Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nagrody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nagrody. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 3 grudnia 2009

Inspiracje i miłe niespodzianki.


Dzisiaj będzie i o miejscach i o ludziach i o zabawach, czyli o inspiracjach i miłych niespodziankach. Niedawno pisałam jak inspirujące dla mnie potrafią być niektóre książki. Dziś dodam, że nie tylko te wydane na papierze. Za każdym razem, gdy spoglądam na smakowite blogi znajduję tam coś ciekawego. Czasem jakiś składnik, czasem sposób wykonania, a czasem zupełnie nową dla mnie ideę.

Tak było, gdy zaczęłam piec chleby. Pierwsze wprawki kończyły się bardzo często porażką, a ja nie miałam pojęcia dlaczego. Nie zrażałam się tym jednak. Zawsze, gdy upadam, podnoszę się i idę naprzód. Tak było i z pieczywem i tak jest z nim wciąż. Więc kiedy kilka tygodni temu Tatter zaproponowała niesamowicie smaczne wypieki w rocznicowym wydaniu Weekendowej Piekarni wiedziałam, że muszę je wszystkie wypróbować. I pomimo dwóch nieudanych prób upieczenia bajgli, które tak nęciły moje zmysły z Waszych wirtualnych kuchni, nie zrażałam się ani do tego ani do innych przepisów.


Dzięki temu w moim domu na stałe zagościł jeden z najsmaczniejszych chlebów, jaki jadłam w życiu. Borodinsky, ciemny, wyrazisty chleb, o dosyć regularnych dziurkach, miąższu wilgotnym, lekko słodkawym, a przede wszystkim niezwykle aromatycznym od uprażonej i zmielonej kolendry. Pierwszy bochenek zniknął jeszcze tego samego dnia wieczorem i wiedziałam, że muszę upiec go znów, by w nowe miejsce w jakie się wybieraliśmy, zawieźć ze sobą choć trochę tego niezwykłego pieczywa. W Chacie Magoda jedliśmy ten chleb na śniadania i wszyscy zgodnie uznaliśmy, że z każdym dniem zyskuje na smaku, tracąc słodycz, na rzecz wyrazistości kolendry.


Zaproponowane bagietki - jak można się domyślać - również wpisały się wielkimi literami na listę ulubionych wypieków. Puszyste, pełne niesamowitej palety smaków, były wyborne nie tylko jako kanapki czy odrywane pajdki dodane do aromatycznego gulaszu. Były również doskonałe jako prezent dla przemiłej, energicznej Rudej, jak to się określiła Peggy Kombinera, gdy w dniu urodzin Kubusia Puchatka znajomość wirtualną przemieniłyśmy w realną.


A było to w dniu, gdy Bajeczna Fabryka otworzyła swoje podwoje. W iście bajecznych nastrojach spotkałyśmy się w knajpce Lente, która choć na ul. Wareckiej swoje miejsce ma, to podwoje swoje otwiera nie od innej, a właśnie od ul. Kubusia Puchatka. Czekając na osóbkę, której twarzy jeszcze nie znałam* popijałam przyjemną, choć daleką od doskonałości latte, za to ślicznie ozdobioną we wzorek pajęczyny. Na stoliku pilnował mnie hefalump Lumpek (kto zna bajkę Disney'a o Kubusiu Puchatku i Hefalumpach ten wie), a wszystko dlatego byśmy mogły się poznać.


Potem już były rozmowy przy kieliszku wina i nawet się nie obejrzałyśmy, gdy późna pora nastała, a my rozstać się nie mogłyśmy. Cóż nam więc pozostało. W autko wraz z moim Ukochanym wsiadłyśmy i Karolcię do domu odwieźliśmy, by jeszcze trochę czas miły przedłużyć, na następne spotkania się umawiać, różne niespodzianki i plany obmyślać. Za to na drugi dzień w pełni słońca mogłam swoje piękne prezenty obejrzeć. Śliczna serwetka w pasące się krówki i uroczy błękitny talerzyk wciąż mi teraz Karolcię przypominają. Dziękuję Kochana :***


Na drugi dzień jeszcze jedno "wspólnie", choć daleko od siebie robiłyśmy. Bagietki pokrojone na kromeczki stały się podstawą wspaniałego śniadania. Gdybym tylko wiedziała jak wybornie smakowały te serowe bułki z konfiturą z karmelizowanej cebuli, również i słoiczek tego cuda sprezentowałabym wraz z ciepłym jeszcze wypiekiem. Kromeczki podgrzane lekko pod grillem, posmarowane konfiturą, której anyżkowy posmak i aromat przyjemnie pieścił zmysły sprawiły, że bez względu na czas posiłek zyskał na odświętności.


Muszę się jednak do czegoś przyznać. Nic, ani ten ani żaden inny chutney czy konfitura, nie podbiły mojego serca, podniebienia i zmysłów tak jak chutney śliwkowy Bei ... nie to nie jest po prostu chutney, to jest BOSKI chutney. Niezwykle zrównoważone smaki słodyczy i kwaskowatości, wyraziste śliwki uzupełnione nutą korzenną, wszystko to podkreśla jego nieziemskość. Zdążyłam go zrobić dwa razy w sezonie, gdy śliwki jeszcze pięknie się prezentowały na straganach. Za każdym razem z podwójnej ilości i za każdym razem było go nam mało. Ostatni słoiczek oszczędzamy, by przedłużyć możliwie najbardziej rozkosz jaką nam daje.

Teraz siedzę, jem na kolację kanapkę z domowego chleba posmarowaną cienką warstwą chutney'u i zaglądam do Waszych wirtualnych kuchni, czytam Wasze smaczne blogi - Największą Książkę Kucharską i czuję, że szczęście jest wokół mnie. W ten może i dziwny i pokrętny sposób dziękuję Wam za odwiedziny, za przemiłe komentarze, miłe słowa czy dociekliwe pytania, za wyróżnienia i nagrody jakie mi przyznajecie, za możliwość poznania Was nie tylko w wirtualnej, ale i realnej przestrzeni. To właśnie Wasza obecność u mnie, jak i moje inspiracje Waszymi smakowitymi pomysłami, niejednokrotnie już dla mnie przemienionymi w realne gotowania czy spotkania są dla mnie najwspanialszą nagrodą i darem. Wybaczcie, że w odpowiedzi na wyróżnienia nie typuję 6, 8 czy 10 blogów do wciąż pojawiających się zabaw. Doceniam je i cieszą mnie, ale nie umiem wybrać tylko kilkorga z Was. Podzielę się za to z każdym z Was moją kromeczką z boskim chutney'em, moją pasją i entuzjazmem. Częstujcie się :-)

Dziękuję Wam za inspirację i miłe niespodzianki :-***


* zdjęcia w profilach są dla mnie tak nie wyraźne i nie adekwatne, że nawet nie przejmowałam się próbą zapamiętania zdjęcia z profilu Peggy. A poza tym motyw szpiegowski "jak się poznamy?" "będę miała kapelusz ..., będę miała książkę/gazetę pod pachą ..." bardzo mnie bawi.

Borodinsky

Składniki:
450 g zakwasu żytniego razowego 150% (ja dałam 100%)
380 g mąki żytniej jasnej
8 g soli morskiej
160 g letniej wody
35 g melasy
20 g słodu
7 g kolendry, uprażonej i utartej w moździerzu
5 g całych nasion kolendry

Przygotowanie: Wszystkie składniki dokładnie wymieszałam. Bardzo lepkie i dość rzadkie ciasto włożyłam do wysmarowanej olejem i posypanej całymi ziarnami kolendry foremki (duża keksówka) (ciasto wypełniało nieco ponad połowę foremki). Przykrywam naoliwiona folią spożywczą i zostawiłam do wyrośnięcia. Gdy ciasto wypełniło już prawie całą foremkę, rozgrzewałam piekarnik do 230 stopni. Wierzch chleba posmarowałam oliwą, wysypałam nasionami kolendry. Piekłam przez 15 minut, a następnie zmniejszyłam temperaturę do 200 stopni i piekłam jeszcze 40 minut. Ostudziłam na kratce.

Bagietki z kozim serem, czerwona cebulka i rozmarynem

Pate fermentee:
300 g pszennej mąki chlebowej
195 g wody
1 łyżeczka soli
nieco ponad 1/2 g drożdży świeżych lub 1/8 łyżeczki drożdży instant

Przygotowanie: Wlewam wodę do miski. Drożdże wsypuje do wody, mieszam i dodaję mąkę i sól. Gdy składniki się połączą, zakrywam miskę folią i zostawiam na 12-16 godzin w temperaturze pokojowej (ok. 21 stopni Celsjusza).

Ciasto właściwe:
550 g pszennej mąki chlebowej
150 g mąki pszennej razowej
415 g wody
18 g soli
15 g świeżych drożdży lub 1 1/2 łyżeczki drożdży instant
cale pate fermentee

150 g sera koziego twardego, pokrojonego w kostkę
90 g posiekanej czerwonej cebulki, podsmażonej na maśle, wystudzonej i odsączonej
10 g posiekanego z grubsza świeżego rozmarynu

Przygotowanie: W dużej misce mieszam wszystkie składniki z wyjątkiem zaczynu i soli. Potem wyjmuję ciasto i po trochu dodaję pete fermentee i sól, zagniatając ciasto, aż stanie się spójne i niezbyt luźne (ok. 10 minut). Na koniec dodaję cebulkę, rozmaryn i ser. Zagniatam, aż składniki równo rozłożą się w cieście. Odstawiam do naoliwionej miski i zostawiam do rośnięcia na 1 1/2 godziny, składam po 45 minutach. Następnie dzielę na 4 (lub 6) części, formuje lekkie kule, zakrywam i czekam 20 minut. Kształtuję bagietki i złączeniami w górę układam pomiędzy fałdami płótna. Zostawiam do wyrośnięcia szczelnie przykryte na 1 1/4 godziny. Piekłam (najlepiej na kamieniu) na rozgrzanej blasze w piekarniku rozgrzanym do 240 stopni Celsjusza przez 20 minut, potem obniżam temperaturę do 220 stopni Celsjusza i pieke kolejne 10 - 15 minut. Studzę na kratce.


Bajgle**

Składniki:
15 g świeżych drożdży lub 1 1/2 łyżeczki instant
2 łyżeczki słodu diastatycznego w proszku
350 g letniej wody
600 g białej pszennej maki chlebowej
2 łyżeczki soli
4 łyżki oleju

2 łyżki syropu słodowego
1-2 białka roztrzepane z 1 łyżką zimnej wody
mak, sezam do posypania

Przygotowanie: Drożdże rozpuszczam w wodzie. W misce mieszam mąkę, słód i sól. Wlewam wodę z drożdżami, mieszam i dodaję olej. Po dokładnym połączeniu składników wyrabiam ciasto ok. 8 minut (gluten ma być mocno rozwinięty). Zostawiam ciasto na 1 godzinę. Następnie dzielę ciasto na 20 części (ok. 48 g każda) i z każdej formuję okrągłe bułeczki. Zostawiam je na 5-10 minut, po czym spłaszczam i w środku robię dziurkę. Na palcu/trzonku drewnianej łyżki kręcę delikatnie bułeczkami, by powiększyć dziurki (muszą być dość spore, gdyż zmniejszą się podczas wyrastania). Zostawiam do wyrastania na 10-15 minut. Rozgrzewam piekarnik do 220 stopni Celsjusza i na ogniu stawiam duży garnek z woda i dodatkiem ekstraktu słodowego. Gdy woda zawrze, zmniejszam ogień odrobinę i wkładam po kilka bułeczek. Gotuje 1 minutę i przekładam je na drugą stronę. Wyjmuje na czyste płótno po 30 sekundach. Gdy przestygną, układam je na naoliwionej blasze, smaruje białkiem, posypuję makiem/sezamem/przyprawami/solą lub zostawiam "golaski". Piekę 30 minut. Studziłam na kratce.

** umieszczam tutaj przepis, gdyż jak napisałam powyżej piekłam bajgle dwa razy i za każdym razem wyszły z piekarnika nieudane, choć zjadliwe. Nie poddaję się jednak i pewnie niedługo znów się z nimi zmierzę :)

Źródło wszystkich trzech powyższych przepisów: Palce Lizać u Tatter

Boski chutney śliwkowy

Składniki:
800 g śliwek, wypestkowanych i pokrojonych na 8-10 części
200 g czerwonej cebuli, poszatkowanej
150 g rodzynek (dałam złote)
90-100 ml czerwonego wytrawnego wina
40 ml octu balsamicznego
100 g miodu
50 g cukru muscovado
1/2 - 3/4 łyżeczki imbiru w proszku (lub ok. 1/2 łyżki świeżego, startego)
1 łyżeczka kardamonu
1/8 łyżeczki zmielonych goździków
szczypta pieprzu kajeńskiego (pominęłam)

Przygotowanie: Wszystkie składniki umieściłam w rondlu i smażyłam na wolnym ogniu, aż masa dobrze zgęstniała. Regularnie mieszałam, by nic nie przywarło. Zajęło to ok. 1 godziny (również przy podwójnych porcjach). Przełożyłam do słoików i pasteryzowałam 15 minut.

Źródło: Kuchnia Bei

Anyżkowa konfitura z karmelizowanej czerwonej cebuli

Składniki:
6 łyżek oliwy
5 czerwonych cebul, obranych i drobno posiekanych
3 łyżki brązowego cukru
1 łyżeczka granulowanego czosnku (ja dałam 3 roztarte ząbki czosnku)
100 ml wina (czerwonego lub białego, dowolnie, ja dałam wermut)
200 ml wody
3 listki laurowe
2-3 gwiazdki anyżu
sok z 1/2 cytryny
4 łyżki octu balsamicznego (esencji balsamico)
sól i pieprz do smaku

Przygotowanie: Na rozgrzanej oliwie dusiłam cebulę ok. 15 minut, aż zmiękła. Potem dodałam brązowy cukier i karmelizowałam ją kilka minut. Dodałam czosnek., listki laurowe, gwiazdki anyżu, wermut i wodę. Dusiłam na malutkim ogniu, aż płyny odparowały (ponad godzinę). Doprawiłam sokiem z cytryny, esencją balsamico, solą i pieprzem. Dusiłam jeszcze kilka minut. Przełożyłam do słoiczków, a następnie pasteryzowałam je ok. 15 minut.

Źródło: White Plate Liski

Smacznego.

Kuchnia Świąteczna i Noworoczna 01.XII.2009 - 05.I.2010

WeekendowaPiekarnia

czwartek, 13 sierpnia 2009

Doskonała kapusta na lekko.


Młoda kapusta od zawsze kojarzyła mi się z ciężkim, pełnym masła daniem, jakie gotowała moja Babcia. I choć uwielbiałam właśnie taką wersję, to od czasu gdy przybyło mi stanowczo zbyt dużo kilogramów po operacji kolana, a tracenie ich było tak przykre i żmudne, z dużą ostrożnością traktuję to co kładę sobie na talerzu.

Nie żebym nie grzeszyła od czasu do czasu, jednak na takie szaleństwa pozwalam sobie sporadycznie, a i wtedy w porcjach nie przekraczających rozsądnych granic. Jak tu jednak pogodzić moją miłość do młodej kapusty, którą najchętniej jadłabym prosto z garnka, z niechęcią do nadmiarowego ciałka? Z ratunkiem pospieszyła mi, nieświadoma swej roli Anoushka.


Jej "młoda kapusta, po prostu" stała się po prostu moim olśnieniem. Kiedy tylko na bazarze widziałam młode główki, a w ich pobliżu młodą marchewkę, cebulkę cukrową z pięknym szczypiorem i czerwieniejące pomidorki koktajlowe, czy pierwsze malinowe okazy, pozostawało mi tylko zajrzeć jeszcze na stragan z mięsem i zaopatrzona w piękne żeberka biegłam do domu, by przygotować gar smakowitości.


I tak najpierw sami z mężem w poprzednim mieszkaniu, a potem wraz z rodziną mojego brata w ich domku zajadaliśmy się młodą kapustą raz po raz delektując się jej delikatnym smakiem, miękkimi warzywami, niemalże słodyczą tych młodych darów natury. Raz w wersji mięsnej, innym razem wegetariańskiej, w każdej była wyborna ... doskonała kapusta na lekko.

Młoda kapusta na lekko
(na 5 l. garnek)

Składniki:
żeberka - ilość różna - można ugotować, tak by była porcja mięsa na głowę (po ok. 15-20 dag, lub dodać tylko kilka żeberek, dla smaku, można też pominąć ten element, choć wtedy dodawałam łyżkę masła lub oliwy)
1 pęczek młodej marchewki (zwykle 3-5 sztuk), pokrojonej w plasterki
1 pęczek młodej cebulki cukrowej ze szczypiorem, pokrojona w plasterki, a szczypior poszatkowany
1-2 główki młodej kapusty, poszatkowana
1 szklanka pomidorków koktajlowych w całości lub 1-2 pomidory, pokrojone w dużą kostkę
1 pęczek koperku, poszatkowany
sól i pieprz

Przygotowanie: Żeberka zalałam wodą i gotowałam do miękkości. Gdy już odchodziły od kości, wyjęłam, przestudziłam i oddzieliłam mięso od kości. Gdyby były zbyt duże kawałki mięsa, pokroić je na mniejsze. Do garnka z odrobiną wody wrzuciłam marchewkę, cebulkę (bez szczypioru), mięso i partiami dokładałam poszatkowaną kapustę. Gdy już całą kapustę włożyłam gotowałam, przykryłam pokrywką i dusiłam przez ok. 10 minut. Po tym czasie, zdjęłam pokrywkę i gotowałam na małym ogniu (ew. średnim, jeśli trzeba było wiecej płynu odparować) przez ok. 20 minut. Następnie wrzuciłam pomidorki, szczypior i koperek, doprawiłam solą i pieprzem i gotowałam jeszcze ok. 10 minut.

Podawałam z ciemnych chlebem, czasem z młodymi ziemniakami, popijane zsiadłym mlekiem lub kefirem.

Źródło: Anoushka

Smacznego.

Pomidorowy Sezon 2009

------------------------

Ostatnio strasznie zapominalskie zwierze jestem. Już miesiąc temu ciekawie spoglądająca zza krzaka Ptasia mnie ustrzeliła, a w ostatnich dniach Atinka wyróżniła Kreativ Blogger Award i Beautiful Blog Award. Dzięki dziewczyny i za miłe słowa i za zainteresowanie, ale przede wszystkim za to, że mogę gościć Was u siebie oraz wpadać do Was na smakowitości.

Kiedyś już pisałam, że nie jestem w stanie wybrać tylko kilku blogów, które cenię najbardziej. Cenię wszystkie blogi, i te wymienione w pasku z boku i te które odnajduję z czasem. Tym razem jednak podoba mi się pewien element całej zabawy, a mianowicie poznawanie się, odkrywanie ciekawostek o innych. Dlatego złamię własne zasady - w końcu one są po to, aby je łamać - i dołączę się do tej zabawy.



Najpierw zasady:
Zasady ustrzelenia:
1) Należy podać linka do osoby, która nas ustrzeliła
2) Zacytować na swoim blogu reguły zabawy
3) Wpisać 6 nieważnych, śmiesznych rzeczy na swój temat
4) "Strzelić" następnych 6 osób
5) Uprzedzić ww. osoby pisząc post na ich blogu

Zasady KBA i BBA:
1) Podziękować osobie, która Cię nominowała.
2) Skopiować logo Kreativ Blogger Award i umieścić na blogu
3) Zamieścić również link do osoby, która Cię nominowała
4) Napisać o sobie 7 rzeczy, które mogą kogoś zainteresować
5) Wybrać 7 blogów do nagrody
6) Umieścić linki do nominowanych blogów
7) Na każdym z nich umieścić komentarz, tak aby wiedzieli, że zostali wybrani.

A teraz ciekawostki o mnie:
1) Uwielbiam gotować dla bliskich, widzieć iskierki w ich oczach, słyszeć pomruki zadowolenia.
2) Kocham momenty, gdy wyjmuję upieczony chleb, wącham jego skórkę, parzę sobie o niego palce.
3) Lubię kawę, choć to pewna nieścisłość - szaleję za kawą, ale są też i takie momenty, gdy nie mogę na nią patrzeć - daje to razem "lubię".
4) Podziwiam ekologiczny tryb życia i tych, którzy wiele jego elementów potrafią pogodzić w swoim życiu.
5) Cenię spokojnie spędzany czas, ale jednocześnie czas bez aktywności to czas stracony. Jakiejkolwiek aktywności - jazda na rowerze, wyrabianie ciasta drożdżowego czy spacery - każda czynność, gdy krew szybciej krąży, a oddech zaczyna przyspieszać, sprawia że czuję sie uskrzydlona.
6) Nie lubię fałszywej egzaltacji i egoizmu.
7) Nienawidzę ... nienawidzić - rzadko przeżywam tak silną do czegokolwiek niechęć, ale jeśli już, to samego uczucia bardziej nie cierpię niż tego, co było jego chwilowym obiektem.

A teraz siedem blogów i osób, o których zawsze fajnie byłoby się czegoś nowego dowiedzieć:
1) Strawberries from Poland i Ania
2) Makagigi i 55 pierników i Basia
3) ... et si vous veniez manger chez nouns? i Anoushka
4) Piniowe orzeszki i Pinos
5) Waniliowo i Anna
6) Kuba pichci i Kuba
7) Olive and flour i Mico

Bawcie się dobrze :)

poniedziałek, 16 marca 2009

Podziękowania.


Jest mi ogromnie miło, że Ninka z Mojej Quchni wyróżniła mnie tą przemiłą nagrodą, jaką jest Kreativ Blogger Awards. Niestety ja zbyt wiele blogów i ich Twórców cenię, by podać tylko kilka, a nawet tylko kilkanaście. Odwiedzam wszystkie blogi jakie mam wymienione zarówno w mojej Kuchni Szczęścia, jak i znacznie więcej, które mam w linkach. Czytam, uczę się, podziwiam zdjęcia i pomysły, czasem zostawiam komentarze, czasem tylko wyrazy moich zachwytów, a czasem - jak to ostatnimi czasy bywa - nie mam czasu nawet by zostawić jakikolwiek ślad po sobie, choć to nie znaczy że nie bywam w Waszych kuchniach.

Dlatego jeszcze raz dziękuję Ninie oraz wszystkim Wam, którzy mnie odwiedzacie - zostawiając po sobie ślad, komentarz, jakieś słowo czy też nie i to Wam wszystkim najchętniej przyznałabym nagrodę, bo to u Was i dzięki Wam się uczę i rozwijam. Wiem jednak, że nagrody jak przyznawane są wszystkim, to prawie jak przyznawane nikomu w szczególności, dlatego tym postem chciałabym podziękować za wszelkie przeszłe i przyszłe wyróżnienia, ale sama nie zamierzam wytypować z bezkresu lubianych przeze mnie blogów, małej tylko ich garści.

Więc zamiast typowania, moim darem dla Was będzie krótka migawka o moim małym śpiochu, kotce Briczolli, towarzyszce moich kuchennych dokonań i wiernej obserwatorce.


Do zobaczenia.

czwartek, 11 grudnia 2008

Uber Amazing Blog


Spotkało mnie dzisiaj ogromnie miłe wyróżnienie, a nawet podwójnie miłe, gdyż dwie cudowne osóbki nominowały mnie do Uber Amazing Blog. Jestem tak mile zaskoczona i tak ogromnie szczęśliwa i wdzięczna za tą nagrodę i docenienie, że aż brak mi słów podziękowania. Mam nadzieję, że mój blog wciąż będzie zarówno dla Oczka, jak i Eksperymentatorki tak samo inspirujący, ciekawy i zaskakujący, jak i ich blogi są niezastąpionym miejscem w wirtualnym świecie kulinariów dla mnie :)))

A teraz o samej zabawie. Uber Amazing Blog jest przyznawana osobom które:

* inspirują Ciebie;
* przedstawiają zdumiewające, niesamowite informacje;
* mają dużo do poczytania;
* zawierają zdumiewające projekty;
* są jakieś inne powody, dla których sądzisz, że są niesamowite.

Zasady przyznawania tego wyróżnienia są następujące:

* należy umieścić logo na swoim blogu;
* należy wyznaczyć przynajmniej 5 blogów (może być więcej), które są dla Ciebie Uber Amazing (Super Zdumiewające)
* należy powiadomić wyróżnionych, że otrzymali nagrodę Uber Amazing Blog, przez wpisanie komentarza na ich blogach;
* podać link do bloga i osoby, która otrzymała nagrodę-wyróżnienie od Ciebie.

Jak podałam wcześniej nominację dostałam zarówno od Oczka jak i Eksperymentatorki, a sama nominuję ... i tutaj mam problem - jest tak wiele blogów, które chciałabym nominować, ale żeby ograniczyć się tylko do liczby zdolnej do zapamiętania, wybrałam:

* Oczko zarówno z Historii Kuchennych jak i z nieocenionej Kosy za nieporzeciętny humor i zupną pasję, którą wręcz zaraża innych
* Agę-Eksperymentatorkę za smaczne eksperymenty, z których czerpię jak z worka prezentów
* Pieczącą Majankę za ochrzczenie moich ptaszyn i przemiłe rozmowy, nie tylko kulinarne
* Kasię z Pokrojone Doprawione za pasję codziennego gotowania, w którym czuję wiele rodzinnego podejścia
* Małgosię z Pieprzu i Wanilii za ukazywanie świata w aromatach pieprzu i wanilii
* Aaricię z Niebieskich Migdałów za bloga, który z nieznanych dla mnie powodów stał się mi bardzo bliski
* Agusię z Jej Kuchni nad Atlantykiem za inspirację oraz boskie zdjęcia i relacje z podróży
* Beę z Jej Kuchni która już nie raz zainspirowała mnie pysznymi przepisami oraz przepięknymi zdjęciami
* Anoushkę za zdumiewające i ogromnie ciekawe pomysły kulinarne oraz piękne zdjęcia
* Komarkę za Każde Zrobione Zdjęcie (Every Photo She Takes) jej smakowitych propozycji
* Margot za nieustającą inspirację w pieczeniu i odpowiadanie na moje, pewnie niejednokrotnie zupełnie głupiutkie pytania dotyczące wypieku pieczywa
* Grumko za to że poznaję dzięki niemu kuchnię polską
* Notme za obłędne wręcz instruktarze zdjeciowe kulinarnych perełek

Tak wiem, że dużo tych blogów, ale na nich jestem praktycznie codziennie, czekam na ich wpisy, korzystam z ich pomysłów, zachwycam się zdjęciami. Czuję, że w pewnym sensie krzywdzę wszystkich tych, których mam wymienionych na swoim blogu w dziale z linkami, ale postarałam się stworzyć choćby trochę okrojoną listę. Przy okazji tej zabawy chciałabym podziękować, wszystkim wymionionym powyżej autorom blogów kulinarnych za wspaniałą, łączącą nas pasję i za wzajemne dzielenie się nią :*

Pozdrawiam.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...