fasolki, zmiksowana na kaszę
300 g buraków, upieczonych i utartych na tarce o dużych oczkach
1 łyżeczka utartego świeżego imbiru
1-2 jajka, w zależności od konsystencji
1 łyżka posiekanego szczypiorku
1 łyżka posiekanej kolendry
1 łyżka sosu sojowego
1 łyżeczka garam masali
2 łyżki soku z cytryny
sól i pieprz
mąka z ciecierzycy - 2-3 łyżki do masy i kilka do obtaczania
oliwa do smażenia

Przygotowanie: Na oliwie zeszkliłam cebulkę, po chwili dodałam czosnek i podsmażyłam wszystko. Ostudziłam. Do miski wrzuciłam wszystkie składniki i wymieszałam. Mąkę i jajko należy dodawać w zależności od konsystencji. W mące obtaczałam kotleciki i smażyłam je na oliwie. Po usmażeniu odkładałam na talerz wyłożony ręcznikiem papierowym, by obciekły z tłuszczu. Do czasu podania trzymałam w ciepłym piekarniku. Podałam z bułeczkami burgerowymi, podpieczonymi po przekrojeniu i sałatką z pora.

Następnym razem z cebulki i czosnku oraz imbiru zrobię tarkę, dodając jeszcze nasiona kolendry, gorczycy i czarnuszki.

Źródło: Alcia i Tatter

Bułeczki burgerowe

Sponge:
320 g białej pszennej mąki chlebowej
2 łyżeczki drożdży instant
340 g ciepłego mleka (35-38C)

Składniki sponge mieszam dokładnie, zakrywam szczelnie folia i zostawiam w ciepłym miejscu na 45-60 minut. Sponge jest gotowy, gdy potroi prawie swoja objętość.

Do gotowego sponge wsypuje:
215 g białej pszennej mąki chlebowej
1 1/2 łyżeczki soli
3 łyżki cukru

Mieszam dokładnie i dodaje:
1 duże żółtko
9 łyżek oleju, lub rozpuszczonego masła

Wyrabiam elastyczne, gładkie i delikatnie lepkie ciasto. Wykładam je do lekko naoliwionej miski i zostawiam pod przykryciem na 2 godziny.Wyrośnięte ciasto wykładam na blat, odgazowuję, zwijam i dzielę na 10 części. Lekko formuję w kule, zakrywam, zostawiam na 20 minut. Następnie formuję dobrze naciągnięte bułeczki, układam je na naoliwionej blasze lekko spłaszczając. Zostawiam do wyrośnięcia na 1 - 1 1/2 godziny. Piec rozgrzewam do 205 stopni Celsjusza. Przed wsunięciem blachy z bułkami do pieca, smaruje je rozmąconym jajkiem/żółtkiem z 1 łyżka wody i posypuje sezamem (białym lub czarnym). Piekę 20 minut. Studzę na kratce przez min. 15 minut.
Źródło: Tatter

Sałatka z porów z indyjskim akcentem

Składniki:
3 pory, białe części, pokrojone na cienkie talarki
2 gruszki lub 2 małe jabłka, starte na grubej tarce
1 duża marchew lub 1 biały/żółty średni burak, starta na grubej tarce
1 czubata łyżka siekanej kolendry
1 łyżka uprażonego sezamu

Dressing:
3 łyżki majonezu
2 łyżki jogurtu greckiego
1 łyżeczka soku z cytryny
1/4-1/2 łyżeczki garam masali
sol i pieprz do smaku

Przygotowanie: Składniki dressingu mieszam. W misce mieszam składniki sałatki z dressingiem, przykrywam folią i odstawiam do lodówki by się przegryzło. Ocieplam przed podaniem.

Źródło: Tatter

Smacznego.

sobota, 21 listopada 2009

Korzenna Uczta Wielkiej Trójcy.


Wielka Trójca spotkała się, by Korzenne Gotowanie rozpocząć, by początek ten wielkimi dziełami naznaczony został, by smakoszy podniebienia rozpusty zaznały. Oj, działo się, działo! Nosy co i rusz drażnione przez wspaniałe zapachy, podniebienia łaskotane ciągłym próbowaniem gotowanych dań, popijane w między czasie trunki, plotki i ploteczki ... nie da się tego pokrótce opisać, tego śmiechu, tych zachwytów, tych rozmów, a nawet tej krwi z pociętego paluszka niżej podpisanej ... ale może od początku opowiem, byście i Wy mogli choć przez chwilę towarzyszyć nam w czasie Wielkiej Korzennej Uczty, której degustatorami trzy kuchareczki wraz z moim Ukochanym Mężem byli.


Kimże były te trzy kuchareczki, zapytacie? Już spieszę z odpowiedzią. Niżej podpisana gościła w swojej kuchni, w swoim małym zakątku szczęścia, Oczko i Ptasię. Skoro więc sama Gospodyni zarówno Korzennego Tygodnia jak i Weekendowej Piekarni nam towarzyszyła nie pozostało nam z Oczkiem nic innego, jak podpatrywać jak nam nasza Mistrzyni chleb zagniatała, pachnący daleką Prowansją, pełnym ciepła i domowego nastroju, pomagając jej przy tym z całych sił swych. Czyż nie pisałam ostatnio o konieczności elastyczności? Pisałam! Więc i tym razem do tej elastyczności się odwołałyśmy, chlebek zamiast tylko pszennego, również i orkiszowy piekąc, oraz aromatycznym tymiankiem go wzbogacając, co już od samego początku naszego spotkania wprowadziło nas w rozkoszną niecierpliwość.


Nie zapomniałyśmy jednak i o korzennych nutach, wręcz obowiązkowo pojawiających się na zimowych stołach. Soczyste pomarańcze, egzotyczne przyprawy, zagadkowe nazwy - to był nasz główny punkt programu. Khoresht, perski gulasz, nie tylko przeniósł nas w słodkie i odległe tereny, ale i nasze Oczko mięśnie zdeprawował (na co dowód dostarczam poniżej). Kto w kuchni lubi sobie pogrzeszyć, pofolgować sympatiom i smakom, ten prawdziwie szczęśliwy będzie, kiedy parujący półmisek pełen kruchych kawałeczków jagnięciny, okraszonej słodziutkimi pomarańczami i marchewkami, chrupkimi pistacjami i orzeźwiającą mięta, oblany złotym, aromatycznym sosem pojawia się na stole. Niemalże jak bogactwo stołu pasz i sułtanów, tak i nasz stół zastawiony był najróżniejszymi skarbami.

Skoro więc przy stole tak smakowicie grzeszyliśmy, najpierw łez tysiące popłynęły gdy cebuli niezliczone ilości pokrojone zostały. Również krwi kropel kilka na ostrzu się pojawiły, gdy niżej podpisana wielkie pomarańcze obierała. Oparzenia czy do od pary, czy od nagrzanej w piekarniku blachy dopełniły naszej odpustowej listy, czyste sumienie na kulinarne przewiny pozostawiając.


Gdy więc czas Uczty nadszedł, a czwórka smakoszy do stołu zasiadła, bez żadnych wyrzutów pozwoliliśmy korzennej sałatce apetyty nasze wyostrzać. Chrupkie piórka cebuli, mięciutkie kawałeczki pomarańczy, mięsiste oliwki wszystko skąpane w dressingu tak niezwykłym, jak można by się spodziewać po tym dniu. Tam imbir z kardamonem toczyły swoje ostro-słodkie boje. W asyście cynamonu i miodu słodycz wygrała, choć i ostrość i kwaskowatość swoje miejsce w tle palety smaków zajęły. Dowodem wyborności smaków, prawdziwym uznaniem dla starań naszych, talerze do czysta wycierane kromeczkami chleba były.

W towarzystwie win uprzyjemniających Ucztę, niespieszne, pełne radości rozmowy się toczyły, a ciche brzęki kieliszków dawały melodyjne tło naszym śmiechom i głosom. Białe wino wprost z australijskich winnic Deakin Estate, szczepem Sauvignon Blanc dzieliło się z nami przyjemnym orzeźwieniem, w czasie gdy sałatka wraz z chlebem królowały na stole. Jagnięcina jednak czerwonych kolorów się domagała i w zależności od gustów chilijskie Alto Vuelo, z ekologicznej uprawy dopełniało rozkoszy stołu. Malbec dla lubiących mocniejsze, treściwsze wina, a szczepy Cabernet Sauvignon wraz z Carmenere dla delikatniejszych podniebień doskonale się sprawdziły.


Niestety Ptasia, nasza miła towarzyszka do swoich zajęć musiała się udać, deser pozostawiając tylko naszej degustacji. Popijając więc zdrowie nieobecnej, łyżeczki w mięciutkich babeczkach zatopiliśmy, by i zaległej Weekendowej Cukierni zadośćuczynić. Oj, smakowite było to zajęcie. Smakowite, choć pełne wstrzymywanego oddechu, gdy babeczki na talerzykach kształt kapelusików przybrały, upust swojej kapryśności dając. Żadne jednak smuteczki nie miały do nas dostępu. Białym złotem oblane, brązowe słodkości zakończyły nasze wyborne biesiadowanie. Mięciutkie babeczki, lekko pękające na języku, z ostrawym imbirem przełamującym słodycz nie pozwoliły myśleć o ich formie, na wybornym smaku karząc się koncentrować, ciesząc się z tak wybornie kończonej Uczty.

Takie to było Wielkiej Trójcy gotowanie, takie to było naszej czwórki ucztowanie. Teraz radosne i smaczne wspomnienia rozjaśniają jesienne szarugi, inspirując do kolejnych czy to korzennych czy to wspólnych dokonań. Dzięki Dziewczynki za wspaniałą zabawę :***

Biały chleb prowansalski*
(Chleb z cebulą na białym winie)

Składniki:
500 g mąki pszennej chlebowej i zwykłej (my dałyśmy mieszankę orkiszowej chlebowej typ 1100, chlebowej pszennej i odrobinę tortowej pszennej)
15 g świeżych lub 1,5 łyżeczki drożdży instant
150 ml białego wina
130-150 ml letniej wody (dałyśmy więcej ze względu na użycie mąki orkiszowej)
2 łyżki masła
2 małe cebule
duża szczypta tymianku
1,5 łyżeczki soli

Przygotowanie: Cebulki drobno posiekałyśmy. Na stopionym maśle zeszkliłyśmy cebulkę, na koniec dodając szczodrą szczyptę tymianku. Patelnię zdeglasowałyśmy ok. 60 ml. wina. Odstawiłyśmy do ostudzenia, nie odstawiając cebulki do odcedzenia. Następnie wymieszałyśmy mąki, drożdże, sól z ostudzoną cebulką, resztą wina i wodą. Odstawiłyśmy wszystko na 10 minut. Po tym czasie zagniotłyśmy ciasto, aż stało się zwarte i elastyczne (w między czasie musiałyśmy dodać wody, bo było za suche). Odłożyłyśmy ciasto do naoliwionej miski na ok. 1 1/2 godziny, raz w między czasie składając ciasto. Po tym czasie uformowałyśmy 2 bochenki, ułożyłyśmy je w koszykach i odstawiłyśmy na ok. 30-45 minut do podwojenia objętości. W między czasie nagrzałyśmy piekarnik do 230 stopni Celsjusza (hydropieczenie) z blachą w środku (zamiast kamienia). Bochenki wyłożyłyśmy na blachę, posmarowałyśmy mlekiem, nacięłyśmy i piekłyśmy ok. 20-25 minut. Studziłyśmy na kratce.

* w czasie uczty mój Mąż wyraził rozczarowanie, że chleb nie ma swojej nazwy. Zgodnie więc nazwaliśmy chleb - Białym (bo z jasnych mąk) chlebem (pomimo lekko bułkowego miąższu, ale o chrupkiej i wyrazistej skórce) prowansalskim (ze względu na użycie tymianku, cebulki i wina, które pasowało nam ogromnie do sztandarowego dania regionu, ratatouille)

Źródło: Coś niecoś Ptasi

Marokańska sałatka z cebuli i pomarańczy

Składniki: 500 g cebuli (czerwonej)
3 soczyste pomarańcze
3/4 szklanki oliwek czarnych i wędzonych

Dressing: 4 łyżki oliwy
1 1/2 łyżki octu z granatów i soku z cytryny
1 łyżeczka miodu leśnego
szczypta cynamonu
szczypta kardamonu
szczypta imbiru mielonego
czarny mielony pieprz
fleur de sel

Przygotowanie: Składniki dressingu wymieszałyśmy w słoiczku, do uzyskania jednolitej emulsji. Cebulę pokroiłyśmy w cienkie piórka i zalałyśmy ją dressingiem. Odstawiłyśmy tą mieszaninę na ok. 30 minut (można dłużej, by cebula straciła jeszcze więcej swojej ostrości, ale nie za długo, by nie straciła chrupkości). Po tym czasie wyfiletowałyśmy pomarańcze tak, by sok z nich spływał do miski z cebulą. Wymieszałyśmy, doprawiłyśmy do smaku. Na koniec dodałyśmy czarne i wędzone oliwki, pokrojone na połówki.

Źródło: Galeria Potraw

Pomarańczowo-korzenny khoresh z jagnięciny

Składniki:
4 pomarańcze (ok. 700 g)
30 g masła
2 łyżki cukru (brązowy)
szczypta soli

1 łyżka oliwy
1,8 kg jagnięciny (łopatka i karkówka), pokrojone na 4 cm kawałki
400 g cebuli, pokrojonej w płatki
1/2 łyżeczki cynamonu (dałam 1)
4 ziarna kardamonu, rozbite (dałam 8)
szczypta szafranu (duża)
1 limonka
600 g marchewek, pokrojonych w plasterki
2 łyżki wody z kwiatu pomarańczy (dałam 1)
40 g niesolonych pistacji
garść liści mięty
sól i pieprz

Przygotowanie: Najpierw należy przygotować kandyzowaną skórkę pomarańczy. Z 3 pomarańczy obrałyśmy skórkę (bez albedo), pokroiłyśmy w paski. W rondlu z wrzątkiem gotowayśmy ją przez 3 minuty, po czym odcedziłyśmy. W rondelku skórki podsmażyłyśmy na maśle z dodatkiem soli i cukru, aż zrobiły się lekko brązowe. Odcedziłyśmy tak, by masło spłynęło do garnka, w którym później robiłyśmy gulasz. Skórki odłożyłyśmy na bok, do późniejszej dekoracji dania.

W garnku z masłem dodałyśmy oliwę i rozgrzałyśmy go. Obsmażałyśmy mięso partiami tak, by tylko zamknąć pory mięsa z każdej strony, a następnie odkładałyśmy na talerz. Potem obsmażyłyśmy cebulę, aż się zeszkliła i lekko przyrumieniła, dodałyśmy cynamon, kardamon oraz szafran i podsmażyłyśmy ok. minutę, by uwolnić aromaty. W między czasie z 2 wcześniej obranych pomarańczy i limonki wycisnęłyśmy sok. Wrzuciłyśmy mięso wraz z sokami jakie z niego wypłynęły do cebuli z przyprawami, doprawiłyśmy solą i pieprzem, dokładnie wymieszałyśmy. Dolałyśmy sok z cytrusów oraz wodę, by lekko przykryła składniki gulaszu. Przykryłyśmy i dusiłyśmy na malutkim ogniu ok. 1 1/2 godziny (u nas wyszło to o ok. 30 minut dłużej, by mięso było odpowiednio kruche). Na ostatnie 30 minut duszenia dodałyśmy pokrojoną marchewkę, a na sam koniec dodałyśmy wyfiletowane ostatnie 2 pomarańcze. Gotowałyśmy ok. 10 minut bez przykrycia. Podałyśmy z ryżem basmati, posypane listkami mięty (można je pokroić na paseczki), kandyzowaną skórką oraz pistacjami. Miętę, skórkę i pistacje w większości podałyśmy w osobnych miseczkach, by każdy nałożył sobie według uznania.

Źródło: Chocolate and Zucchini

Czekoladowe babeczki z gruszkami i imbirem

Składniki:
60 g miękkiego masła
70 g cukru (drobnego)
350 g gruszek (u nas to były 2 duże)
4 łyżki soku z cytryny (u nas sok z 1 cytryny)
30 g kandyzowanego imbiru
100 g czekolady (70% kakao)
4 jajka
szczypta soli
2 łyżki syropu gruszkowego (pominęłyśmy)
1 łyżeczka cukru pudru

Przygotowanie: 6 kokilek (o pojemności 200 ml) posmarowałyśmy masłem i wysypałyśmy cukrem. Gruszki obrałyśmy, pokroiłyśmy w kostkę. Imbir kandyzowany również pokroiłyśmy drobniutko i wymieszałyśmy z gruszkami wraz z sokiem z cytryny. Odstawiłyśmy na bok, dizęki czemu w między czasie gruszki puściły odrobinę soku. Czekoladę rozpuściłyśmy w kąpieli wodnej, przestudziłyśmy. Piekarnik nagrzałyśmy do 250 stopni Celsjusza (bez termoobiegu!) i przygotowałyśmy dużą formę, gdzie wstawiłyśmy kokilki. W czajniku zagotowałyśmy wodę, by babeczki upiec w kąpieli wodnej. Żółtka utarłyśmy z masłem, dodałyśmy czekoladę i dokładnie połączyłyśmy. Białka ubiłyśmy ze szczyptą soli, następnie pomału dodałyśmy cukier. Białka delikatnie połączyłyśmy z masą z czekoladą. Kokilki napełniałyśmy do ok. 3/4 wysokości, na koniec do każdej włożyłyśmy po płaskiej łyżce mieszaniny gruszkowo-imbirowej. Naczynie, w którym stały kokilki napełniłyśmy gorącą wodą (do 2/3 wysokości kokilek) i piekłyśmy przez ok. 20 minut. Po 10 minutach powinnyśmy położyć na babeczkach folię aluminiową, ale zrezygnowałyśmy z tego. Podałyśmy ciepłe z gruszkami i imbirem, oprószone cukrem pudrem.

Źródło: Salt & Pepper

Oto dowód mięsnej deprawacji Oczka - nie tylko jagnięciną się zajadała (nie raz!), ale i sama ją kroiła z uśmiechem na twarzy. Ta druga para rączek do niej właśnie należy, za to ta rękawiczka zaplastrowany paluszek niżej podpisanej ukrywa. Muszę jeszcze dodać, że większość zdjęć tutaj zamieszczonych (poza zdjęciami deseru), choć moim aparatem, ale zdolnościami i staraniami zdolnej Zemfi powstały - niezłe ma oczko nasze Oczko, prawda :) Za to niżej pokazane zdjęcie powstało dzięki Ptasi :*

Smacznego.



WeekendowaPiekarnia



poniedziałek, 13 kwietnia 2009

Chrup ... chrup ... chrup ...


Chrup ... chrup ... chrup ...

... tylko taki dźwięk słychać, gdy zajadamy tą sałatkę. Wiosenne, jędrne warzywa, a ich smaki zatapiane w intensywnym w smaku sosie. Czarnuszka o lepsze walczy z rzeżuchą, ale pogodzone zostają zupełnie, gdy wraz z jogurtem wiosenne warzywo oblepią. Co tu dłużej mówić ...

Chrup ... chrup ... chrup ...


Wiosenna sałatka

Składniki:
1 pęczek rzodkiewek
1 kalarepka
1 mały ogórek

1/2 jogurtu greckiego
1 garść drobno posiekanej rzeżuchy
szczypta czarnuszki
sól i zielony pieprz

kromka chleba

Przygotowanie: Warzywa pokroiłam na wielkość dużego kęsa, jogurt wymieszałam z rzeżuchą i czarnuszką, doprawiłam solą i pieprzem. Można albo jeść warzywa zamaczane w dipie albo wymieszać go z warzywami. Podałam z kromką chleba.

Smacznego.

Kuchnia Wielkanocna 22.III. - 25.IV.2009

wtorek, 17 marca 2009

Pożegnanie zimy.


Kwaskowata, chrupka, pięknie pachnąca octem z granatów sałatka z króla zimowych warzyw - selera. Doskonała jako samodzielny posiłek z kromką chleba lub jako dodatek do obiadu. Pałaszowaliśmy ją z pieczonymi pierogami prawie czując jak witamina C wzmacnia nasze ciała, gdyż zarówno seler, granat jak i pietruszka czy lubczyk pełne są tej dobroczynnej dla zdrowia i odporności na zimowe choroby witaminy.

Choć to bardzo zimowa sałatka, dla nas stała się prawie jak kulinarna Marzanna. Zatonęła w naszych brzuszkach, będąc smacznym pożegnaniem zimy.


Remulada selerowa

Składniki:
1 seler o wadze ok. 1/2 kg., starty na grube wióry, skropiony sokiem z cytryny, aby nie ściemniał
1 mały pęczek posiekanej natki pietruszki i lubczyku
1 łyżeczka musztardy Dijon
1 łyżka octu z granatów
1 łyżka soku z cytryny
1/3 szklanki majonezu (w oryginale 1/2)
sól i zielony pieprz

Przygotowanie: W misce wymieszałam selera z natką pietruszki. W osobnym naczyniu wymieszałam składniki dressingu: musztardę, ocet, sok z cytryny, majonez, sól i pieprz. Dodałam dressing do selera z pietruszką i dokładnie wymieszałam. Doprawiłam do smaku. Odstawiłam do lodówki na przynajmniej godzinę, dla przegryzienia smaków i wyjęłam na 20 minut przed podaniem, by się rozgrzało. Przed podaniem wymieszałam.

Źródło: Mireille Guiliano "Francuzki nie tyją. ..."

Ocet z granatów

Składniki:
3 dojrzałe granaty
300 ml. octu z wina czerwonego

Przygotowanie: Granaty przepołowić, ponakrawać po bokach i trzymając nasionami w dół nad miską, uderzać o skorupkę, tak by pestki wypadły (lub w dowolny inny sposób oddzielić pestki od skorupki i błonek). Pestki które nie wypadną, wyjąć łyżeczką. Oddzielić wszystkie błonki i same pestki zalać octem. Odstawić w szczelnie zamkniętym słoju na 3-5 dni, na słonecznym parapecie. Po tym czasie przefiltrować ocet przez gazę i przelać do butelki. Przechowywać w chłodnym i ciemnym miejscu do 6 miesięcy.

Źródło: Blog Agnieszki "Moja kuchnia dla Atlantykiem"

Smacznego.

poniedziałek, 16 lutego 2009

Krótkie rozstanie, czyli Tilia offline.


Ponieważ przez kilka dni nie będę miała dostępu do globalnej sieci, a tym samym i do naszych wspaniałych książek kucharskich, tedy na to krótkie rozstanie prezentuję Wam wyborny i domowy obiad. Aromatycznie od szałwii, słodko od moreli, tłusto i prosto, ale i wiejsko, domowo było u nas kilka dni temu, gdy na targu dostałam wspaniałe, grube plastry schabu, a na stoisku obok zapachniał mi pęczek szałwii. Wystarczyło tylko kupić ziemniaki, pomidory jako tęsknotę do lata, bawola mozzarella już czekała w domu, by wraz z sokiem z limonki stworzyć wspaniały posiłek ... costolette di maiale con salvia ... jak można nie kochać tego języka ... muszę się go kiedyś nauczyć.

A tymczasem smacznego Wam życzę w czasie naszego krótkiego rozstania.



Kotlety wieprzowe z szałwią
(4 porcje)

Składniki:
50 g masła (ja użyłam masła już wcześniej doprawionego sokiem z limonki, tymiankiem, pietruszką, chili - przepis znajdziecie tutaj)
24 liście szałwii (ja użyłam całą doniczkę szałwii i dodałam ok. 1/3 doniczki tymianku)
1 główka czosnku (3-4 obrane, reszta w łupinkach)
4 plasterki prosciutto (pominęłam)
4 suszone morele (ja użyłam 6)
4 grube kotlety wieprzowe z kostką (ja użyłam bez kostki)
6 grubych plasterków pancetty/boczku wędzonego (najlepiej grubości 1 cm) lub 200 g wędzonej słoniny (ja dałam 10 dag wędzonego boczku, pokrojonego w cienkie plastry)
1 kg ziemniaków, obranych i pokrojonych w kostkę (ja użyłam mniej)
oliwa

Przygotowanie: W misce blendera połączyłam masło, posiekane morele, posiekane zioła (szałwii zostawiłam ok. 1/3 doniczki do ziemniaków i kilka listków do dekoracji) oraz 3-4 ząbki czosnku. Doprawione masło włożyłam do zamrażalki. Ziemniaki obrałam i pokroiłam w dużą kostkę. Obgotowałam je w osolonym wrzątku przez 3-4 minuty, odcedziłam i odstawiłam do przestygnięcia. Naczynie do zapiekania posmarowałam cienko oliwą i wyłożyłam cienko pokrojonym wędzonym boczkiem. Na tym ułożyłam ziemniaki, które posypałam resztą posiekanej szałwii, nieobranymi ząbkami czosnku i skropiłam oliwą. Nagrzałam piekarnik do 220 stopni Celsiusa. Włożyłam do nagrzanego piekarnika naczynie z ziemniakami i boczkiem. W tym czasie oczyściłam kotlety z nadmiaru tłuszczu i z boku wycięłam w nich kieszonki, w które wkładałam po dużym kawałku masła (powinnam była dodać też prosciutto do masła, ale niestety nie udało się mi go dostać). Kotlety posoliłam i popieprzyłam z obu stron. Po 10 minutach od włożenia ziemniaków do piekarnika zaczęłam obsmażać kotlety na rozgrzanej patelni z odrobiną oliwy (tak czy siak trochę masła wycieknie). Smażyłam je ok. 10 minut, do zarumienienia. Wyjęłam naczynie z ziemniakami z piekarnika i ułożyłam na nich kotlety. Piekłam jeszcze ok. 10-15 minut (zależnie od wielkości kotletów, ja piekłam 10 minut). Na ostatnie 3-4 minuty włożyłam do naczynia po pomidorze alla hasselbacken. Podałam w naczyniu, w którym się piekło i dopiero na stole układałam indywidualne porcje.

Źródło: Jamie Oliver "Włoska wyprawa Jamiego"

Pomidory alla hasselbacken
(4 porcje)

Składniki:
4 duże i foremne pomidory, twardawe
2 kulki mozzarelli di bufala
sól i pieprz
sok z 1 limonki

Przygotowanie: Każdego pomidora ponacinałam, tak aby utworzyć coś na kształt połączonych ze sobą karteczek. Kulki mozzarelli przecięłam wzdłuż na pół i potem na plasterki, tyle ile zrobiłam nacięć na pomidorze. Ser włożyłam w nacięcia, posoliłam i popieprzyłam. Danie można podawać od razu polane sokiem z limonki, albo zapiec kilka minut (do początkowego roztapiania sera) w piekarniku i polać sokiem z limonki dopiero tuż przed podaniem.

Smacznego.

czwartek, 15 stycznia 2009

Kiedy Toruń przyjeżdża do Warszawy.


Kiedy?

Piątek, wczesne popołudnie.


Gdzie?
Zimny, ciemny i obskurny warszawski dworzec centralny.


Co?

Czekanie na kulinarne, słodko-wytrawne, piekarnikowo-patelniane, procentowe i bezprocentowe szaleństwa w stolicy.


Tak można by określić rozpoczęcie kulinarnego spektaklu, kiedy to
Panna z Piernikowa, inaczej zwana Kurczakiem z Chatki na Kurzej Stopce, a ostatnio nawet Księżniczką, przyjechała w odwiedziny do mnie i Oczka, na pieczenie chleba oraz inne kulinarne i nie tylko atrakcje.


Po bardzo udanych zakupach w Złotych Tarasach i na Hali Mirowskiej, wsiadłyśmy w tramwaj, a potem metro i tak dojechałyśmy na warszawski Ursynów, gdzie rozpoczęła się moja kulinarna tyrania. Męczyłam dziewczyny okrutnie. Już kiedyś
blogowo instruowałam Kurczaka (co to mnie i Oczko Kwoczkami określiła), jak ja masuję i podlewam ryż, co by na talerzu pyszne risotto zaistniało. Przyszedł czas na samodzielne wykonanie i tak kuchareczka z Piernikowa wykonała przepyszne risotto alla milanese. Mieszała, masowała i zerkała na mnie, a gdy po sesji fotograficznej jaką urządziłyśmy, uśmiechała się od ucha do ucha, pałaszując swoje dzieło.


Nie tylko zresztą to jedno dzieło powstało. Sztuka ta miała wiele wątków - smaków i zapachów. Oczko zostało zatrudnione do aromatycznej i pysznej pracy stworzenia imbirowego piwa. To takie piwo nie piwo - bez procentów, za to z bąbelkami. Tarła niemiłosiernie kłącze imbiru, skórkę z cytryn, zasypywała cukrem, a potem mieszała i przecedzała. Niemalże jak czarownica jakaś, co to eliksir warzy ... tym bardziej, że powstał napój idealny wprost dla rzucającego palenie Kurczaczka - pełen aromatu, słodko-kwaśny, o ostrawym smaku imbiru, który działa nie tylko dobrze na zziębnięcie w zimowe dni, ale i na zimowe nastroje, czasem szczególnie pogarszane, gdy walczy się z okrutnym nałogiem.


Ja w tym czasie zajęłam się królem wśród ryb - przynajmniej tak nasze brzuszki go określają - łososiem. Piękny filet z łososia najpierw wyskoczył ze skóry, aby nam wszystkim smakować, a później jeszcze ugotował się w winie i domowym bulionie, aromatycznie doprawionym przyprawami, warzywami i cytrynką.


Na talerzu, połączony z lekkim sosem koperkowo-ogórkowym był bajecznym zwieńczeniem złotego łóżeczka z risotta, jakie mu ułożyłam, a Kurczaczek upichcił na patelni. Obiad wyszedł wspaniały i całkowicie zadał kłam porzekadłu "gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść". Nasza trójca sprawiła się doskonale, a potem już we czwórkę, z moim Ukochanym, mogliśmy cieszyć się wspólnie wykonanymi potrawami.


Na tym jednak nie koniec. W końcu Kurczak Mały, już taki mały nie jest, bo swoją osiemnastkę niedawno skończyła (kolejną ;-p), a że my - znaczy Oczko, mój S i ja - nigdy o niczym (no prawie) nie zapominamy, tedy i przyjecie urodzinowe, w dodatku niespodziankowe się odbyło.


Aromatyczny i ciemny, słodki i wilgotny, a do tego z nutą piernika - murzynek przyoblekł się w czekoladowe wdzianko, dorzucił sobie serduszkowe guziczki i "100 lat" zakrzyknął. Tylko świeczki się gdzieś zagubiły, ale choinka świeciła i winko w kieliszkach jaśniało, a nasz Kurczaczek - już nie taki Mały - zajadał wraz z nami swój tort, oglądając prezentową książeczkę o nietyjącej Francuzce. Ciekawe jakie też pyszności upichci korzystając z inspiracji książeczką?


Żeby słodkościom nie było końca, jeszcze kwiaty na powitanie moich wspaniałych kuchareczek były, a konkretnie jeden, ale za to jaki wspaniały kwiat. Pyszna babka, o marmurkowym wzorku, upieczona w pomysłowej foremce w kształcie róży, którą mi Święty Mikołaj pod choinkę położył, przywitała nas, gdy po zakupach wróciłyśmy całkiem zziębnięte i głodne.


Na wieczór zaczęła się zabawa. "I ja tam byłem - miód i wino piłem" - może nasz Hirek powiedzieć, co to z Ptaszynami balował, a my tylko z radością przyglądaliśmy się tym wyczynom, popijając co kto lubi - wino, miód czy piwo imbirowe. Oj, będzie z tego jajek na Wielkanoc ... ale póki co to sza ...


Ale żeby nie samym alkoholem się cieszyć, to na noc nastawiłyśmy zaczyn na chlebek wybrany przeze mnie z okazji
Weekendowej Piekarni. Chleb Petera wprawdzie nam małego psikusa zrobił, ale początkowo wszystko ładnie się układało. Mąka z wodą połączyły się, by popędzane przez sok z kapusty, z niemałym trudem zdobytym na Hali Mirowskiej, pod folią na nocne zakwaszanie zostawione być mogły. Zaczyny nasze, mimo iż przez Kuchareczki z takim pietyzmem przygotowane, gdyż nawet łyżki dokładnie "wylizane" zostały, by nie stracić choćby kropli zaczynu oraz z taką troską przytulane w ramionach piekareczek, nie chciały się zbyt wyraźnie uaktywnić i poza kilkoma bąbelkami, przywitały nas rankiem w zupełnie leniwych nastrojach.


Nie było jednak strachu. Po łyżce dzień wcześniej dokarmionego zakwasu żytniego dostały i po trzech godzinach, wyraźnie do pracy się zabrały. Oczko i Kurczak, łączyły mąkę i wodę z solą, by potem dokładnie całość rozmieszać ze szklanką zaczynu. Ja jedynie jako nadzorca, mierniczy i pomoc kuchenna grałam swoje role ze śmiechem i satysfakcją. Ciasto chlebowe, odstawione do długiego rośnięcia, dało nam spokojny czas na kolejne szaleństwa zakupowe. Tym razem w Ikei, gdzie to obkupiłyśmy się w różne - mniej czy bardziej - potrzebne, ale bardzo upragnione narzędzia do naszej czarodziejskiej kulinarnej działalności.


Po powrocie czasu było akurat, by szybko przygotować pyszną quiche z łososiem, szparagami i kozim serem, który to serek również królował w sałatce. Rewelacyjne ciasto kruche, z dodatkiem śmietany, podpatrzone u
Mico, doskonale zagrało w kulminacyjnym akcie, gdy z piekła - jak by to Oczko powiedziało - wyjęłyśmy placek, pełen aromatów i smaków wędzonego łososia, delikatnych białych szparagów i rozkosznie ciągnącego się koziego camemberta. Dopełnione jeszcze sałatką z rukoli, koziego serka sałatkowego i miodowego dressingu, napełniło nasze brzuszki bardzo przyjemnym nastrojem i siłami, by upiec wyborny wprost, o mocnym i wyrazistym smaku, choć niestety trochę zbyt mokrej i ciągnącej konsystencji chleb Petera.


Dodać muszę, że oba bochenki w moim i Oczkowym domu zniknęły błyskawicznie. Zarówno na śniadanie, z twarożkiem, pleśniakiem czy kremem z kasztanów, jak i z Oczkowymi zupkami. Cudowną grzybową, którą to już kiedyś
Kurczak próbował uwarzyć u siebie, posiłkując się apetycznym instruktarzem naszej Zupoholiczki (i na kosie też). Oczywiście nie zapominamy o drugim razie ekspeprymentatorskiego Kurczaka z grzybową, ale na kosztowanie udanej toruńskiej grzybowej to następnym razem się wprosimy.


Druga zupka przyczyną do nowego pseudonimu dla naszego Kurczaka się stała. Czy to przez psikus oczkowej Żyrafy, czy już przez pełne napięcie oczekiwanie na wyjazd do Piernikowa, w pysznej brokułowo-groszkowej kremowej zupce ostał się jeden groszek, który to właśnie nasza Księżniczka w swojej porcelance wyłowiła.


I tak z kulinarnego weekendu pozostało wiele miłych wspomnień, smacznych i zabawnych też, ale i wiele nauki oraz powstałe z mojego dwa zakwasy, które to już nawet zostały nazwane - Kurczakowy Kwasior i Oczkowy Bliźniak, gdyż oba powstały z mojej Matuszki, pieczołowicie przeze mnie przygotowanej z przepisu
Tatter. Teraz Kwasior grzeje się lub ziębi w Piernikowie w Chatce na Kurzej Stopce, a Oczkowy rezyduje w Zacisznej pod stolicą, tworząc w umysłach i sercach swoich właścicielek chęci i wyobrażenia o ich przyszłych, pięknych i pysznych chlebach na zakwasie.


A już wkrótce ciąg dalszy szaleństw odsłoni się w sztuce, jak to Stolica do Piernikowa się wybrała, jadła, piła i bawiła się wytrwale. O cierpliwość jednak proszę, gdyż szaleństwa te trochę moje zdrówko nadwyrężyły i gorączka teraz trochę skacze, kaszelek drapie gardziołko i przeziębienie się trochę mnie trzyma. Więc się teraz kuruję grzecznie, nie zapominając o rehabilitacji kolanka i kręgosłupika także.


Łosoś w winie z sosem koperkowo-ogórkowym


Składniki:

2 szklanki białego wytrawnego wina (Chablis, ale ja używam do tego dania dowolnego rieslinga)
2 szklanki bulionu
8 ziarenek pieprzu

1 łyżka nasion kopru włoskiego

3-4 liście laurowe

2 gałązki selera naciowego, posiekane

1 mała cytryna lub limonka, pokrojona w plasterki
6 filetów z łososia o grubości 1,5 cm (ok. 10-15 dag każdy)


Sos koperkowo-ogórkowy:

1 ogórek, obrany, pozbawiony pestek i drobno posiekany

2/3 szklanki mieszanki jogurtu bałkańskiego/greckiego i śmietany jogurtowej

1 łyżka posiekanego koperku

1 łyżeczka musztardy Dijon


Przygotowanie:
W średnim, dosyć szerokim garnku (lub w głębokiej patelni) doprowadziłam do wrzenia wino, bulion, pieprz, koper, liście laurowe, seler i cytrynę. Przykryłam garnek, zmniejszyłam ogień do małego i tak gotowałam wywar przez 10 minut. Następnie włożyłam łososia i gotowałam ok. 10 minut. Po tym czasie przełożyłam łososia na talerze. W miedzy czasie przygotowałam sos mieszając wszystkie składniki i układałam go na ugotowanym łososiu. Tak przygotowanego łososia można jeść na zimno lub na ciepło (ale raczej nie na gorąco). Podałam na risotto alla milanese.

Uwagi: Sos koperkowo-ogórkowy jest też pysznym dodatkiem do naleśników.


Źródło: zainspirowane z książki Artura Agatsona "Dieta South Beach, czyli jak w 30 dni zyskać zdrowie i schudnąć"


Risotto alla milanese


Składniki:

1 łyżka oliwy
2-3 szalotki

200 g ryżu do risotto (vialone, carnaroli, arborio)

60-80 ml wermutu lub wytrawnego wina (takie jakie smakowało by z kieliszka)
1 łyżeczka szafranu (należy rozpuścić ją w ciepłym winie)
0,6-0,7 l bulionu warzywnego
sól, pieprz
1 łyżka masła

duża garść tartego parmezanu

sok z 1 cytryny


Przygotowanie:
Na dużej głębokiej patelni zeszkliłam szalotkę na oliwie. Dodałam ryż i przez 2-3 minuty smażyłam na średnim ogniu. Zmniejszyłam ogień, wlałam wino i poczekałam, aż ryż wchłonął płyn. Wlałam bulion z rozpuszczonym szafranem i delikatnie rozmieszałam i poczekałam aż się wchłonął. Stopniowo dolewałam chochelkę bulionu, czekając aż ryż wchłonie płyn, zanim wlałam kolejną porcję bulionu. Po wlaniu całego bulionu, ziarenka ryżu powinny być al dente (miękkie z zewnątrz, twardawe w środku). Wyłączyłam gaz, dodałam sok z cytryny, parmezan i masło. Po starannym wymieszaniu, przykryłam risotto na ok. 5-10 minut.

Piwo imbirowe Nagiego Szefa

Składniki:
duże kłącze imbiru (ilość zależna od upodobań, od 6-12 cm)
2 cytryny

6 łyżek cukru brązowego
1 l. wody gazowanej

mięta (pominęłam)

Przygotowanie:
Imbir obrałam i starłam na tarce. Do miski wrzuciłam cukier i odstawiłam na kwadrans. Z cytryny starłam skórkę i dorzuciłam ją do imbiru. Całość zalałam wodą gazowaną (ok. 1 l.), wymieszałam i znów odstawiłam na ok. półgodziny. Po tym czasie przecedziłam napój, spróbowałam. Można dodać cukru, gdy zbyt kwaśne, lub soku z cytryny, gdy zbyt słodkie. Można dekorować listkami mięty.

Źródło: Nagi Szef na Kuchnia TV

Quiche szparagowa z łososiem


Składniki na kruche ciasto śmietanowe:

300 g mąki
180 g masła

2 łyżki śmietany 18%
1/2 łyżeczki soli

zimna woda


Masa szparagowo-łososiowa:
60 dag jasnych szparagów, zblanszowane (lub z puszki/słoika)

40 dag łososia wędzonego

1 szklanka mleka skondensowanego 4%
1/2 szklanki mleka odtłuszczonego (0,5%)

3-4 jajka
1/2 łyżki brandy

1 łyżeczka suszonego estragonu
1 łyżka świeżego tymianku (dałam suszony)

3-4 łyżki tartego parmezanu

1-2 krążki koziego camemberta, pokrojony w plastry


Przygotowanie:
W mikserze połączyłam składniki ciasta i z przygotowanej zimnej wody dodawałam po łyżce, aż powstało ciasto, które dało się zlepić w kulę. Spłaszczyłam ciasto i w postaci grubego placka, zawiniętego w folię spożywczą odłożyłam na godzinę do lodówki. Potem rozwałkowałam ciasto i przy pomocy wałka wyłożyłam na naoliwioną formę do tart (średnica 30 cm). Delikatnie docisnęłam ciasto do formy i gęsto ponakłuwałam widelcem zarówno dno jak i ścianki. Wyłożyłam folią aluminiową i wysypałam fasolą. Piekłam w piekarniku nagrznym do 220 stopni Celsiusa przez ok. 15 minut. Zdjęłam folię z fasolą i dopiekłam jeszcze przez 5 minut. W średniej misce połączyłam mleko skondensowane, mleko odtłuszczone, brandy, zioła i parmezan, a na koniec wbiłam rozkłucone jajka. Na wstępnie upieczony placek, wyłożyłam szparagi, pokrojonego w paski łososia i zalałam masą mleczno-jajeczną. Wyłożyłam równomiernie camembertem. Zapiekałam w piekarniku nagrznym do 220 stopni Celsiusa przez 30 minut (do ścięcia masy - aż patyczek będzie suchy). Przez pierwsze 15-20 minut lepiej jest piec przykryte folią aluminiową, a ostatnie 10 minut zapiec bez dla zezłocenia. Można jednak piec cały czas bez folii.

Źródło na ciasto kruche: Mico

Sałatka z rukoli z kozim serkiem


Składniki:

Tacka rukoli
20 dag serka koziego sałatkowego

oliwa

ocet balsamiczny

miód (gryczany)

sól i pieprz


Przygotowanie:
Umytą i poobcinaną z twardych końcówek rukolę, połączyłam z pokrojonym w kosteczkę serkiem kozim i miodowym dressingiem. Dressing przygotowałam energicznie mieszając w małym słoiczku trzy części oliwy, dwie części octu i jedną łyżkę miodu. Należy jednak sprawdzić smak i dodać tyle oliwy, octu/soku z cytrusów i dodadatków, by pasował smak biesiadnikom. Sałatkę doprawiłam solą i pieprzem.


Babka marmurkowa


Składniki:

25 dag masła

5 jajek

1 szklanka mąki pszennej

1 szklanka mąki ziemniaczanej (ja dałam pół na pół z amarantusową)

3/4 szklanki cukru

1 i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
aromat do ciast np cytrynowy (dałam 2 łyżki amaretto)
2 łyżki kawy rozpuszczalnej

Przygotowanie:
Jajka zmiksowałam z cukrem. Masło utarłam. Do utartego masła dodawałam stopniowo zmiksowane jaja (masa może się zważyć, ale nie ma to wpływu na ciasto). Mąki wymieszałam z proszkiem do pieczenia i dodałam do masy, zmiksowałam. Ciasto podzieliłam na 2 części - do jednej dodałam amaretto, a do drugiej kawę. Zmiksowałam obie części. Formę wysmarowałam olejem i najpierw wlałam jasne ciasto, potem ciemne (tak do ok. 3/4 wysokości). Widelcem rozmieszałam delikatnie, by utworzyć efekt marmurka. Ponieważ piekłam z półtorej ilości w/w składników, czas pieczenia wyniósł ok 70 minut, ale na podaną ilość powinno wystarczyć ok. 50 minut w temperaturze 180 stopni Celsiusa.

Uwagi: Ja piekłam z 1 1/2 ilości składników, gdyż moja foremka jest bardzio duża. Dodatkowo do tego ciasta dodałabym raczej minimalny dodatek mąki ziemniaczanej, gdyż mi przeszkadzał trochę jej, delikatny, ale jednak wyczuwalny posmak. Pozostałym osobom jednak smakowało, dlatego proporcje mąk należy dopasować do gustów jedzących.

Źródło: blog Majanki "Majanowe Pieczenie"

Murzynek z nutą piernikową

Składniki:
1/2 kostki margaryny lub masła
3 jaja

2 szklanki mąki

1,5 szklanki cukru (dałam 1 szklankę pół na pół brązowego i białego)

1 szklanka mleka

5 łyżek powideł lub dżemu śliwkowego

2 łyżeczki cynamonu

1 łyżeczka sody
2 łyżeczki przyprawy do piernika (Kotanyi)

5 łyżeczek kakao


Przygotowanie:
Cukier wymieszałam z kakao, dodałam mleko i masło. Całość doprowadziłam do wrzenia, gotowałam 1-2 minuty, a potem wystudziłam. Do wystudzonej masy dodałam mąkę wymieszaną z sodą, cynamonem i przyprawą do piernika, a całość wymieszałam mikserem. Dodałam powidła, które wymieszałam łyżką. Ubiłam białka, powoli dodałam żółtka i nadal ubijałam. Ubitą pianę dodałam do ciasta i delikatnie wymieszałam łyżką. Piekłam 45 minut do godziny w temperaturze 170°C w okrągłej formie o średnicy 24 cm. Polałam polewą czekoladową.

Polewa czekoladowa: 2 łyżki masła roztopiłam, dodałam 4 łyżki cukru, 3 łyżki kakao, 5 łyżek słodkiej śmietany. Wymieszałam, krótko zagotowałam.

Uwagi: Zastosowałam sie dokładnie do przepisu, ale uważam, że murzynek byłby bardziej puszysty, gdyby żółtka zmiksować z odrobiną cukru i dodać do masy oddzielnie, a na koniec dodać sztywną pianę z białek.

Źródło: blog Dorotus "Moje wypieki".

Smacznego.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...