Pokazywanie postów oznaczonych etykietą placki_naleśniki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą placki_naleśniki. Pokaż wszystkie posty

sobota, 6 lutego 2010

Kakałko i kuchenne talizmany.


Wstaję wczesnym rankiem, piania kogutów nie słyszę, za to mam koci koncert upominania się o atencję i pełną miseczkę. Jedną ręką sypię małe kuleczki do brązowej miseczki, drugą drapię po uszku moją małą kocią towarzyszkę, a dla siebie i Ukochanego obmyślam śniadanie. Muszę przyznać, że pierwszy posiłek dnia w moich wyobrażeniach zwykle jest prosty i szybki. Kanapka i kubek herbaty lub kawy, a potem spokojny czas na dobudzenie się.


Nie tym razem jednak. Już od samego rana słychać ubijanie piany, miksowanie żółtek z miodem i ricottą, brzdęk rondelka i syk otwieranej puszki z mlekiem kokosowym ... a po pół godzinie takich starań siadamy do stołu, przez żaluzje przebijają jasne promienie zimowego słońca, padając na talerz pełen malutkich placuszków i kubki pełne aromatycznego ... kakałka :-D

Skąd tym razem takie śniadanie? Otóż dwa tygodnie temu, podczas porannej prasówki z Babeczkami w Wysokich Obcasach wynalazłyśmy zdjęcie kubka parującego kakao. Powstała szybka myśl. Zróbmy sobie małe przypomnienie naszego zlotu. Za czas jakiś na śniadanie wypijmy kubek takiego kokosowego napoju. Powspominajmy w tym samym czasie nasze leniwe poranki, serowe placuszki smażone przez mojego Ukochanego, kanapeczki z pysznym pasztetem sojowym, jajkiem czy dżemem, a towarzyszem tych wspominek niech będzie ptaszek, którego każda z nas ma na miłą pamiątkę.


U mnie Szczęściarz, gdyż tak nazwałam swojego ptaszka, dołączył do grona moich kuchennych talizmanów ukrytych tu czy tam. Kuchcik, czyli kukiełka kucharza przywieziona dawno temu z Corfu wygrzewa się na kaloryferze. RAT'ek siedzi na pudełku z przepisami w mojej szafeczce z kuchennymi niezbędnikami, a teraz jeszcze Szczęściarz, czerwono-biały ptaszek z brązowym skrzydełkiem przycupnął na oknie, podpatrując co porabiam na dębowym blacie :-)

Siedzę nad kubkiem kakao, piszę te słowa z głową pełną ciepłych wspomnień, a Wam życzę miłego weekendu :-)


* RAT to po angielsku szczur, a do tego skrót od ratatouille, nazwy dania oraz filmu, dlatego tak nazywam moje pudełeczko z przepisami ozdobione motywami z tego filmu oraz maskotkę szczurka, który śpi w sypialni na parapecie :-D


Kakao kokosowe

Składniki:
100 ml wody
400 ml. mleka kokosowego
4 łyżki cukru (ja dałam miód do smaku, niecałe 2 łyżki)
4 łyżki kakao (u mnie gorzkie DecoMorreno)
1 łyżeczka ekstraktu waniliowego lub 1 laska wanilii (u mnie chlust ekstraktu)

Przygotowanie: Do garnka wlałam wodę, mleko kokosowe i ekstrakt, wsypałam kakao i doprawiłam miodem. Podgrzałam. Podałam ciepłe z limonkowymi placuszkami z ricotty.

Źródło: Wysokie Obcasy z 23.01.2010 r., przepis Marty Gessler

Cytrusowe placuszki serowe

Składniki:
1 szklanka ricotty
1 szklanka mleka
3 żółtka + 3 białka
1/4 szklanki cukru (lub miodu odpowiednio mniej)
skórka z 1 cytryny/2 limonek/łyżka lemon curd/łyżka cytrusowej marmolady
1 1/2 szklanki mąki
1 łyżeczka proszku do pieczenia
szczypta soli

Przygotowanie: Ubić białka ze szczyptą soli na sztywną masę. Potem zmiksować ricottę, mleko, żółtka, cukier/miód, cytrusowy dodatek. Do tej masy przesiać mąkę z proszkiem do pieczenia i na koniec delikatnie wmieszać białka. Smażyć na oleju (ja wolę oliwę), nakładając placuszki łyżką.

Źródło: nie pamiętam, ale to w gruncie rzeczy wariacja na temat standardowych pancakes.

Smacznego.

piątek, 27 listopada 2009

Indyjskie rozkosze ...


... stołu. Nie inaczej, a właśnie rozkosze. Odpływamy w zachwycie jedząc te dania i choć nie należą do tych najbardziej fotogenicznych, to nie można o nich zapomnieć, trzymać ich w ukryciu przed światem. Zapraszam więc Was na kolejną zmysłową ucztę pełną korzennych, egzotycznych aromatów.


Najpierw były kofty. Ulubione danie Vikrama Vij, kucharza, restauratora i pasjonata jedzenia - jednego z dwóch moich źródeł inspiracji kuchnią indyjską. Delikatne kotleciki z mielonego mięsa są znacznie lepsze z jagnięciny, niż z mieszanki wieprzowiny i indyka, ale niezależnie od wersji ich mocno aromatyczne, korzenne smaki doskonale smakują zajadane w towarzystwie żółciutkiego od kurkumy i curry sosu jogurtowego, łagodzącego ostrawy smak koft. Gdy dodamy do tego jeszcze ziemniaczaną masalę, kremowe i pełne smaków puree ziemniaczane z naszych myśli długo nie będziemy mogli pozbyć się przyjemnego rozmarzenia i chęci na wypróbowywanie coraz to nowych indyjskich smaków.


Dlatego najszybciej jak to możliwe zabieramy się za kolejne egzotycznie brzmiące danie - jalfrezi z kurczakiem. Przepisów na to (podobnie jak i inne dania z tej kuchni) jest tyle ile kucharzy i kucharek je przygotowujących i o każdym można powiedzieć, że jest autentyczne i niezwykłe. Wszystko to dzięki słodkawemu posmakowi papryki długo duszonej z charakterystycznymi dla każdego curry przyprawami, pomidorami i delikatnym mięsem z kurczaka. Sos zagęszczony mięciutką cebulką przyjemnie oblepia ziarenka ryżu, dopełniony świeżym smakiem nieodzownej kolendry oferuje nam obiad, którego długo nie zapomnimy.


Może w takim razie na chwilę pozostawimy dania mięsne i odpoczniemy przy wegetariańskim specjale, pełnym miękkich, choć wciąż jędrnych warzyw. Kolory i zapachy przyprawiają o zawrót głowy przenosząc nas do Pendżabu. Parujące miseczki w natchnionym niemalże skupieniu podnosimy do twarzy, by wdychać nieziemskie aromaty aloo gobi. Aby stać się pełnoprawnym obiadem, czegoś jednak potrzebowało to danie.

Pomyślmy ... miało być wegetariańsko? Dobrze, tak też i będzie. Chrupkie placuszki z cukinii i ziemniaków, ze słoną fetą i ożywczym smakiem mięty wprawdzie nie wywodzą swoich korzeni z dalekich Indii, bliższe będąc raczej śródziemnomorskim klimatom, ale to właśnie dzięki nim tamten obiad stał się smakowitym połączeniem smaków i regionów.


Jak już na dobre wniknęliśmy w zakamarki Indii, nie możemy nie spróbować największego smakołyku. Kurczak tandoori, tradycyjnie pieczony w niemożebnie gorących glinianych piecach, dzięki wysokiej temperaturze i krótkiemu czasowi pieczenia pozostaje wilgotny, ale i zyskuje tak uwielbianą chrupiącą skórkę. Bez obaw jednak. Również z domowego piekarnika możemy wyciągnąć te niezwykłe smakołyki, a potem zanurzać je w łagodzącej rozpalone podniebienie raicie, zagryzając chlebkami naan lub ryżem basmatii oraz kawałkami pomidorów, których sok będzie spływał nam po brodzie. Właśnie wtedy czujecie w pełni tą rozkosz, zachwyty przy stole nie kończą się jeszcze długo, a biesiadnicy jeszcze nie raz proszą o dokładkę.


Powtórkom nie było końca również wtedy, gdy na stole pojawiły się talerze z ostro-słodkim sosem, ukrywającym ugrillowane kawałki kurczaka. Jeszcze raz marynata z jogurtu, tak typowa dla tej kuchni, okazała się doskonała by nadać smak i zabezpieczyć mięso kurczaka przed wysychaniem. Sam kurczak jednak byłby bladym tylko naśladowcą, gdyby zapomnieć o wybornym śmietanowo-pomidorowym sosie. Intensywny posmak ziemistego kminu i ostrej chili, zaokrąglone zostały dzięki dodatkowi cynamonu, jaki wniknął w soczyste kawałki mięsa. Jeszcze tylko niedbale odrywane kawałki chlebka naan, wzbogaconego o wyrazisty posmak czarnuszki i już wkrótce puste talerze pozostały jedynym wspomnieniem obiadu.


Najwspanialsze jednak dzieło na naszym suto zastawionym stole*, pełnym indyjskich rozkoszy ukryło się za najmniej fotogeniczną fasadą. Beżowy od korzennych przypraw sos, pełen był zaskakujących smaków, jakie zyskał chociażby dzięki migdałom, czosnkowo-imbirowej paście czy uprażonej mieszance przypraw. Najbardziej fascynujący był jednak dla mnie sposób przygotowania tego dania. Murg Makhani, gdyż tak właśnie nazywa się to danie, jakie wynalazłam u Meety, mojego drugiego źródła indyjskich inspiracji, smaży się i piecze przez łącznie prawie godzinę, a mimo to niewielkie kawałki kurczaka pozostają wilgotne i niezwykle aromatyczne. Kremowy i maślany sos, o najbogatszym korzennym smaku niezwykle przypadł mi do gustu, na stałe wpisując się w menu mojej Kuchni Szczęścia.


Patrząc na zaserwowane dania można by pomyśleć, że w kuchni tej brak deserów, ciast i ciasteczek. Nic bardziej mylnego. Najróżniejsze małe i duże słodkości zachwycają na samą myśl o nich. Prawdą jest jednak, że po tak niezwykle aromatycznych i bogatych w smaki obiadach prosta kawa lub herbata, czasem doprawiona masalą (dzięki Ptasiu :*) są wystarczającym dopełnieniem rozkoszy podniebienia.

Jednemu jednak deserowi nie mogłam się oprzeć zupełnie. Pełen wachlarz korzennych smaków, niezwykła słodycz, łagodzona przez delikatność migdałów i pistacji oraz neutralność mleka, a wszystko zespolone kremowym ryżem, ozdobione złotym smakiem i aromatem szafranu, władcy indyjskich przypraw. Tak, właśnie władcy ... władcy absolutnego. Choć nie jest zbyt często spotykany na codziennym stole, zastępowany raczej zacznie bardziej pospolitą kurkumą, ujawnia pełnię swego władztwa, kiedy na stół podane zostają desery. Tam najpełniej rozwija swoje skrzydła, a biesiadnicy z ciepłymi miseczkami ryżowego puddingu już na zawsze pozostaną w okowach poddańczej miłości i uwielbienia.

O tych wszystkich rozkoszach zapomnieć nie sposób. Jeszcze nie raz będę czerpać z tej najbardziej aromatycznej i korzennej kuchni świata, a Was zapraszać na te niebiańskie uczty.


* to oczywiście figura stylistyczna. Dania były przygotowywane i jedzone w ciągu kilku dni, ale tak nami zawładnęły, że w jedną wielką ucztę się przeobraziły w naszej pamięci smaków.

Kofty z sosem jogurtowym

Składniki:
1/2 kg mielonej jagnięciny lub pół na pół wieprzowiny z indykiem
2 jajka
1 pęczek posiekanej kolendry
1 łyżeczka curry
1 łyżeczka kurkumy
1 łyżeczka imbiru w proszku (dałam świeży)
1 łyżeczka garam masala
2 łyżki bułki tartej

1 łyżka oliwy

Sos jogurtowy:
1 jogurt grecki (dałam bałkański)
1 pęczek posiekanej kolendry
sok z 1 cytryny
1 łyżka curry
1 łyżka kurkumy
1 łyżka oliwy
sól do smaku

Przygotowanie: Najpierw przygotowałam sos jogurtowy, mieszając wszystkie składniki. Schłodziłam go przez kilka godzin w lodówce. Składniki na kofty wymieszałam dokładnie ręką, uformowałam owalne kotleciki. Posmarowałam je oliwą i grillowałam na patelni grillowej przez ok. 10 minut*. Podałam z sosem i ziemniaczaną masalą, udekorowane listkami kolendry.

Ważne: Vikram Vij w programie "Półka z książkami Anny i Kristiny ..." na kuchni.tv poradził, by kofty jedynie podgrillować, do nadania im charakterystycznych paseczków, ale dopiec je w rozgrzanym piekarniku przez kilka minut. Jeszcze nie zdążyłam wypróbować tego sposobu, ale wydaje się być bardzo trafny, gdyż samo grillowanie może przesuszyć mięso.

Źródło: Serwis "Ugotuj to"

Ziemniaczana masala

Składniki:
50 dag ziemniaków

1 łyżka oleju z canoli
1 łyżeczka ziaren brązowej gorczycy
1 łyżeczka kminu rzymskiego
1 łyżka ciecierzycy (może być z puszki)
1 łyżeczka żółtej soczewicy
1 czerwona chili przekrojona na połówkę oczyszczona z nasion
listki curry

2-3 posiekane zielone chili
kawałek (5 cm) posiekanego imbiru
2 posiekane cebule, drobno pokrojone
2 pokrojone pomidory, drobno pokrojone

1/2 łyżeczki mielonej kurkumy
1 szklanka wody

1/2 szklanki ugotowanego groszku
sól do smaku
1 mały pęczek kolendry

Przygotowanie: Ziemniaki ugotowałam w mundurkach, obrałam i wycisnęłam przez praskę. Rozgrzałam olej, dodałam gorczycę, kmin, ciecierzycę, soczewicę, połówki chili i listki curry. Gdy gorczyca zaczęła pękać, dodałam zielone chili, imbir, cebulę i pomidory. Podgrzałam to przez 2-3 minuty. Dodałam kurkumę, wlałam wodę i przykryłam pokrywką, dusząc wszystko przez 5 minut. Dodałam ziemniaki i groszek. Gotowałam razem przez 2 minut, stale mieszając. Doprawiłam solą. Podałam posypane kolendrą.

Źródło: Serwis "Ugotuj to"

Jalfrezi z kurczakiem

Składniki:
675 g filetów z piersi kurczaka (2 duże), pokrojonych w kawałki wielkości kęsa
1 łyżka oleju z canoli
1 łyżeczka nasion kminu
1 cebula pokrojona w kostkę
1 zielona papryka, pokrojona w kostkę
1 czerwona papryka, pokrojona w kostkę
1 ząbek czosnku, zmiażdżony
2 cm korzeń imbiru, starty na tarce
1 łyżka czerwonej pasty curry
szczypta płatków chili
1 łyżeczka mielonej kolendry
1 łyżeczka mielonego kminu
1 puszka pomidorów, krojonych (400 g)
garść listków kolendry, gałązki posiekane
sól do smaku

Przygotowanie: W dużej patelni rozgrzałam olej, wsypałam nasiona kminu i smażyłam 1-2 minut. Dodałam cebulę, papryki, czosnek i imbir i smażyłam kilka minut (6-8 minut). Dodałam pastę curry i smażyłam 2 minuty. Dodałam chili, kolendrę, kmin i łyżkę wody. Smażyłam przez ok. 2 minuty. Dodałam kurczaka i smażyłam przez 5 minut. Dodałam pomidory z zalewą, posiekane łodyżki kolendry i dusiłam pod przykryciem przez 15 minut, aż mięso było gotowe i miękkie. Podałam z ryżem i fasolką szparagową, udekorowane kolendrą.

Źródło: Kuchnie Świata. Indie. Tajlandia. Indonezja (dodatek do "Kuchni", wyd. Gazeta Wyborcza)

Punjabi Aloo Gobi

Składniki:
olej z canoli
2 cm świeżego imbiru, startego na tarce
4 ząbki czosnku, drobno posiekane
450 g podpieczonych kostek ziemniaczanych
2 łyżeczki garam masali
1/4 łyżeczki kurkumy
450 g kalafiora, podzielonego na małe różyczki
1 puszka pomidorów, pokrojonych (400 g)
200 g zielonego groszku
sól
natka kolendry do dekoracji

Przygotowanie: W dużym garnku podgrzałam olej z canoli. Dodałam imbir, czosnek i podsmażyłam przez 1 minutę. Zmniejszyłam ogień, dodałam ziemniaki, garam masalę, kurkumę i szczyptę soli i smażyłam ok. 2-3 minuty. Dodałam kalafior, wymieszałam i dodałam pomidory z zalewą. Wymieszałam i gotowałam ok. 30-35 minut, mieszając od czasu do czasu, gotując tylko do momentu aż warzywa były miękkie, ale jędrne. Groszek dodałam na ostatnie 10 minut. Podałam posypane natką kolendry z ciasteczkami z cukinii i ziemniaków.

Źródło: What's for Lunch Honey

Cukiniowo-ziemniaczane ciasteczka z serem

Składniki:
3 średnie cukinie
2 średnie ziemniaki
20 dag fety
2 łyżki świeżej mięty
1 duża cebula cukrowa
jajko
sól i pieprz

Przygotowanie: Cukinie starłam na tarce, posypałam solą i odstawiłam na durszlaku na 1 godzinę by odciekło. Potem jeszcze opłukałam z soli, zawinęłam w czystą ściereczkę i mocno odcisnęłam. Ziemniaki obrałam i starłam na tarce. Dodałam pokruszoną fetę, miętę, posiekaną cebulę, sól i pieprz. Dodałam jajko i dokładnie wymieszałam. Uformowałam placuszki i ułożyłam je na blasze wyłożonej pergaminem, smarując z obu stron oliwą. Piekłam w 220 stopniach Celsjusza przez pół godziny, obracając po kwadransie. Podałam udekorowane jogurtem, jako dodatek do punjabii aloo gobi.

Źródło: Szkoła Gotowania Delii Smith

Kurczak tandoori

Składniki
1 kg kawałków udek kurczaka z kością
3 łyżki soku z cytryny
2 łyżki startego świeżego imbiru
2 łyżki drobno posiekanego czosnku
1 łyżeczka zmielonych nasion kozieradki (lub suszonych liści)
5 łyżek oleju z gorczycy (dałam olej z canoli)
1 1/2 łyżeczki przyprawy garam masala
2 łyżeczki mielonego kminu
2 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
2 łyżeczki czerwonego chilli w proszku (dałam dużą szczyptę chili w płatkach)
2-4 łyżeczki tandoori masala lub papryki w proszku
1 łyżeczka soli
150 g gęstego jogurtu
natka kolendry/natki do dekoracji

Przygotowanie: W misce umieściłam kawałki kurczaka, dodałam sok z cytryny, imbir i czosnek i wymieszałam. Dodałam kozieradkę i olej i znów wymieszałam. Cały czas mieszając, dodałam garam masala, kmin, kolendrę, chilli, tandoori masala i sól. Na koniec dodałam jogurt i dobrze wymieszałam, wmasowując w mięso marynatę. Odstawiłam do marynowania na noc do lodówki (min. 2-3 godziny). Wyjęłam z lodówki na 1 godzinę przed pieczeniem. Piekarnik rozgrzałam do 200 stopni Celsjusza (termoobieg), wyłożyłam kurczaka na blachę (marynatę wylałam) i piekłam w górnej części piekarnika przez ok. 20 minut (zależnie od wielkości - należy uważać by nie przesuszyć mięsa - sok z najgrubszej części musi wypływać czysty, ale musi wypływać!). Podałam z ryżem i natką kolendry w towarzystwie ogórkowej raity (mieszanka dymki, ogórka, pomidorów i jogurtu z kurkumą i czarnuszką).

Ważne: W tym programie jeden z prowadzących kładł duży nacisk, by marynatę stopniowo wsmarowywać w kurczaka, na końcu dopiero dodając jogurt, dzięki czemu wniknie najwięcej smaku w mięso. Próbowałam i tak i tak, że przyprawy zamieszałam z jogurtem i dopiero w tym zanurzyłam kurczaka. Nie odczuwałam zbytniej różnicy, ale też za każdym razem mięso marynowałam przez noc. Może ta metoda jest lepsza, gdy krócej marynujemy.

Źródło: Nowe Imperium Kulinarne. odc. 6 (program na Kuchni.tv)

Kurczak Tikka Masala

Składniki marynaty:
4 piersi z kurczaka bez skóry, pokrojone w kostkę wielkości kęsa
250 g jogurtu bałkańskiego
1 łyżka świeżego imbiru, startego
2 łyżeczki startego kminu rzymskiego
1 łyżeczka cynamonu
szczypta chili w płatkach
2 łyżeczki młotkowanego pieprzu

Sos pomidorowy:
250 g pomidorów z puszki, pokrojonych
250 g kremówki
2 ząbki czosnku, zmiażdżone
1/2 czerwonej chili, drobno posiekanej
2 łyżeczki kminu rzymskiego, mielonego
2 łyżeczki papryki mielonej
1 łyżka ghee/klarowanego masła
garść natki kolendry do dekoracji
sól i pieprz

Przygotowanie: Składniki marynaty wymieszałam z misce. Połączyłam z kurczakiem i odstawiłam na noc do lodówki. Następnego dnia podsmażyłam na patelni grillowej kawałki kurczaka, wyjęte z marynaty. Na głębokiej patelni podgrzałam masło, podsmażyłam czosnek i chilli. Oprószyłam przyprawami i podsmażyłam przez 1 minutę, mieszając by składniki zmieniły się w pastę. Dodałam pomidory, mieszając tak by sokiem z pomidorów zdeglasować patelnię. Gotowałam na malutkim ogniu przez ok. 10-15 minut. Potem dodałam kawałki kurczaka i kremówkę. Gotowałam na malutkim gazie ok. 10 minut. Podałam z chlebkami naan, na sałacie z fasolką szparagową.

Źródło: What's for Lunch Honey, a przepis tutaj

Chlebki Naan

Składniki:
3 szklanki mąki (dałam pół na pół chlebowej i pełnoziarnistej)
200 ml ciepłej wody
1 łyżeczka drożdży instant
1 łyżeczka miodu
1 łyżeczka soli
2 łyżki masła (stopionego i ostudzonego) (ja dałam olej z canoli)
3 łyżki jogurtu naturalnego
1 łyżka czarnuszki

Przygotowanie: W misce wymieszałam wszystkie składniki poza wodą. Wodę dolewałam stopniowo, tylko do czasu aż zagniotłam miękkie ciasto. Wyrabiałam je aż stało się jednolite i gładkie (ok. 7 minut). Ciasto podzieliłam na 8 części, uformowałam z nich kulki i odstawiłam na blasze wyłożonej pergaminem na 10 minut. Po tym czasie każdą kulkę rozpłaszczyłam na grubość ok 1 cm i znów odstawiłam na 10 minut. Piekłam je w 220 stopniach Celsjusza (hydropieczenie) przez kilka minut (do 10), tylko do lekkiego zrumienienia.

Ważne: Znów modyfikacje wprowadziłam na podstawie tego co radził Vikram Vij. By do chlebków naan dodać olej oraz czarnuszkę. Ja dodatkowo użyłam oleju z canoli, który nadał ciastu ładnego, żółciutkiego koloru. Czarnuszka była doskonałym dodatkiem.

Źródło: Przy dużym stole.

Murg Makhani
(Kurczak w kremowo-maślanym sosie)

Składniki:
1 kg kurczaka bez skóry i kości, pokrojonego na kawałki wielkości kęsa
olej arachidowy do smażenia

Marynata:
300 g jogurtu
1 łyżeczka garam masali
szczypta płatków chili
1 łyżka kolendry, świeżo mielonej
1 łyżeczka kminu rzymskiego, świeżo mielonego
1 łyżeczka suszonych liści kozieradki (ja dałam nasiona)
sok z 1 limonki
sól i pieprz

Mieszanka przypraw:
6-8 goździków
10-15 nasion czarnego pieprzu
2 listki laurowe
1 łyżeczka nasion kardamonu
1 mała kora cynamonu

Sos maślany:
500 ml bulionu z kurczaka
20-25 migdałów, blanszowanych i zmiksowanych na pastę
3 cebule, pokrojone w piórka
2 łyżki pasty imbirowo-czosnkowej (imbir i czosnek starte na tarce w równych ilościach)
50 g masła
3-4 łyżki kremówki
natka kolendry do dekoracji

Przygotowanie: Składniki marynaty wymieszałam w misce i dokładnie pokryłam nią kurczaka. Odstawiłam na noc. Na drugi dzień składniki mieszanki przypraw uprażyłam i zmiksowałam w blenderze. Na głębokiej patelni (zdatnej do używania w piekarniku) rozgrzałam olej arachidowy i podsmażyłam cebulę z pastą imbirowo-czosnkową, a następnie kurczaka wyjętego i oczyszczonego z marynaty. Gdy obsmażyłam z każdej strony, dodałam mieszankę przypraw i wymieszałam. Wlałam bulion, przykryłam pokrywką i piekłam przez 30 minut w 200 stopniach Celsjusza. Dodałam marynatę i piekłam przez 15 minut. Zmniejszyłam temperaturę do 150 stopni Celsjusza, dodałam pastę z migdałów, masło i kremówkę i wstawiłam do piekarnika na ostatnie 10 minut. Podałam z ryżem, udekorowane kolendrą.

Ważne: najlepiej jest to danie szykować od razu w garnku, który możemy zarówno wkładać do piekarnika jak i stawiać na gaz/kuchenkę.

Źródło: What's for Lunch Honey

Kesar di Kheer
(Szafranowy pudding ryżowy)
2 porcje

Składniki:
100 g ryżu arborio
50 g brązowego cukru
360 ml mleka
szczypta nitek szafranu
1-2 łyżki ghee/klarowanego masła
3 ziarna kardamonu
kawałek laski cynamonu (ok. 1/4-1/3)
30 g migdałów blanszowanych, posiekanych
30 g niesolonych pistacji, posiekanych + kilkanaście do dekoracji
20 g złotych rodzynek

Przygotowanie: Mleko podgrzałam, w części rozpuściłam szafran. W garnku podgrzałam masło. Dodałam ryż i podsmażałam, aż stał się lekko przezroczysty (podobnie jak w risotto). Dodałam nasiona kardamonu, lekko ubite w moździerzu, laskę cynamonu i podsmażałam ok. 1 minuty. Połowę mleka wlałam do ryżu i zagotowałam. Zmniejszyłam ogień i gotowałam aż część mleka została wchłonięta przez ryż, mieszając od czasu do czasu. Potem dodałam mleko z szafranem i wymieszałam. Na koniec dodałam cukier, rodzynki, migdały i pistacje. Dolałam resztę mleka i gotowałam na malutkim ogniu, aż ryż był ugotowany (nie rozgotowany), a mleko wyparowało. Mieszałam od czasu do czasu. Podałam ciepłe, udekorowane pistacjami.

Źródło: What's for Lunch Honey

Smacznego.



wtorek, 27 października 2009

Prawdziwy comfort food.


Ufff ...

Już myślałam, że nie uda mi się nic przygotować do Ziemniaczanej Zabawy Olgi, a to przecież moja pierwsza kulinarno-blogowa zabawa była. Ściśle rzecz biorąc, to ziemniaczanych potraw trochę przygotowałam w ostatnich tygodniach, ale jakoś nie udało mi się ani o nich nic napisać, ani nawet cyknąć im w miarę przyzwoitych fotek.


Nadszedł jednak taki spokojny dzień, gdy z mężem mogliśmy spędzić leniwy czas w kuchni. Niespieszne działania, popijana w między czasie herbata czy kawa, rozmowy i śmiech ... ale co na obiad? A może by tak usmażyć sobie placki. Nie byle jakie placki, a placki ziemniaczano-dyniowe, z serowym akcentem, o hinduskim smaku i aromacie garam masali. Były dokładnie takie jak lubimy, chrupkie na brzegach i puchate w środku.

Prawdziwy comfort food.

Serowe placki dyniowo-ziemniaczane

Składniki:
Zasada to: tyle samo dyni/twardych warzyw co ziemniaków - u mnie były trzy średnie ziemniaki i połówka małej dyni hokkaido (po ok. 40 dag)
1 garść sera (u mnie 1 kulka mozzarelli)
1 jajko
2-3 łyżki mąki
1 łyżeczka przyprawy garam masala
1/2 pęczka kolendry (z doniczki), posiekana
sól, pieprz

olej do smażenia

jogurt bałkański
fleur de sel

Przygotowanie: Dynię i ziemniaki obrałam i starłam, a raczej mój Ukochany Pomocnik Kuchenny w postaci męża, starł na tarce o drobnych (!) oczkach. Dodaliśmy drobniutko pokrojony ser, przyprawy, lekko ubite jajko i mąkę. Na rozgrzanym oleju Mój Ukochany smażył placki do mocnego zrumienienia. Wielkość i grubość, oraz stopień wysmażenia należy dostosować do własnych upodobań. Nie należy jednak smażyć na zbyt dużym ogniu, gdyż placki będą przypalone na zewnątrz, a w środku surowe. Po usmażeniu placki odsączaliśmy na papierowych ręcznikach.
Zjedliśmy je z jogurtem bałkańskim i fleur de sel.

Ważne: Zwykle do placków ziemniaczanych ściera się ziemniaki na tarce o grubych oczkach. Spróbujcie jednak zetrzeć na drobnych. Smak i konsystencja placków jest o niebo lepsza. To samo dotyczy dyni, czy innych warzyw jakie byśmy wzięli do tych placków. Niektóre warzywa lepiej jest najpierw odsączyć.
Jeśli chodzi o ser, to można wziąć dowolny, ale najlepiej jeśli da się go bardzo drobno pokroić/rozkruszyć.

Smacznego.



Ziemniaczany Sezon 2009

środa, 29 lipca 2009

Uwiedzeni aromatem wanilii i pomarańczy.



Pierwsze danie w nowym mieszkanku, w naszym nowym domu ... pachniało wanilią i płatkami, a kiedy na gazie podgrzewał się sos, do aromatów dołączyły się śliwki i pomarańcze. Zmęczeni po malowaniu, z obolałymi plecami, z harmonogramem prac napiętym do kresu wytrzymałości, pałaszowaliśmy placki owsiane z uśmiechami na buziach. Skąd te uśmiechy?


Nie tylko dlatego, że gładki sos skapywał po puszystych, lekko słodkich placuszkach.
Nie tylko dlatego, że nasze nosy uwodziły zapachy wanilii i pomarańczy.
Nie tylko dlatego, że nasz dom stał się prawdziwym domem, gdy zjedliśmy w nim pierwszy, samodzielnie przygotowany posiłek.
Nie tylko dlatego, że nasze serca pękały z dumy, gdy patrzyliśmy na pięknie odmalowaną sypialnię.
Nie tylko dlatego, że coraz więcej mebli zajęło już swoje miejsca, dodając naszemu domowi ogłady i wyrazu.
Nie tylko dlatego, że ...

Nie tylko dla jednej z tych spraw, ale dla tego wszystkiego i wielu więcej nieuchwytnych odczuć i wrażeń, pragnień i oczekiwań, które zmaterializowały się tu i teraz, wraz z uwodzącym aromatem wanilii i pomarańczy ...

A to z całą pewnością nie koniec jeszcze ...

Waniliowe placki owsiane z syropem śliwkowo-pomarańczowym

Składniki:
1 1/2 szklanki płatków owsianych
1 szklanka maślanki
1 1/2 szklanki mąki
1/4 szklanki cukru
1 łyżeczka sody
1 łyżeczka proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki soli
4 jajka
1,5 szklanki mleka
1 łyżka ekstraktu waniliowego

1 mały słoiczek powideł śliwkowych
200 ml. soku z pomarańczy

Przygotowanie: Płatki owsiane wymieszałam z maślanką i odstawiłam na ok. 20 minut aby napęczniały. Wymieszałam mąkę, cukier, sól, proszek do pieczenia i sodę. Jajka zmiksowałam z mlekiem i ekstraktem waniliowym na gładką masę, a następnie połączyłam z mąką oraz płatkami. Ciasto powinno mieć konsystencję gęstej śmietany. Smażyłam na odrobinie oleju arachidowego. Powidła podgrzałam z sokiem, tylko do czasu aż sos się zagrzał i połączył. Ciepłym sosem polewałam placki.

Źródło: Blog Komarki "Every Cake You Bake"

Smacznego.

piątek, 16 stycznia 2009

Jak to Stolica do Piernikowa się wybrała.


Ciąg dalszy spektaklu kulinarno-wyjazdowego, tym razem pod sztandarem rzucania palenia, ponieważ nasz Kurczak Mały wspaniałą decyzję podjął, że czas skończyć z paskudnym nałogiem. I tak nas - swoje dwie Kwoczki - poprosiła, byśmy za łapkę ją potrzymały i czasu jeszcze trochę razem spędziły w jej Piernikowie, by ułatwić rzucanie palenia i wesprzeć, gdy smutno i źle. Jak mogłyśmy odmówić tak szlachetnemu celowi naszej Księżniczki?


Wyjazd rozpoczął się w podwarszawskiej Zacisznej u Oczka, gdzie to smaczne zupki spałaszowaliśmy. Tylko Hirek był jakiś nie swój. Tęskno mu było do Ptaszyn i tych nocnych harców, więc skoro nawet nie chciał jeść ulubionych migdałowych okruszków, to przysiadł mi na dłoniach, by troszkę się rozgrzać, zanim w folijce do walizki się dał spakować.


I tak rozpoczęła się podróż pociągiem, a potem taxi do Domku na Kurzej Stopce, gdzie wytrwale wspierałyśmy naszego Kurczaka w rzucaniu palenia. Nie to było jednak jedynym naszym zajęciem. Bo czyż może być coś lepszego na troski i smuteczki niż pieczenie własnego pieczywa i zajadanie różnych, wspólnie upichconych pyszności albo też spacery po mroźnej, ale urokliwej starówce toruńskiej? Nie takie jednak grzeczne z nas dziewczynki cały czas były ... wino, sery i oliwki na stole i można było rozmawiać do rana.

Ale po kolei.


Jeszcze niedzielnym wieczorem wyrobiłyśmy wytrwale ciasto na bułeczki, co to rosną kiedy pijesz, znaczy śpisz. Gdyż my oczywiście po ich uformowaniu i wrzuceniu w zimną otchłań lodówki, zamiast grzecznie pójść spać, to niemalże do białego rana plotkowałyśmy popijając White Lady i zajadając czekoladki. Czy to nasze niedospanie, czy też może psikus jeszcze wciąż mało używanego kurczakowego piekarnika, dość że część bułeczek, dokładnie ta co to swoje miejsca zajęła w lewej stronie piekarnika, się nie dopiekła. Pozostało tylko wzruszyć ramionkami i spałaszować z serkami te upieczone dorodne okazy.


To pożywne śniadanko, dało nam siły i energie do podboju toruńskiej starówki. Wprawdzie ziąb był niesamowity, ale twardo chodziłyśmy uliczkami, co i rusz zaglądając do najrozmaitszych księgarni. I tak moja walizka z lekkiej stała sie ogromnie ciężka, ale za to w jak wspaniałe książeczki się zaopatrzyłam. Oczywiście nie zapominajmy o cudownym kocie, co to łypał na nas swoimi złotymi oczkami i chyba wiedział, że Hirek ptaszyna siedzi w moim plecaku. Schrupałby go pewnie ze smakiem, ale nie dałyśmy mu okazji do okrutnych zabaw i nasze kroki skierowałyśmy na Rynek.


Tam wybór miejsca na obiad był prosty i szybki - Manekin. Tanie i dobre jedzonko, a przede wszystkim krem z borowików, co to naszej Zupoholiczce przy poprzedniej wizycie w Piernikowie przeszedł koło nosa. A że zziębnięty i przestraszony był Hirek po spacerach w moim plecaki i groźbie nadgryzienia go przez kota, co to niemalże jak bliźniak mojej Briczolli był, to się ptaszyna biedny ogrzał trochę, wcale niechętnie wychodząc ze swojej torebeczki z mojego plecaka. Dopiero pyszności na stole przekonały go do wychylenia dzioba i skubnięcia trochę naleśnika i zanurzenia dziubka w borowikowym kremie. Mniam.


W kurczakowej kuchni jeszcze nie jeden, ale dwa wypieki powstały. Najpierw wybór padł na bułeczki razowe naszej Pieczywowej Guru, Tatter. Cudowne w obróbce, choć i one wymagały wspomożenia się Bertinetem, za to gdy rano do łóżeczka nam Kwoczkom nasza Księżniczka przyniocła je posmarowane serkiem lub z plasterkiem pleśniowca, z kawką zbożową do kompletu ... no bajka normalnie.


A że bajka bez księżniczek być nie może, to Oczko ukoronowała Kurczaczka na oficjalną już Księżniczkę, z piękną różową koroną, co to wspaniale współgra z nowym Hirkowym różowym moherkiem, sprezentowanym tym razem przez Toruniankę. Wielce prezentowy był to czas, gdyż nawet nasze Oczko dostało swoje przedimieninowe prezenty, w postaci miarek i upragnionego pędzelka.


A żeby prezentom nie było końca, to na sam koniec jeszcze pojawiło się moje risotto piernikowe, bo jakież inne mogłoby być w mieście piernika. Na patelni powoli powstawało, dokarmiane kawowym likierem i mlekiem, aromatami piernika, a na zupełny już koniec posypane uprażonymi migdałowymi płatkami, orzeszkami i cudownie rozpływaącymi się wirókami czekolady. Z półwytrawnym winem ta słodka kolacja była wyborna.


Delektowałyśmy się powoli wspaniałym smakiem i aromatem risotta, a niedaleko kaloryfera rósł nasz ostatni wypiek. Puszysty, jasny o delikatnym aromacie cebulki chlebek pszenny, który z prawdziwą przyjemnością podjadłyśmy na śniadanie, by mieć dużo sił na powrót pociągiem do Warszawy., w którym to Oczko zmrużyło oczka, a ja podziwiałam piękne widoki posypanych śniegiem pól i lasów, czasem nieśmiało oświetlanych przez wytrwale przebijające się promienie słoneczka. Aż szkoda, że żadne zdjęcie z tego nie powstało. Za to cebulowego chlebka zostało jeszcze dość, by nasza rzucająca palenie, bardzo silna i wytrwała Księżniczka, miała na cały dzionek, a może i dwa, by odganiać głód lub dla zwykłego miłego wspominania tak smacznego i zabawnego długiego weekendu.


I tak Stolica bawiła się w Piernikowie - jadła, piła, piekła i gotowała, a przede wszystkim bardzo dobrze się bawiła. Trzymaj się Agatko i nie dawaj żadnym kryzysom nałogowym, gdyż my tutaj mocno za Ciebie kciuki trzymamy. Dla pocieszenia powiem jeszcze, że gdy to ja rzucałam palenie kilka lat temu, to o wiele gorzej to znosiłam - zarówno ja jak i moje otoczenie, więc z autopsji mogę powiedzieć, że dzielnym Kurczakiem jesteś!

Buziaki Dziewczynki :***

Bułeczki, które rosną kiedy śpisz
(12 bułeczek)

Składniki:
25 g masła
1 szklanka mleka
25 g drożdży (7 g drożdży instant - ich użyłyśmy)
1 łyżeczka soli
1 jajko
500 g mąki
mleko do posmarowania
mak do posypania

Przygotowanie: Wieczorem przygotowałyśmy ciasto. Masło rozpuściłyśmy i ostudziłyśmy do temperatury pokojowej. W tym czasie wyjęłyśmy wszystko z lodówki i zostawiłyśmy na blacie, by nabrało temperatury pokojowej. Wieczorem przygotować ciasto - wszystkie składniki muszą mieć temperaturę pokojową. Suche składniki wymieszałyśmy w misce, następnie dodałyśmy masło, mleko i jajko. Wyrobiłyśmy gładkie ciasto (wspomagając się metodą Bertineta). Uformowałyśmy 12 bułeczek (należy je spłaszczyć, bo sporo urosną do góry) i wyłożyłyśmy na pergamin. Tak wstawiłyśmy do lodówki na dolną półkę (najlepiej na blasze, ale ponieważ my miałyśmy za małą lodówkę to na dwóch płaskich talerzykach). Rano wyjęłyśmy bułeczki, posmarowałyśmy mlekiem, posypałyśmy makiem i piekłyśmy przez 10 minut w 250 stopniach Celsiusa.

Źródło: Blog Atinki "Tak sobie pichcę"

Proste bułeczki pszenne razowe

Składniki:
150 g mąki pszennej razowej
350 g maki pszennej chlebowej
1 łyżeczka drożdży instant
150 g mleka
200 g wody
1 łyżka soli
1 łyżka miękkiego masła

Przygotowanie: Drożdże połączyłyśmy z mąkami. Dodałyśmy resztę składników, wymieszałyśmy wszystko i wyrobiłyśmy sprężyste, spoiste ciasto (metoda Bertineta znów sie przydała). Odłożyłyśmy do wyrośnięcia na 1 godzinę. Po tym czasie delikatnie odgazowałyśmy, zwijając ciasto w rulon i nożem podzieliśmy na 8 bułeczek (po ok. 112 g). Uformowałyśmy kulki i złączeniem w górę odłożyłyśmy pod przykryciem na 15 minut. Nastepnie z każdej kulki uformowałyśmy bułeczki, które układałyśmy na blasze wyłożonej pergaminem. Delikatnie je spłaszczyłyśmy. Zostawiłyśmy do ponownego wyrośnięcia na nieco ponad godzinę. Bułeczki powinny byc dobrze napuszone i lekkie. Piekłyśmy w 210 stopniach Celsiusa z termoogiegiem (lub 230 bez) z para przez ok. 20 minut.

Źródło: Piekarnia Tatter "Tatter o Chlebie"

Piernikowe risotto
(2-3 porcje obiadowe lub 4-5 przystawek/deserów)

Składniki:
1 łyżka masła z kroplą oleju arachidowego (lub oliwy)
1 mała cebula cukrowa, drobno posiekana
1 łyżka przyprawy do piernika (kotanyi, jeśli inna, mniej aromatyczna to więcej)
75 ml. słodkiego wina/wermutu/likieru (użyłam likieru kawowego)
200 g ryżu arborio (lub innego do risotto)
600 ml mleka
1-2 łyżki soku z limonki/cytryny/pomarańczy
1 łyżka masła
1 łyżka likieru

garść płatków migdałowych i posiekanych orzechów włoskich, uprażonych
2 kostki czekolady

Przygotowanie: Na dużej głębokiej patelni zeszkliłam i poddusiłam cebulkę. Dodałam przyprawę do piernika i ryż, które prażyłam przez ok. 2-3 minuty na średnim ogniu. Zmniejszyłam ogień, wlałam likier i poczekałam, aż ryż wchłonął płyn. Następnie stopniowo dolewałam po chochelce ciepłego mleka, czekając aż ryż wchłonie płyn, zanim wlałam kolejną porcję. Po wlaniu całego mleka, wyłączyłam gaz, dodałam sok z cytryny, łyżkę masła i amaretto. Po starannym wymieszaniu, przykryłam risotto na 3-5 minut. Podałam z uprażonymi płatkami migdałowymi, orzechami i startą na tarce czekoladą.

Chleb pszenny z cebulką

Składniki:
400 g mąki pszennej (użyłyśmy chlebowej)
7 g drożdży (użyłyśmy 25 g świeżych)
2 łyżki oliwy
duża cebula (drobniutko pokrojona, zeszklona na oliwie) (użyłyśmy 1 czubatą łyżkę cebuli suszonej, utartej w moździerzu
1 łyżka cukru
1½ łyżeczki soli
250 ml wody
łyżeczka maku (do posypania)

Przygotowanie: Najpierw przygotowałyśmy rozczyn z drożdży, cukru i mleka. Potem wymieszałyśmy wszystkie składniki (można wyrobić ciasto w maszynie i tam zostawić do wyrośnięcia). Ciasto było dość luźne, ale wystarczyło wyrabiać je metodą Bertineta, by już po kilku minutach było idealnie gładkie (być może wystarczy tez mikserem). Odłożyłyśmy ciasto do rośnięcia na 1 1/2 godziny, a po tym czasie odgazowałyśmy, wyrobiłyśmy i przełożyłyśmy złożone do keksówki. Wydaje mi się, że można by piec ten chlebek i bez formy, w dowolnym kształcie bochenka. W formie zostawiłyśmy pod przykryciem do wyrośnięcia na ok. 40-50 minut, ale posmarowałyśmy odrobiną oleju, by nie zeschła się skórka. Piekarnik nagrzałyśmy do 200 stopni Celsiusa (piekłyśmy w 180 stopniach Celsiusa z termoobiegiem). Przed pieczeniem posmarowałyśmy mlekiem i posypałyśmy sezamem. Piekłyśmy przez około 35 minut.

Źródło: Blog Atinki "Tak sobie pichcę"

Smacznego.

piątek, 21 listopada 2008

Cymes.


Cymes, rarytas, przysmak - czyli słodka pychotka na talerzu. Ja jako zadeklarowany łasuch uwielbiam takie słodkości na talerzu, a do tego gdy stanowią obiad, to już jestem w siódmym niebie. Dzisiejsze danie nasuwa mi skojarzenia z moim ulubionym tagine. Suszone owoce, podsmażone mięsko, a wszystko skąpane w słodkich sokach. Zarówno przygotowanie jak i składniki różnią się trochę od tradycyjnego dania marokańskiego. Nic dziwnego, to w końcu kuchnia żydowska.

Cymes, to różne dania o słodkim smaku i soczystych ingrediencjach, doprawione głównie metodą długiego duszenia lub pieczenia. Podawane są na rożne święta, a przede wszystkim na Rosz-Haszana, czyli nowy rok. Jest symbolem szczęśliwości i rzeczywiście zjedzenie takiej dawki słodyczy w tak pochmurny i smutny dzień jak dzisiaj każdemu poprawi humorek.

Dla oswojenia z tak słodkim daniem mojego S. podałam ją z wytrawnymi placuszkami gryczanymi, podobnymi do powszechnie znanych blin, choć o fakturze bardziej naleśnikowej. Skropione sokiem z cytryny i popijane winem były pysznym obiadem.


Cymes z mieszanych owoców i mięsa

Składniki:
25 dag suszonych moreli
25 dag suszonych śliwek
25 dag suszonych gruszek
1 1/2 mostka wołowego
2 łyżeczki soli
1/4 łyżeczki pieprzu
3 marchewki, podzielone na 4 części
6 plasterków cytryny
2 szklanki soki z pomarańczy
4 szklanki wody
4 łyżki miodu

Przygotowanie: Suszone owoce wypłukać, zalać wodą i pozostawić na godzinę. Mięso włożyć do dużego, szerokiego i płaskiego garnka (z grubszym dnem), smażyć na średnim ogniu do zrumienienia z obu stron bez tłuszczu. (Można zrumienić na 3 łyżkach tłuszczu, ale wtedy potrawa będzie bardziej tłusta). Mięso posypać solą i pieprzem. Włożyć owoce, marchewkę i cytrynę wokół mięsa. Sok z pomarańczy wymieszać z wodą i miodem i zalać składniki w garnku, przykryć. Wstawić do piekarnika nagrzanego do 170 stopni Celsiusa, piec 3 godziny. Zdjąć pokrywkę, zwiększyć temperaturę do 200 stopni Celsiusa i piec jeszcze godzinę (w razie potrzeby wlać trochę wody). Podawać na gorąco z ziemniakami z wody lub makaronem albo ryżem.
(Porcja dla 6-8 osób)

Moje modyfikacje:
  • zrobiłam z 1/3 składników i wyszły 3 porcje (ewentualne 4 małe);
  • mięso pokroiłam na kawałki wielkości dużego kęsa i obsmażyłam na odrobinie tłuszczu;
  • zamiast suszonych gruszek, dałam 1/2 surowej oraz garść rodzynek;
  • marchewki pokroiłam w grube talarki;
Placuszki gryczane

Składniki:
1 1/2 dag drożdży
1 łyżka cukru
1/4 szklanki ciepłej wody
2 i 1/2 szklanki ciepłego rosołu lub mleka
2 szklanki mąki gryczanej
4 jaja
1 łyżeczka soli
3 łyżki stopionego tłuszczu kurzego lub masła
tłuszcz lub masło do smażenia

Przygotowanie: Drożdże rozetrzeć z cukrem, wymieszać z ciepłą wodą i odstawić na 5 minut. Rozczyn wymieszać ze szklanką rosołu/mleka i szklanką mąki gryczanej, przykryć, pozostawić w ciepłym miejscu aż ciasto podwoi swą objętość. Jaja ubić z solą do białości, dokładnie wymieszać ze stopionym tłuszczem lub masłem, pozostałym rosołem/mlekiem, pozostałą mąką i ciastem drożdżowym. Tłuszcz lub masło rozgrzać na patelni i łyżką kłaść ciasto, smażyć na złoty kolor z obu stron. Podawać na gorąco do mięs duszonych lub gulaszu, albo podawać ze stopionym masłem i śmietaną.
(Porcja dla 4-6 osób)

Uwaga: Ja zrobiłam z połowy składników i i tak było zbyt wiele na 2 osoby (jako dodatek do dania).

Smacznego.



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...